Bundesliga: Czy koronawirus zabił przewagę własnego boiska?

źródło: NYTimes.com / Impect / Gracenote

Bundesliga: Czy koronawirus zabił przewagę własnego boiska? Niemiecka liga to pierwsza, która już ponad 6 tygodni odbywa się w trakcie pandemii, bez kibiców. I choć zawodnicy wkładają w mecze podobną ilość wysiłku, to wydaje się, że czegoś brakuje. To coś może być tłumaczone brakiem kibiców.

Reklama

Wyobraź sobie: Twoja drużyna gra przeciwko Borussii Dortmund. Nawet jeśli kibice z Twojego miasta wykupili cały przydział biletów, to staną przeciwko tzw. „Żółtej Ścianie” Westfalenstadionu. I nawet jeśli tylko rdzeń ok. 5 tys. kibiców na tej trybunie nadaje ton dopingowi, to śpiewy rozchodzą się po 25-tysięcznej Südtribüne, a potem po całym 81-tysięczniku. To musi mieć jakiś efekt na psychice zawodników, prawda?

Dotąd obserwowany wpływ opierał się bardziej na poszlakach niż na twardych danych. Próby udowodnienia, że tłum wywiera presję na zawodnikach czy sędziach nie są łatwe. Jak na ironię, związany z pandemią koronawirusa brak kibiców może pomóc ustalić, jaki jest wymierny efekt. Przykład daje Bundesliga, która rozegrała 6 pełnych tygodni (9 kolejek) za zamkniętymi drzwiami i dynamika meczów się zmieniła.

Bundesliga - empty stands at Westfalenstadion© Holger Schinköthe

Choć wymuszony „eksperyment” stanowczo nie jest doskonały, to stał się skarbnicą wiedzy na temat tego, jak gra zmienia się bez obecności fanów. A mówimy przecież o największej światowej publiczności, za sezon 2018/19 średnia widownia Bundesligi wyniosła 43 445 widzów na mecz. W obecnym sezonie miało być podobnie, ale w marcu wszystko stanęło w miejscu.

I co się zmieniło? Dane zebrane przez Bundesligę, a także firmy analityczne Impect oraz Gracenote wskazują, że przewaga własnego boiska była czymś wymiernym, namacalnym. Wahania w wynikach i dynamice gry są zdecydowane, poza marginesem błędu. Szanse na wygraną u siebie spadły znacząco (z 43% przy pełnych trybunach do 33%), a drużyny strzelały mniej bramek (średnio 1,43 na mecz zamiast 1,74). Spadła liczba strzałów na bramkę, a te wykonywane były gorszej jakości niż przed pandemią.

Oczywistą odpowiedzią sceptyków będzie: moment, przecież sezon był wstrzymany na 2 miesiące, programy treningowe się zmieniły – pewnie to miało wpływ na gorszą jakość futbolu. Tyle że dane nie popierają takiej hipotezy.

Główne mierniki aktywności piłkarzy nie zmieniły się znacząco, a intensywność wysiłku podczas meczów statystycznie wręcz wzrosła. Zawodnicy wykonywali więcej sprintów i epizodów wzmożonego wysiłku, a liczba pokonywanych rywali (dryblingiem lub podaniami) nie spadła. Piłkarze mieli większą tendencję do podawania (wzrost) niż dryblingu (spadek). Jedna z hipotez wskazuje, że brak widzów zniechęcał do odważniejszych prób, ale to daleko idący wniosek.

Ogólnie informacje sugerują, że piłkarze wkładali w mecze tyle samo wysiłku, a jednak brakowało pewnej ekscytacji. W połączeniu ze spadającymi szansami na wygraną u siebie oraz zmianami w skuteczności bramkarzy (lepsi na wyjazdach niż u siebie – przeciwnie niż przed pandemią) wskazuje to na wpływ braku widzów.

Na dodatek, sędziowie w ostatnich 9 kolejkach sezonu byli bardziej skłonni do karania kartkami zawodników drużyny gospodarzy niż przyjezdnych, co również jest odwróceniem tendencji sprzed koronawirusa.

Reklama