Polacy nie dbają o swoje murawy?

źródło: Polityka.pl

Zawód konserwatora boiska w Polsce niemal nie istnieje, podczas gdy w Wielkiej Brytanii jego przedstawiciele tworzą nawet zrzeszenia. Jeśli wierzyć relacji „Polityki”, większość zarządców stadionów działa tylko doraźnie.

Reklama

Na świecie stosuje się wiele wymyślnych, ale i często bardzo kosztownych metod zapewnienia murawom odpowiednich warunków. W Arnhem, Glendale, Sapporo czy Gelsenkirchen murawy są wysuwane poza boisko dla odpowiedniego nasłonecznienie i obiegu powietrza. W La Placie czy Pekinie boiska wywozi się kawałek po kawałku na specjalnych paletach, by również korzystały z optymalnych warunków do wzrostu. Holendrzy z GreenFields opatentowali trawę naturalną wzmacnianą włóknami syntetycznymi, ale ulegającymi naturalnemu rozkładowi. Takie rozwiązanie zastosowano ostatnio na Wembley, by skończyć męczarnie tego obiektu z fatalną murawą. Jej stan stał się sprawą wagi narodowej – sztaby specjalistów wydawały swoje opinie na temat możliwości utrzymania boiska w dobrym stanie.

To kilka bardziej wyrazistych przykładów, jak wielką uwagę przywiązuje się do kwestii utrzymania boiska na Zachodzie. Jak na tym tle wypada Polska? Jeśli wierzyć „Polityce” - bardzo blado. Z czołowych klubów tylko Legia i Widzew mają dobrych konserwatorów muraw, a w mniejszych zespołach korzysta się nawet z doraźnej pomocy rolników.

Konserwatorów boisk, zwanych też groundsmenami, można w Polsce policzyć na palcach jednej ręki – twierdzi Kamil Prokopiuk architekt krajobrazu, doktorant w Pracowni Traw Pozapaszowych i Roślin Energetycznych w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie.

Reklama