Komentarz: Burza wokół dymu – słusznie?

źródło: własne | MK

Komentarz: Burza wokół dymu – słusznie? W naszym kraju nawet zadymienie trybun staje się tematem politycznym. Wiele wątpliwości po wczorajszym klasyku Legia – Górnik jest uzasadnionych, ale niektóre zakrawają o paranoję.

Reklama

Skoro o oprawach kibiców Legii wypowiadają się już wszyscy, w tym ludzie niemający pojęcia o piłce czy kibicowaniu, to i ja sobie nie odmówię. Przede wszystkim, cieszmy się, że dziś powodem do szerokiej publicznej debaty jest oprawa meczowa, a nie chuligaństwo.

Niektórzy pewnie już są za młodzi i nie pamiętają przełomu XX i XXI wieku, ale mieliśmy wtedy problemy w innej skali, dotyczące realnego zagrożenia zdrowia i życia widzów. Zresztą, nawet w tym sezonie znacznie poważniejsze rzeczy miały miejsce na polskich stadionach, w tym na tym przy Łazienkowskiej, gdzie zawodnicy musieli obawiać się własnych kibiców (?) po porażce, co jest niedopuszczalne.

Groza, skrajna żenada, dwa światy

Wszystkie powyższe stwierdzenia padły naprawdę. Poniedziałkowa prasówka dostarcza takich interpretacji wydarzenia, że gdybym opraw nie widział, to miałbym przed oczami armagedon. Przerwanie meczu na ok. 20 minut i naprawdę skrajne zadymienie wszystkich trybun to problem – jak najbardziej. Ale trzymajmy się jakichś proporcji.

Tabloidowe serwisy pisały o panice na trybunach, rzucaniu racami w piłkarzy (czego nie było) i zagrożeniu życia. Powinienem był się przyzwyczaić po tylu latach, a jednak wciąż tak nieodpowiedzialne dziennikarstwo mnie męczy. Zresztą zróbmy tak, poniżej zobaczycie kompilację wszystkich opraw z meczu i sami oceńcie, czy Was to przeraża.

Mnie zdecydowanie nie, nawet jeśli filmik nie uwzględnia nudnego okresu zadymienia, które spowodowało przerwanie meczu. Zadymienia, które prezes PZPN Zbigniew Boniek postanowił skrytykować w trochę samobójczy sposób, porównując je do oprawy meczu Polska-Urugwaj.

Samobójczy, ponieważ prezes doskonale wie, że aktualna atmosfera na meczach Reprezentacji nie zawsze zasługuje na nazwanie atmosferą. Nic więc dziwnego, że cała rzesza ludzi w odpowiedzi na wpis prezesa wolała opowiedzieć się za dymem przez 20 minut i gromkim dopingiem przez 90 niż za sterylną i sztuczną atmosferą meczów na PGE Narodowym.

Co więcej, pouczanie na temat ilości odpalonej pirotechniki wypada blado ze strony osoby, która jako organizator umożliwiła zadymienie Narodowego podczas finału Pucharu Polski. Choć trzeba się zgodzić, że nie ma opcji, by tak ogromna liczba rac, świec i ogni rzymskich była możliwa do wniesienia bez cichego przyzwolenia Legii.

Problem jest, ale umiarkowany

Nie brakuje komentarzy – w tym tych od samych kibiców – że zadymienie było toksyczne, że ludzie się krztusili. I nie ma powodów, by w to nie wierzyć, ponieważ każdy dym jest dla nas toksyczny i może dojść do zatrucia przy intensywnym wdychaniu dużych jego ilości.

Ale, choć eksperci ds. bezpieczeństwa są jednogłośnie przeciwni takim sytuacjom (jeśli ktoś zna choć jedną pozytywną opinię, chętnie ją poznam, bo rozmawiałem z wieloma z Polski, Niemiec, Anglii czy Norwegii i nic), to zagrożenie dla zdrowia z tytułu samego wdychania dymu z rac jest naprawdę ograniczone. Zwłaszcza w Polsce – kraju trującego smogu – mamy większe problemy niż zbyt obfita oprawa raz na kilka miesięcy.

Ograniczona jest też widoczność i tu mam większy problem – zbytnie zadymienie i ew. wybuch paniki to recepta na tragedię. Oczywiście kibice w Polsce nie reagują na dym paniką, bo jest obecny od lat, ale indywidualne przypadki z pewnością były.

Jeśli coś szczególnie mnie zmartwiło podczas niedzielnej oprawy, to wystrzeliwane w górę ognie rzymskie, które leciały w dach. Przywołały na myśl kretyńską oprawę sprzed lat, w której ultrasi Legii puszczali fajerwerki prosto w poszycie. Dzwoniłem jednak do Legii i na razie – jeszcze nieoficjalnie – nie ma sygnałów, by warta miliony membrana była uszkodzona, dlatego nie ma co i w tej sprawie dramatyzować.

Ultrasi powinni zadać sobie pytanie...

Nie mam wątpliwości, że dla szeroko pojmowanego środowiska kibicowskiego niedzielna oprawa to coś ekscytującego, spektakularnego i prawie jednogłośnie pozytywnego. Zresztą nie tylko w Polsce, bo przed napisaniem tego tekstu widziałem ją już we wszystkich dużych profilach kibicowskich na facebooku i twitterze oraz w części mediów piłkarskich z zagranicy. Lajki w tysiącach, komplementów na tony.

Fajnie, fajnie. Ale, Drodzy Ultrasi, zanim zaczniecie się jarać, że Polacy znów pokazali światową klasę wszystkim innym, postawcie sobie też pytanie: czy interesuje Was zdanie kogokolwiek innego poza własnym środowiskiem? Jeśli tak, to macie problem. Wstrzymanie meczu na 10 minut i zadymienie tak duże, że aż potencjalnie niebezpieczne, to są rzeczy, których mogliście i powinniście byli uniknąć. To są rzeczy, które przyjaciół poza bezgranicznymi miłośnikami piro Wam nie przysporzą. Nie mówię nawet o mediach czy policji, bo oni są z definicji na nie. Ale pomyślcie też o swoich współkibicach, o sektorze rodzinnym. Wiecie, że część z nich tego nie chce i im to przeszkadza. Obchodzi Was to czy liczycie się tylko Wy?

Michał Karaś

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, wypowiedz się na facebooku lub prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama