Komentarz: Fajerwerki w dach?! Sorry, takich macie ultrasów

źródło: własne

Komentarz: Fajerwerki w dach?! Sorry, takich macie ultrasów Ligowa wiosna zaczęła się gorąco. I hucznie. I bez pomyślunku. Przy Łazienkowskiej z Żylety pofrunęły fajerwerki, rozbijając się o spodnią część dachu lub spadając na widzów. Miało być śmiesznie, zabrakło rozsądku.

Reklama

„Sorry, taki mamy klimat” i płonący samochód TVN Meteo. Ten prowokacyjny, ale dowcipny transparent ozdobił podstawę Żylety przy Łazienkowskiej przed pierwszym meczem wiosny w Ekstraklasie. Z górnego poziomu na dolny opadły szerokie szarfy w barwach Legii.

Ani kartonów, ani balonów, ani nawet folii czy flag na krzesełkach, więc w zasadzie pewne było, że w ruch pójdzie pirotechnika. W końcu skoro taki mamy klimat, to jakoś ten klimat kibice Legii musieli stworzyć. I stworzyli, używając całej masy pirotechniki. Na tyle dużej masy, że mecz trzeba było przerwać na ok. 4 minuty, aż dym ujdzie poza Stadion Wojska Polskiego.

Stadion Wojska Polskiego

Sęk w tym, że poza tradycyjnymi racami czy stroboskopami w użyciu były rozmaite fajerwerki. Te szybowały wysoko… a, nie, wcale nie wysoko. Przecież w Warszawie mają dach. Ten dach przy Łazienkowskiej to raptem 29 metrów ponad poziomem boiska. Pirotechnika obijała się więc o dach zamiast wylecieć poza stadion. Niby nic, przecież membrana z włókna szklanego i poliwęglan są prawie niepalne, przynajmniej w takich okolicznościach. Nie ma więc mowy, żeby dach się od fajerwerków zapalił i runął, choć można już przyjmować zakłady, czy „Gazeta Wyborcza” lub „Przegląd Sportowy” nie zaczną wkrótce forsować takiego scenariusza.

Dach się nie zapalił, bo nie mógł, za to mógł się uszkodzić mechanicznie pod wpływem siły uderzenia - czy poszycie, czy elementy wartych miliony złotych systemów obsługujących obiekt. To najwyraźniej nie spędzało snu z powiek ludziom, którzy przygotowując pokaz kompletnie zignorowali ewentualne straty materialne. Ale niech im już będzie, niechby te straty były, i tak byłyby (oby!) niewielkie. Szybka zrzuta, trochę skruchy i rozeszłoby się po kościach. Oczywiście poza karą od wojewody i Ekstraklasy, które już wiszą w powietrzu.

Tyle że fajerwerki nie bez powodu są uznawane za niebezpieczne na zadaszonych stadionach. Nie bez powodu nie są używane nawet w tych krajach, gdzie przepisy dotyczące pirotechniki są najbardziej liberalne. Te odpalone z Żylety leciały dosłownie wszędzie, gdzie tylko chciały. Czyli pod dach, na górny poziom trybun albo tu i tu. I naprawdę nikomu z odpalających nie przeszło przez myśl, że nad nim stoją kolejne trzy tysiące ludzi, z których każdy jest narażony na strzał rozpędzonym ogniem w twarz?! Jak przychodzą kary, to „cała Legia zawsze razem”, ale jak trzeba pomyśleć o bezpieczeństwie innych, to „Legia to my (i reszta nas nie obchodzi)”?

W środowisku kibicowskim przyjęło się mówić, że „pirotechnika jest bezpieczna”. I jest, ale w rękach ludzi odpowiedzialnych i tylko w określonych okolicznościach. Wbrew temu co twierdzą niektórzy, od fajerwerków (nie rac, świec dymnych, stroboskopów, ale to jednak też pirotechnika!) ludzie na stadionach giną. Tak, GINĄ. Najwyraźniej nie wszyscy ultrasi są na tyle „kumaci”, by znać te nazwiska: Kevin Beltran, Rui Mendes, Alfonso Lazaro, Serge Fuster. To tylko czterech wymienionych z pamięci kibiców (dwóch w wieku 13 i 14 lat), którzy zostali zabici przez fajerwerki na stadionach od 1984 do 2013 roku.

Do tego dziesiątki okaleczonych, czasem oszpeconych lub niezdolnych do normalnego funkcjonowania, o czym akurat kibice Legii powinni wiedzieć dość dobrze. Bo to w meczu z ich udziałem tzw. ogień rzymski wystrzelony z trybuny Broendby rozerwał żołądek Duńczyka, którego jedyną winą było zabranie dziecka na mecz. Dwoje innych dzieci w wieku 8 lat zostało poparzonych.

I wreszcie, ultrasom Legii nie przeszło pewnie przez myśl, że strzelając w niebo (czyt. w dach) fajerwerkami, strzelają też w stopę PZPN i Ekstraklasie, które w ich imieniu apelują o zmianę przepisów i chcą zalegalizować race. Ale skoro mieli w nosie bezpieczeństwo innych kibiców, trudno oczekiwać by rozmyślali nad piłkarską polityką i interesem ogółu...

W naszym serwisie nie przeczytacie nigdy, że jesteśmy przeciwko pirotechnice, bo uważamy, że może ona upiększać widowisko. Ale od zawsze jesteśmy przeciwko zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu innych. I to też się nie zmieni.

Michał Karaś

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama