Poznań: Inspekcja na stadionie za tydzień, wykonawca zapłaci

źródło: Sport.pl / TVN24.pl

Poznań: Inspekcja na stadionie za tydzień, wykonawca zapłaci Inspektor nadzoru budowlanego zamierza pojawić się na Stadionie Miejskim w Poznaniu 25 kwietnia. Ekspertyza POSiR wskazuje na winę wykonawcy, ale same POSiR wciąż sprawdzają w dokumentacji, jaka miała być konstrukcja.

Reklama

Po wczorajszych doniesieniach „Gazety Wyborczej” zawrzało nie tylko w Poznaniu. Bo choć problem został rozdmuchany, to nie można zaprzeczyć, że jest. I chodzi nie tylko o same pęknięcia betonu na I Trybunie, ale też o to, co z tą informacją zrobiły Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji oraz Lech Poznań.

Doniesienia o wadach konstrukcyjnych były trzymane w tajemnicy przed opinią publiczną, radnymi i inspektorem nadzoru budowlanego. Ten ostatni dowiedział się o sprawie z prasy i ma 25 kwietnia przeprowadzić inspekcję obiektu przy Bułgarskiej. Zamierza też przesłuchać kierownika budowy w związku z potwierdzeniem informacji o niezastosowaniu się wykonawcy do projektu.

O konieczności dokładnego sprawdzenia Stadionu Miejskiego mówił dla Gazeta.pl projektant areny Wojciech Ryżyński, ponieważ wykazał brak zapisanych w dokumentacji podkładek. To właśnie pominięcie tego elementu mogło spowodować kruszenie materiału budowlanego.

Dlaczego podkładek nie było? Dziś Sport.pl donosi, że zawiniła firma Remaxbud, która „dostała ich zbyt mało” i w ramach gonienia terminów zastąpiła podkładki papą. Firma PBG (w upadłości), która kontroluje głównego wykonawcę stadionu (Hydrobudowa, również w upadłości), przyznała, że to fuszerka. PBG godzi się również pokryć koszty naprawy, szacowane na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Jeśli rzeczywiście PBG zapłaci, uda się uniknąć sporów, ponieważ miasto nie zamierza wykładać na remont ani złotówki. - POSiR ma ekspertyzę, z której wynika, że winny jest wykonawca - powiedział prezydent Ryszard Grobelny. - Nie wyobrażam sobie, by miasto ponosiło koszty tej naprawy. Za dużo już na stadion wydaliśmy – komentował szef rady miasta Grzegorz Ganowicz.

Reklama