Komentarz: Nieznany rekord, absurdalna atmosfera, pocięte flagi

źródło: własne

Mecz Polski z Niemcami zakończył się remisem, ale też rekordem frekwencji. Niestety, nie wiemy jakim. PZPN nie podaje bowiem liczby widzów. Z kolei wtorkowa żenująca atmosfera to skutek zmiany polityki Związku wobec kibiców. Zmiany na korzyść PZPN, a na niekorzyść reszty świata. Organizator kazał ludziom... kroić flagi narodowe.

Reklama

PGE Arena GdańskPGE Arena Gdańsk mieści 43 615 osób. We wtorek było prawdopodobnie trochę poniżej magicznej granicy 40 tys. widzów. Nie zapełnił się sektor gości (z Niemiec przyjechało ok. 1500 osób na 2100 oferowanych miejsc), niewielkie łysiny były też na pozostałych sektorach. Niestety ze świecą szukać kogoś, kto po meczu na jednym z najnowocześniejszych stadionów w Europie wiedziałby, ile osób ten mecz obejrzało. Problemem jest nie sam stadion, bo Lechia dokładne liczby podać potrafi, a organizator – PZPN tradycyjnie nie informuje o takich „detalach”. Wiemy więc, że mamy rekord frekwencji na PGE Arenie, ale nie wiemy jaki...

Gramy u siebie(?)

Ale to nie największe kuriozum, bo PZPN postarał się tym razem bardziej i wiele wskazuje, że w kwestii atmosfery na meczach Reprezentacji będzie już tylko gorzej. Dotąd normalną praktyką było, że doping dla Reprezentacji koordynowali kibice klubu, który na co dzień jest gospodarzem obiektu. Fani tego zespołu mogli lokalnie kupić określoną pulę biletów, by zapewnić im lokalizację we wspólnym sektorze, gdzie wspólnie mogli zaczynać okrzyki. Dzięki temu przyśpiewki były stosunkowo urozmaicone, a doping nieprzerwany.

Jednak już pod koniec sierpnia fani Lechii ze stowarzyszenia Lwy Północy i innych grup zapowiedzieli, że nie wezmą udziału w spotkaniu z Niemcami. „Głównym powodem takiej decyzji jest sposób sprzedaży biletów na to spotkanie oraz ich wygórowana cena. Organizatorzy nie wykazali jakiejkolwiek chęci na dystrybucję biletów w Gdańsku, która spowodowałaby, iż fani Lechii tworzący atmosferę i doping podczas meczów ligowych mogliby zasiąść w jednym miejscu na stadionie i jako „gospodarze” aktywnie inicjować gorący doping dla polskich piłkarzy” - pisali kibice Lechii, którzy na 2 godziny przed meczem pojawili się pod stadionem, by protestować przeciwko polityce PZPN.

Dlatego we wtorek najczęstszym dźwiękiem był przeraźliwy gwizd, a chyba apogeum groteskowości sytuacja osiągnęła przy okrzyku „Gramy u siebie, Polacy gramy u siebie”, który śpiewa się, owszem, ale na wyjazdach, gdzie ma podkreślać przewagę w dopingu nad gospodarzami. Nawet komentatorzy TVP, co rzadko się zdarza, zdecydowanie narzekali na ciszę po straconej bramce. Trudno jednak winić osoby obecne na meczu, bo każdy, kto próbował przebić się w zgiełku i rozpocząć okrzyk wie, że sztuka ta jest trudna. Zwłaszcza, gdy przebić się próbuje niezależnie od siebie kilkaset osób i w efekcie przekrzykują się. Nic więc dziwnego, że najszybciej rozpowszechniały się najprostsze hasła, których podchwycenie przez tysiące widzów w krótkim czasie było po prostu możliwe. Poza chwilami gromkich haseł dominowała niestety kakofonia lub najzwyczajniej cisza.

Klub Klienta PZPN

Mecze z Meksykiem i Niemcami były początkiem Klubu Kibica Reprezentacji. To podmiot założony nie przez kibiców, a przez PZPN. Co istotne, z kibicowaniem nie ma też nic wspólnego. Dość powiedzieć, że podczas 15-minutowej prezentacji „produktu”, jakim jest KKR, nie było ANI JEDNEGO słowa o kibicowaniu. Marketingowiec mówił o rabatach na zakup oficjalnych pamiątek, PR-owiec mówił o oficjalnym charakterze i zaletach, zaprzęgnięty do roli statysty piłkarz Reprezentacji (w tej roli Kuba Rzeźniczak) rzucił jakiś banał, że „kibice są nam potrzebni”, a to wszystko zostało skąpane w reżyserowanych okrzykach zatrudnionej na tę okazję młodzieży, udającej kibiców.

Co ciekawe, na ich koszulkach czy szalikach nie było godła Polski, tylko logo PZPN. I to nie jest żaden wyjątek – Klub Kibica Reprezentacji umożliwia szybsze kupno biletu i kupowanie gadżetów wyłącznie z logo PZPN. W skrócie więc prawo pierwszeństwa przy kupnie biletu dostają nie ci, którym najbardziej zależy na wspieraniu „Orłów”, ale ci, którzy są gotowi wyrobić sobie kartę kibica reprezentacji (swoją drogą – przed meczem z Niemcami część osób nie otrzymała swoich kart, bo PZPN przez kilka tygodni nie umiał obsłużyć zamówień), a potem na tandetę wydawać pieniądze, którymi wspierają jedynie PZPN (np. tshirt „pamiątkowy” z nadrukiem meczowym za... 70zł).

Ale to nie koniec. Okazuje się bowiem, że PZPN nie tylko nie ujął w KKR spraw fundamentalnych dla wielu kibiców, jak choćby współtworzenie meczowej atmosfery. Związek wręcz zignorował tradycyjny od lat zwyczaj wożenia przez fanów Reprezentacji flag w biało-czerwonych barwach. Przed wtorkowym meczem niektórym kibicom kazano... kroić flagi, jeśli nie spełniały oczekiwań organizatora pod względem rozmiaru (1,5x2m). Ktoś może powiedzieć, że każdy kibic jadący na mecz powinien znać regulamin imprezy i wiedzieć, czy swoją flagę wniesie. Błąd, bo mecz Reprezentacji innemu meczowi Reprezentacji nie równy. W spotkaniach na Stadionie Wojska Polskiego obowiązywał wymiar zupełnie inny - 1,5x5m.

Nie tak dawno, gdy piłkarze odmówili rozmowy z dziennikarzami po treningu, ci byli oburzeni. Twierdzili, że strojenie fochów na media jest niepoważne, bo w końcu one reprezentują interes kibiców. Jeśli reprezentują kibiców, to warto im przypomnieć, że kibiców w meczu z Niemcami nie potraktowano najlepiej. Ciekawe, czy interes fanów faktycznie jest dla nich istotny?

PS: Niestety, w Internecie pojawiły się nawoływania do przemocy wobec kibiców, którzy pozwalali ciąć swoje flagi lub sami je cięli. Warto więc przypomnieć co "gorętszym głowom", że flagi z nazwami miast, regionów lub klubów NIE SĄ flagami narodowymi i ani nie podlegają podobnej ochronie prawnej, ani nie powinno się tu mówić o ich profanacji, bo jeśli tak, to profanacją jest już samo napisanie nazwy miasta na biało-czerwonej fladze...

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama