Komentarz: Tacy biedni, tacy wykluczeni

źródło: własne [MK]

Komentarz: Tacy biedni, tacy wykluczeni Kibice Legii są tak świadomymi konsumentami, że nikt nie ma do nich startu. W recenzowaniu firm stali się mistrzami z dnia na dzień, nawet w doradztwie biznesowym. Byłoby wspaniale, gdyby nie było podle. I niektórzy z nich naprawdę myślą, że są sprytni, bo nie napisali gróźb wprost...

Reklama

Zanim zaczniecie czytać: tekst nie dotyczy wszystkich kibiców Legii, przeciwnie. Zdecydowana ich większość nie ma z jego treścią nic wspólnego, chodzi o konkretne środowisko, które czuje się bezkarne i nie umie wziąć za swoje czyny krzty odpowiedzialności.

Wczoraj Komisja Ligi wydała decyzję, że wszystkie osoby zasiadające na Żylecie podczas meczu z ŁKS-em mają zakaz wstępu na kolejny mecz. W ten sposób kara ma być dotkliwa również dla osób odpowiedzialnych m.in. za groźby pod adresem francuskiego inwestora Polonii Warszawa.

Tu wyjaśnijmy dla szczególnie odpornych: transparent w języku francuskim absolutnie groził Gregoire'owi Nitotowi, chyba w najstarszy i najbardziej typowy dla zorganizowanych grup przestępczych sposób, tj. „fajną masz tę firemkę, szkoda by było, gdyby coś jej się stało”. Gest miał zresztą miejsce po zmasowanym niszczeniu reputacji firmy na facebooku. Nie ma więc znaczenia, co konkretnie autorzy mieli na myśli - w żadnym razie nie mieli dobrych intencji w swoim „doradztwie biznesowym”.

Stadion Wojska Polskiego

Rzecz jasna dziś, gdy wszyscy fani z Żylety cierpią z powodu zakazu, rozlega się donośny lament, że jak to, bez podstaw prawnych?! Że jak to, gdzie swoboda wypowiedzi?! Że jak to tak, godzić w kobiety i dzieci?! Poważnie, grupa Nieznani Sprawcy zasłania się dziś kobietami i dziećmi. Niektórzy ich zwolennicy już są gotowi pisać pozwy, do tego zapowiadają bojkot PKO jako sponsora rozgrywek.

A niech piszą, mówię to całkiem poważnie, bo to może być ciekawe. Niech piszą pozew, bo nowa metoda nakładania kar zamykania stadionu/trybuny (tj. eliminująca wszystkich kibiców z danej trybuny zamiast zamykania samej trybuny) faktycznie jest kontrowersyjna. Można w sądzie z nią powalczyć i sprawdzić, czy się obroni.

Tylko wiecie co się stanie, jeśli ultrasi taki proces wygrają? Trzeba będzie znaleźć rozwiązanie lepsze. Trzeba będzie przestać udawać, że z chuliganami się coś robi, trzeba będzie zacząć coś robić naprawdę. Karanie zbiorowe nie jest i nie będzie nigdy sprawiedliwe, ale dziś to ostatnie alibi dla Legii, żeby nie eliminować patologii ze swojego stadionu.

Dzięki takim, trudnym i niewygodnym, decyzjom Komisji Ligi prezes Mioduski może publicznie utyskiwać, że ta akcja to same straty. Bo ktoś go wyręczył i wyeliminował na jeden mecz ludzi, którzy odwalają na stadionie chore akcje. Owszem, razem z nimi wyeliminowano z tego meczu niesprawiedliwie kilka tysięcy zupełnie niewinnych ludzi, ale... jeśli ktoś chodzi na Żyletę, to akceptuje pewien porządek. Częścią tego porządku jest fakt, że flag i transparentów nie wywieszają przypadkowi ludzie, a przeciętny bywalec Żylety nie ma żadnego wpływu na treść i musi się liczyć z tym, że będzie ona przyczynkiem do kar.

Nie jest też tak, jak twierdzi niby bezradny Mioduski, że każdy kibic może sobie transparent wnieść, bo „wniesienie kawałka materiału nie jest problemem”. Owszem, wniesienie kawałka – nie jest. Ale transparent wymierzony w Nitota to było ok. 50 m2. Takie rzeczy wnosi się tylko za cichym przyzwoleniem. Legia ma wszelkie narzędzia, żeby zidentyfikować „nieznanych sprawców”, po to dostała stadion za prawie 400 milionów. Ale tego nie robi, bo wtedy byłaby kolejna wojenka wewnątrz klubu, a przecież lepiej mieć względny spokój i kary przyjmować z pokorą, trochę tylko narzekając w mediach.

Ba, Legia nie tylko nie usuwa ze stadionu ludzi odpowiedzialnych za niedopuszczalne treści. Te treści wiszą sobie na stadionie bez sprzeciwu, bez reakcji ze strony klubu. Wiadomo, wejście ochrony na Żyletę doprowadziłoby do eskalacji, te obrazki już znamy. Wiadomo też, tu trzeba by pomocy ze strony państwa i policji, żeby pewnych ludzi się pozbyć. Ale też ileż można słuchać, jak poważny biznesmen rozkłada ręce, że on nie bierze odpowiedzialności za organizację meczu, który organizuje? Przcież to absurd.

Teraz będzie tak: kibice Legii oburzeni zakazem będą wyrażać na różne sposoby swój sprzeciw, raz lepszy, raz gorszy (już jest choćby nakładka na profilowe na fejsie). I większość z nich ma wszelkie podstawy, by czuć pokrzywdzenie taką decyzją, ale żadnej mocy, by coś zmienić. Prezes Mioduski jeszcze trochę ponarzeka, że to same straty. Komisja Ligi będzie dalej nakładać kary, a kasa z grzywien będzie się zgadzać. I nie zmieni się nic. Bo jeśli klub posiadający 250 kamer będzie dalej udawał, że nie wie, kto co wiesza, to jak ma się coś zmienić?

Jedynym pocieszeniem jest fakt, że dziecinne akcje radykalnej części środowiska coraz częściej napotykają na sprzeciw ze strony innych kibiców. Słusznie, bo taka solidarność to gówniana solidarność. Jedna strona regularnie naraża na straty klub i może doprowadzić do kar dotykających wszystkich kibiców, a ci sami wszyscy kibice mają krzyczeć „cała Legia zawsze razem”, bo inaczej wpier#ol. Dziś Nieznani Sprawcy martwią się o kobiety i dzieci z Żylety, a wystarczyło martwić się o nie zanim „nieznani sprawcy” coś odwalili.

PS: Nie chcę słyszeć tekstów o tym, że kibice Legii kupują karetki, dbają o pamięć o ofiarach wojny czy powstańcach. Że ultrasi z NS robią kapitalne oprawy. To wszystko prawda i chwała im za to, ale też nie ma to kompletnie znaczenia w tej sprawie. Nie jest tak, że można zasłaniać podłe czy głupie działania tymi dobrymi, po prostu nie można. Bo jeśli robi się coś z czystego serca, z pasji i najlepszych pobudek, to nie wyciera się potem tym gęby, gdy czas wziąć odpowiedzialność za coś poniżej krytyki.

Michał Karaś

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, wypowiedz się na facebooku lub prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama