Poznań: Lech musi czy tylko chce oszczędzać?

źródło: Gazeta.pl

Poznań: Lech musi czy tylko chce oszczędzać? Władze Poznania rozpoczęły rozmowy z Lechem w sprawie nowych warunków korzystania ze stadionu. Poznański klub nie powinien jednak mieć problemów z opłatami nawet na obecnym poziomie – twierdzi analityk z firmy Ernst&Young.

Reklama

Za nimi już dwa spotkania – Lech i władze miasta przystąpili do rozmów. Bierze w nich udział aż siedem osób z magistratu, z czego sześć reprezentuje POSiR, a jedna Wydział Sportu. Choć pełny skład z obu stron nie został ujawniony (tak samo - zakres negocjacji), chodzi przede wszystkim o ustalenie nowych warunków korzystania ze Stadionu Miejskiego.

Obiekt przysporzył wielu kłopotów Lechowi, którego zaległości w opłatach sięgnęły w kluczowym momencie aż 2 mln zł. Aktualnie są na poziomie 1,5 mln. Od 2013 roku klub miał nie tylko płacić ponad 3 mln zł czynszu, ale też dzielić się z miastem zyskami z imprez. Czy tak będzie?

Stadion LechaLech zwraca uwagę, że koszty są bardzo wysokie i samodzielne utrzymanie tak wielkiego obiektu jest wyzwaniem dla klubu. Tymczasem Krzysztof Sachs, partner w firmie Ernst&Young, widzi sprawę w lepszym świetle. Jego zdaniem Lech nie powinien mieć aż takich kłopotów i negocjacje mogą być próbą wymożenia na Poznaniu lepszych warunków. - Możliwe, że Lech chce renegocjować umowę, by płacić mniej, wykorzystując atmosferę, jaka ostatnio wytworzyła się wokół stadionów. Zewsząd słychać, że nie da się na nich zarabiać, że przynoszą tylko straty – mówi Sachs dla Gazeta.pl.

Zdaniem Sachsa dziś rzeczywiście trudniej np. o dobrą umowę sponsorską, ponieważ klimat wokół stadionów się zepsuł. Przed Euro 2012 panowała przesadna euforia i dziś duże obiekty są widziane jako ciężar.

Ale nie muszą tym ciężarem być, czego przykładem jest Legia Warszawa, radząca sobie ze swoim obiektem bardzo dobrze. Sachsa dziwią deklarowane kłopoty Lecha. - Jeśli prawdziwe są informacje, że Lech dokłada do stadionu, to muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Bo frekwencja na trybunach nie była tak zła, a dochody ze sprzedaży biletów, karnetów i loży tak małe, by nie zarobić na czynsz.

Reklama