Komentarz: Pierwsze urodziny Narodowego – może być już tylko lepiej

źródło: własne; autor: michał

Komentarz: Pierwsze urodziny Narodowego – może być już tylko lepiej Największe dziecko stadionowej Polski kończy właśnie rok, choć wciąż nie jest w pełni ukończone. Te pierwsze miesiące były ogromnym rozczarowaniem przede wszystkim wizerunkowo, bo wyników finansowych nie powinno się oceniać tak wcześnie.

Reklama

Dokładnie rok temu odbył się inauguracyjny koncert „Oto jestem!” na Stadionie Narodowym. Obiekt nie miał wtedy jeszcze boiska i dziś też go nie ma. Ale przez tych 12 miesięcy najpierw murawę miał, później miał mieć specjalną – modułową – a jeszcze później syntetyczną. Później znów standardową (i dostał, na Euro) aż wreszcie stanęło na tymczasowych boiskach, instalowanych dopiero przed meczami i zdzieranych po nich.

Zamęt związany z wyborem nawierzchni dobrze obrazuje, jak funkcjonował Narodowy w swoim pierwszym roku – bez formalnego operatora (dopiero w styczniu pojawiło się PL.2012+), bez najemców dla biur (dokładnie 0 metrów wynajętych), bez sprzedaży lóż (długoterminowo zajęta jedna), za to z wieloma kryzysami wizerunkowymi. Sprawa odgradzania się płotem, który miał być otwarty, a później nie był. Tarcia między inwestorem a wykonawcami i ciągnące się rozliczenia, przerzucanie winy. Wreszcie słynny mecz z Anglią, który był jedną z niewielu okazji w 2012, gdy światowe media pisały o Narodowym.

Do tego jeszcze jeden smutny fakt – Narodowe Centrum Sportu wprowadzające w błąd minister sportu Joannę Muchę i 21 mln zł strat zamiast paruset tysięcy zysku. To kolosalna różnica, ale szacowanie osiągnięcia zysków w pierwszym, w dodatku tak trudnym roku (gdy wiele kosztów związanych z budową i rozruchem stadionu trzeba jeszcze ponieść) od początku było bezpodstawne. Nigdy nie było tajemnicą, że Narodowemu będzie trudno się utrzymać, a tym bardziej na samym początku, gdy brakuje odpowiedniego modelu zarządzania i wiele rzeczy po prostu nie działa.

Ale ostatnie tygodnie tego pierwszego roku, czyli wejście PL.2012+, zwiastują zmiany na lepsze. Bo nawet jeśli Stadion Narodowy nie zarobi w 2013 ani złotówki (a najpewniej nie zarobi w tym i kolejnym roku), to ma być przynajmniej stadionem otwartym dla wszystkich. Zwiedzanie, wystawy, wernisaże, zabawy dla dzieci, a na deser umowa na wszystkie ważne mecze Reprezentacji. Nie wspominając o wielkich koncertach i innych imprezach pozasportowych (targi, rekolekcje), których według zapowiedzi Ministerstwa Sportu ma być już nie kilka, a kilkanaście.

Jeśli do tego dojdzie organizacja finału Pucharu Polski, to będziemy mogli mówić o ogromnym postępie. W końcu jak długo Stadion Narodowy Polski może nie być w stanie przyjmować kibiców z Polski przez to, że policja nie ma łączności w piwnicach?

I właśnie takiego postępu, stopniowego eliminowania niedociągnięć i przekonania do siebie nawet sceptyków wypada życzyć Stadionowi Narodowemu na kolejne lata. Bo oto jest i już tu zostanie!

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: [email protected].

Reklama