Egipt: Koszmar w Port Said, 72 osoby nie żyją!

źródło: własne

Wciąż nie wiadomo, co dokładnie się stało i jakie są przyczyny. Mnożą się teorie, ale przede wszystkim przeraża bilans: co najmniej 72 osoby nie żyją, a 248 jest rannych. Zawodnik drużyny gości zadzwonił do klubowej telewizji płacząc, że właśnie w szatni zmarł jeden z rannych kibiców.

Reklama

Uznawany za największy klub Egiptu kairski Al-Ahly przyjechał w środę na mecz do Port Said. Al-Ahly walczy o mistrzostwo (ma punkt straty do lidera), gospodarze z Al-Masry są bliżej środka tabeli. Przed meczem szczelnie zapełniły się wszystkie sektory kibiców Al-Masry, przyjezdni otrzymali trybunę za jedną z bramek, na której zasiadło ok. 1200 osób. Do przerwy to Al-Ahly wygrywali 1:0, ale w drugiej połowie miejscowi strzelili 3 bramki. Ostatnia padła w doliczonym czasie.

I tyle o meczu, bo po ostatnim gwizdku sędziego na boisko wbiegł tłum kibiców gospodarzy. Część gratulowała swoim zawodnikom, ale ogromna większość ruszyła w stronę przyjezdnych. Najpierw przemocą wygonili do szatni zawodników i pobili trenera Al-Ahly, a później dostali się na trybunę gości. Zginęły co najmniej 72 osoby, a 248 jest rannych, w tym 40 ciężko.

Niestety, nie można w tej chwili ustalić, jakie są przyczyny zajść. Na materiałach telewizyjnych widać, jak w chwili zdobywania ostatniej bramki przez gospodarzy, z sektora przyjezdnych lecą na miejscowych materiały pirotechniczne. W relacjach kibiców przyjezdnych padają jednak oskarżenia, że pierwsze ataki zaczęły się od początku drugiej połowy i już wtedy widać było, że miejscowi szykują się do agresywnego ataku. Biorąc jednak pod uwagę skalę tragedii, w Egipcie mnożą się spekulacje na temat zajść. Kamery pokazały bowiem, że policjanci i ochroniarze, mimo znacznej liczebności, nie zrobili prawie nic, by zatrzymać kilkutysięczny tłum biegnący zza jednej bramki w kierunku przeciwległego końca boiska. Pewne jest tylko, że to w okolicach sektora gości ginęli ludzie. Według danych egipskiego MSWiA jedna z ofiar to policjant, 14 innych funkcjonariuszy jest rannych.

Nie wiadomo za to jeszcze, jak ginęły ofiary. Początkowo doniesienia różniły się skrajnie. Część mediów informowała o tym, że kibice uciekający z sektora gości mieli odciętą drogę – spadali za koronę trybuny, zlokalizowaną kilkanaście metrów nad twardą nawierzchnią pod stadionem. Inne z kolei mówiły o regularnym linczu przy biernej postawie ochrony, włączając w to atakowanie krzesełkami, kamieniami, kijami, nożami, a nawet bronią palną. Jednak przedstawiciele ministerstwa zdrowia poinformowali przed północą, że najwięcej zgonów było spowodowanych wstrząsami mózgu, głębokimi ranami głowy i uduszeniem z powodu panującego ścisku. Uciekający z sektora gości kibice napotkali bowiem na zamknięte bramy, wskutek czego napierający tłum zgniatał osoby przy samej bramie do momentu aż brama nie wytrzymała naporu. Zamknięte bramy prowadziły już do wielu tragedii, m.in. w Pireusie, Kayseri, Moskwie czy Johannesburgu.

Relacje naocznych świadków były szokujące. Do klubowej telewizji Al-Ahly dzwonił w trakcie zajść Mohamed Abou-Treika, zawodnik klubu. – Ochroniarze nas zostawili, nie chronili nas. Jeden z kibiców właśnie zmarł w szatni przede mną. Ludzie nie żyją, widzimy zwłoki. Nie ma ochrony ani wojska, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo – krzyczał zapłakany zawodnik. Z kolei klubowy lekarz Ehib Ali nazwał wydarzenia „zaplanowaną wojną”, wskazując na celowy brak działania ze strony porządkowych. Piłkarze Al-Ahly zostali ewakuowani z trybuny transporterem opancerzonym, a później wojskowym samolotem z powrotem do Kairu.

Rozgrywki w Egipcie zostały zawieszone. Decyzja została ogłoszona w trakcie trwającego w Kairze meczu Zamalek – Ismaily. Przy stanie 2:2 sędzia przerwał mecz, a wściekli kibice podpalili część stadionu.

Reklama