Komentarz: Matematyka wg Jana Tomaszewskiego

źródło: własne

Jak on to pomnożył, przez co podzielił i od czego odjął - wie tylko sam poseł Tomaszewski. Grunt, że wyszedł mu wynik sprzeczny z rzeczywistością, który łódzcy wyborcy kupili i Tomaszewski wszedł do parlamentu. Na kłamstwach.

Reklama

Kiedy zaczął opowiadać bzdury podczas spotkania wyborczego w Grudziądzu, uznałem to za mało istotne. W końcu "Janek" jest powszechnie znany z głośnego, niekoniecznie sensownego krzyczenia w każdym temacie, w którym ktokolwiek o cokolwiek go zapyta.  Ot, gada po raz kolejny. Później zaczął te same bajki sprzedawać telewizjom i innym mediom, ale wciąż nie chciałem zabierać głosu - przed wyborami byłoby, że serwis jest stronniczy, a krytyka ma podłoże polityczne.

Gorzej, że Tomaszewski na kłamstwach sprzedawanych obywatelom wjechał do sejmu i teraz jest już posłem Tomaszewskim. Nie można więc go dłużej traktować tylko jako medialnego krzykacza zapraszanego wszędzie tam, gdzie nie ważne są fakty, tylko głośne i kontrowersyjne hasła. Tym bardziej warto rozliczyć go z przedwyborczych wypowiedzi.

Poniżej znajdują się cztery zdania z wywiadu dla WP.pl (niemal identyczne z tymi z TVN24, i tymi ze spotkań wyborczych, bo wszędzie mówił to samo prawie słowo w słowo), a w nich cała garść nieprawdziwych lub zmanipulowanych informacji.

- Stadion w Charkowie, na którym również będą odbywać się mistrzostwa, kosztował Ukraińców 50 milionów euro. Podobny stadion w Hoffenheim w Niemczech, gdzie siła robocza jest droższa, kosztował 60 mln euro. Więc jak to jest możliwe, że najtańszy bubel w Poznaniu, na którym trawa gnije, kosztował nas, podatników, 200 mln euro? Jak to możliwe, że Stadion Narodowy kosztował nas ponad 500 mln euro, choć podobny gabarytowo stadion w Doniecku kosztował 80 milionów?

Nie mam zamiaru wchodzić w sferę wartości bezwzględnych, czyli udowadniać, że stadion w Charkowie kosztował 55 mln, stadion w Poznaniu 172 mln, a Narodowy nie 500, tylko 444 mln €. Powiedzmy, że zawyżenie Narodowemu kosztów o całą wartość stadionu w Charkowie można uznać za "zaokrąglenie".

Ale pod hasłem "Stadion w Charkowie" kryje się nie budowa stadionu, lecz jego częściowa modernizacja do stanu jedynie przyzwoitego. Otrzymał dwie nowe trybuny, nowy dach z oświetleniem i ogólnie odświeżoną infrastrukturę, ale to wciąż tylko rozbudowa starego (bo i zabytkowego) stadionu, której nijak nie da się porównać z ktorąkolwiek z polskich budów na Euro 2012. Swoją drogą, aż strach pomyśleć, co krzyczałby Jan Tomaszewski, gdyby się dowiedział, że któryś z polskich stadionów ma, jak ten w Charkowie, ok. 3 tys. miejsc z ogrniaczoną widocznością...

Dalej natrafiamy na "podobny stadion w Hoffenheim" za 60 mln €.  Ale podobny do czego? Bo na pewno nie do żadnego z polskich obiektów Euro 2012. Stadion niemieckiego Hoffenheim kosztował faktycznie ok. 60 mln €, ale za tę cenę postawiono obiekt z infrastrukturą tylko pod jedną trybuną, o pojemności 25 tys. widzów. W jaki sposób miałoby to być porównywalne do skali z Poznania?  Najwyraźniej dla Jana Tomaszewskiego 43 i 25 tys. to liczby podobne...

Donbass Arena"Stadion w Doniecku kosztował 80 milionów". Jeśli założymy, że 80 milionów to tyle samo, co 300 milionów, to faktycznie Donbass Arena powstała za 80 czyli 300 milionów. Ale "podobny gabarytowo" doniecki stadion nijak nie jest. Widownia - o 7 tys. niższa. Rozsuwany dach - nie ma, a nawet 4 tys. kibiców w Doniecku nie może liczyć na jakikolwiek dach, bo ten stały ich nie obejmuje. Powierzchnia użytkowa w Doniecku to 80 tys. m2, w Warszawie 200 tys. m2. To wartości podobne? Dla Jana Tomaszewskiego - owszem. Parkingi podziemne - w Doniecku 245, w Warszawie 1300 miejsc. W dodatku w Doniecku nie było konieczne podobne do warszawskiego wzmacnianie podłoża, które w Warszawie stanowiło ogromną i kosztowną operację.

W zwiazku z tym różnica między 300 a 440 mln € nie jest już taka duża - tym bardziej, że stadion w Doniecku powstał wcześniej, a jego faktyczny koszt jest... nieznany. Wspomniane 300 mln to suma deklarowana przez inwestora, ale nieoficjalnie była ona znacząco wyższa. Pomijając kwestię estetyki, Narodowy może donieckiej Arenie zazdrościć co najwyżej pięknego parku, jaki powstał wokół ukraińskiego obiektu. To chyba jednak trochę za mało na miano "narodowego przekrętu", którego chętnie używa Tomaszewski.

Na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla krytyki budowanych stadionów. Samorządom i rządowi trzeba patrzeć na ręce, bo wydają nasze pieniądze. Ale trzeba umieć na te ręce patrzeć i przede wszystkim robić to rzetelnie. Tymczasem Jan Tomaszewski nie pyta o faktyczne problemy polskich stadionów, on po prostu patrzy na cyferki i jeśli coś zwróci jego uwagę, to powtarza naokoło. A że matematyka według Tomaszewskiego jest najwyraźniej inna od tej ogolnie przyjętej, to i jego porównania z rzeczywistością mają niewiele wspólnego...

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama