Niemcy: Legalizacji nie będzie, ale pirotechnika owszem

źródło: Zeit.de

Władze piłkarskie w ostatniej chwili odwróciły się od kibiców. Ci czują się oszukani po miesiącach negocjacji. Już zadeklarowali, że nie odpuszczą. Skoro władze nie chcą rozmawiać, będą oglądać nielegalne race – podaje „Zeit”.

Reklama

Internetowe wydanie opiniotwórczego tygodnika „Zeit” opublikowało wywiad z Jannisem Busse, jednym z liderów kampanii na rzecz legalizacji pirotechniki na niemieckich stadionach. Jego komentarz jest pełen gniewu, ponieważ niespodziewanie władze piłkarskie (DFB i DFL) zerwały rozmowy prowadzone od marca. Doszło do tego w momencie, gdy trwają już przygotowania do programu pilotażowego w Hanowerze. Tam race miały zostać po raz pierwszy odpalone legalnie.

- Program pilotażowy, w który już zaangażowani są przedstawiciele klubu, straży, ochrony i lokalni działacze piłkarscy może nie dojść do skutku. To bulwersujące – mówi Busse. Wypomina władzom, że zawiodły powierzone im zaufanie i nie dostrzegli poświęcenia ze strony kibiców. Zauważa je za to „Zeit”, który przypomina, że w „okresie próbnym” wyznaczonym przez związek piłkarski DFB doszło do zaledwie jednego incydentu z udziałem pirotechniki (poniższe odpalenie rac przez kibiców Werderu Brema, które jednak nie spowodowało wstrzymania gry czy ran u nikogo), a mimo to rozmowy zerwano.

Przedstawiciel kibiców zastrzegł jednak, że nie zaprzestaną oni walki o legalizację. Teraz jedynie nie będą prowadzić rozmów z głównymi władzami piłkarskimi, lecz mają zamiar kontynuować rozpoczęte już działania w lokalnych społecznościach. Według naszych informacji niektóre grupy w swoich miastach są bliskie porozumienia z władzami.

W związku z zerwaniem rozmów przez organizatorów rozgrywek, kibice zapowiadają, że po kilkutygodniowej przerwie pirotechnika znów wróci na niemieckie stadiony, legalna czy nie.

Reklama