Londyn: Dalsze przepychanki źle wróżą London Stadium

źródło: własne | MK

Londyn: Dalsze przepychanki źle wróżą London Stadium Operator stadionu uważa, że West Ham płaci skandalicznie mało. West Ham uważa, że skandalicznie źle zarządzany jest sam stadion. Obu stronom umyka, że znów robią sporo „smrodu” wokół najbardziej kontrowersyjnej areny Premier League.

Reklama

London Stadium to taki obiekt, któremu naprawdę przydałoby się trochę spokoju. Od chwili budowy ma głównie złą prasę. A to z powodu skrajnie wysokich kosztów budowy i przebudowy, a to z powodu zbyt korzystnych dla West Hamu warunków dzierżawy, a to znowu przez słabe wyniki finansowe czy fiasko poszukiwań sponsora.

W minionym tygodniu dyrektor wykonawcza spółki LLDC (zarządzającej stadionem) Lyn Garner zdawała raport przed London Assembly, w którym nie kryła rozczarowania warunkami współpracy z West Hamem. – Oczywisty problem, o którym się nie mówi, to fakt, że opłaty wnoszone przez West Ham nie pokrywają nawet kosztu organizacji wydarzeń – zwróciła uwagę Garner.

London Stadium© TheBallisRound.co.uk

Przypomnijmy, że West Ham płaci co roku ok. 2,5 mln funtów czynszu, a dodatkowe zyski operator może czerpać choćby z cateringu. Miałby również lwią część z umowy sponsorskiej, ale nie udało się wciąż znaleźć sponsora.

Na odpowiedź West Hamu nie trzeba było długo czekać. W specjalnym oświadczeniu wiceprezes Karren Brady uznała takie przedstawienie sprawy za celowo wprowadzające podatników w błąd, ponieważ klub zaoferował dobre warunki korzystania z obiektu. – W naszej ocenie prawdziwą tajemnicą, o której nikt nie mówi, jest nieumiejętność dobrego zarządzania kosztami po stronie LLDC – napisała Brady.

Przedstawicielka West Hamu uważa, że klub przynosi stadionowi co roku 10 mln funtów, co z kolei wywołało oburzenie po stronie operatora. Szef LLDC, sir Peter Hendy, zażądał wycofania się z tych słów.

To skrajnie poważne i szkodliwe oświadczenie stawiane przeciwko urzędnikowi publicznemu występującemu przed organem nadzorczym. Będziemy żądali, by West Ham się z niego wycofał. Twierdzenie, że otrzymujemy z relacji z West Hamem 10 mln funtów rocznie jest po prostu błędne, a środki otrzymywane dzięki tej współpracy nie pokrywają nawet kosztów organizacji meczów – czytamy w liście Hendyego.

Czemu służą dalsze kłótnie?

Wysokość wpływów nie jest nawet jedyną osią sporu pomiędzy LLDC a West Hamem. Dalej trwa spór o kolor syntetycznej trawy pokrywającej otoczenie boiska. Klub chce ją mieć w swoich barwach, a LLDC uważa, że to dodatkowo utrudni pozyskanie sponsora, dla którego byłaby to przestrzeń możliwej ekspozycji marki. Dlatego operator zaproponował, by klub płacił za kolor sztucznej murawy co roku ponad 300 tys. funtów.

Obie strony konfliktu wydają się zapominać, że ich nieustające kłótnie mają bardzo silny, negatywny wpływ na wizerunek stadionu. Tym trudniej będzie przekonać kibiców, podatników, ale przede wszystkim partnerów komercyjnych, że to dobrze prowadzona arena. Jednak cele stojące za obydwoma podmiotami mogą być warte nadszarpniętego wizerunku.

West Ham nigdy nie ukrywał, że wolałby przejąć stadion w całości. Wtedy łatwiej byłoby go skomercjalizować i zwiększyć do maksimum przychody. Z kolei dla LLDC każdy rok na obecnych warunkach będzie oznaczał ogromne straty przez kolejnych 97 lat (!), stąd próba wymuszenia na klubie wyższego udziału w pokrywaniu kosztów.

Reklama