Mundial 2026: Co 48 drużyn znaczy dla gospodarzy?

źródło: własne | MK

Mundial 2026: Co 48 drużyn znaczy dla gospodarzy? Decyzja FIFA o zwiększeniu liczby drużyn w Mistrzostwach Świata będzie brzemienna w skutkach dla krajów chcących gościć Mundial. Ale Polska mogłaby być współgospodarzem…

Reklama

Wczoraj wszyscy w piłce nożnej żyliśmy zmianą w formacie Mistrzostw Świata od 2026 roku. Zamiast dotychczasowych 32 drużyn w turnieju weźmie udział 48 narodowych reprezentacji. To ogromny skok aż o 50%, stąd i nie dziwne, że budzi ogromne kontrowersje. Poziom piłkarski pomijamy, dla nas istotne jest: co to oznacza dla potencjalnych gospodarzy?

Wczorajsze posiedzenie Rady FIFA w Zurychu nie daje jeszcze jasnej odpowiedzi, czy zmienią się wytyczne dotyczące stadionów. Wcale nie muszą, ponieważ wzrost liczby meczów nie będzie aż tak wielki, jak przyrost uczestników.

Dziś na Mundialu trzeba zorganizować 64 mecze, w nowej formule będzie ich 80. Okres trwania mistrzostw to wciąż miesiąc, więc dziennie można spodziewać się większej liczby spotkań niż dotąd (maksimum 4) w kluczowym okresie po fazie grupowej.

Problem regeneracji i pielęgnacji boisk nie wydaje się jednak decydujący, ponieważ już dziś między meczami fazy grupowej stadiony mają po 2 dni przerwy i taką przerwę da się utrzymać w nowym formacie – meczów grupowych będzie tyle samo w nowym formacie.

Gianni Infantino

Preferowana przez FIFA liczba stadionów ma pozostać na aktualnym poziomie 12 aren, a ich pojemność też nie musi rosnąć, zwłaszcza przy obawach o niski poziom właśnie na poziomie grupowym, gdzie dziś obowiązuje minimum 40 tys. miejsc. Dla finału preferowany rozmiar to 80 tys. i podniesienie wydaje się nierealne. Przy czym te liczby trudno traktować jak wyrocznię, skoro FIFA stawiała Katarowi „żelazny wymóg” 12 aren, a zgodziła się na 8 i mecze zimą…

Szczegółów na temat organizacji Mistrzostw od 2026 roku możemy spodziewać się w maju tego roku, gdy ma na dobre ruszyć procedura zgłaszania zainteresowania przez poszczególne federacje. Polska teoretycznie może wciąż liczyć na organizację tak wielkiego turnieju, ale jedyną realną opcją wydaje się dzielenie go z Niemcami. W naszym kraju jest 6 aren spełniających wymogi (bez wydatków lub przy niewielkim nakładzie), ale kluczowe mecze (jak półfinały i finał) musiałyby odbywać się na zachodzie. Dobra, dość wróżenia z fusów…

Nie stadiony, a centra pobytowe problemem

O ile przygotowanie stadionów może nawet pozostać na aktualnym poziomie, o tyle reforma oznacza, że kraje-gospodarze muszą poradzić sobie z podjęciem na swoim terenie aż 48 zespołów i w dodatku dużych liczb ich kibiców.

Już dziś, przy 32 uczestnikach, każdy kandydat do organizacji musi przedstawić w FIFA aż 64 (!) potencjalne ośrodki pobytowe (centrum treningowe + hotel) do wyboru dla uczestników. Jeśli zachowana będzie ta proporcja, kandydaci będą musieli przygotować aż 96 takich kompleksów spełniających wymogi.

Wystawienie listy tylu ośrodków to nie problem dla USA czy Chin, ale dla zdecydowanej większości federacji zrzeszonych w FIFA taki projekt oznaczałby wielki wysiłek, jeśli w ogóle byłby możliwy. Warto zwrócić uwagę, że przy przyznawaniu edycji 2018 i 2022 żaden kraj-kandydat nie zdołał zgromadzić aż tak wielkiej liczby ośrodków. Najwięcej przedstawiły Portugalia i Hiszpania (82).

Komentarz: Gdyby jeszcze uzasadniali to szczerze

Wczorajsza decyzja była do przewidzenia: konkurencyjne Euro zbliżyło się rozmiarem do Mundialu, a o poszerzeniu tego drugiego już się mówiło. Żal tylko tych śmiesznych wygibasów intelektualnych Gianniego Infantino, że niby czas odebrać monopol Europie i Ameryce Łacińskiej na sukcesy, bo futbol jest globalny. I tym argumentem niby kierowała się FIFA? Ta sama FIFA, która tego samego dnia cieszy się z prognozowanego wzrostu zysków rzędu miliarda dolarów na każdej edycji Mundialu? Tak, oczywiście. Miała być zmiana jakościowa, a na razie nowy prezes prezentuje starą szkołę…

Reklama