W Jordanii o włos od katastrofy

źródło: BBC / AFP

Nawet 250 osób mogło zostać rannych na stadionie w Ammanie, gdzie wybuch paniki doprowadził do runięcia ogrodzenia między trybunami a boiskiem – podało BBC. Policja twierdzi, że to wina chuliganów. Jeden ze świadków - że policji.

Reklama

Rząd Jordanii zapowiedział śledztwo w sprawie incydentu, który tylko cudem nie doprowadził do ofiar w ludziach. W piątek podczas meczu al-Wehdat i al-Feisali ok. 250 osób zostało rannych wskutek wybuchu paniki na stadionie Qawasmeh w Ammanie.

Według relacji policji do zagrożenia doszło, gdy część kibiców wychodzących ze stadionu została obrzucana kamieniami z zewnątrz. Pociski wlatywały na trybuny, powodując ucieczkę widzów w kierunku boiska. Jednak świadek, na którego powołuje się agencja AFP i stacja BBC twierdzi, że policja biła ludzi na oślep, utrudniając sytuację. Jak widać na poniższym nagraniu, bliżej prawdy jest druga z relacji. Policjanci wprost spychali kibiców na ogrodzenie.

W pewnym momencie nacisk na ogrodzenie oddzielające boisko od trybun był tak silny, że żelazny płot runął. Wtedy rany odniosło najwięcej osób. Na szczęście tylko 11 kibiców wymagało hospitalizacji. Jak pokazuje na powyższe nagranie miejscowej telewizji, niektórzy ze stróżów prawa pomagali wychodzącym ze zgniecionego tłumu kibicom, a inni byli wobec rannych agresywni.

Spotkania al-Wehdat z al-Feisali należą do największych rywalizacji w Jordanii. Kibice pierwszej z drużyn to w bardzo dużej części palestyńscy imigranci. Nie są związani ze swoim nowym krajem, a sytuację pogarsza jeszcze fakt, że są dyskryminowani. Za szkodliwe pasożyty na jordańskim społeczeństwie uważają ich kibice drugiej z drużyn.

Reklama