Pochowajcie mnie na stadionie

źródło: własne / Associated Press

Kibice często śpiewają, że ze swoim klubem będą aż do śmierci. Ale niektórzy chcą pozostać na ukochanym stadionie nawet po. Władze nie zawsze się na to zgadzają, ale fani mają swoje sposoby.

Reklama

Nathan Davies ma 37 lat, ale już wie, gdzie chce spocząć. Na Bryant-Denny Stadium. W testamencie wszystkie pieniądze zapisał uniwersyteckiej sekcji sportowej, której drużynę wspiera. Swoje prochy nakazał rozsypać nad stadionem, a jeśli to będzie niemożliwe, w jego okolicy- na Galerii Chwał lub pomniku legendarnego trenera Bryanta.

Czy zarządcy się na to zgodzą? Jeśli nie, Davies może iść w ślady Chrisa Notebooma, który wbiegł na boisko w Filadelfii i nielegalnie rozsypał prochy swojej matki na murawie. Z kolei dwoje kibiców Dallas Cowboys przemyciło prochy wujka w butelce z napojem, który potem rozlali na Texas Stadium. Większość klubów zdecydowanie odrzuca wszystkie prośby o pozostawienie szczątek ludzkich na stadionach. Tak też postępuje klub uniwersytecki Tigers z Luizjany, który co roku otrzymuje przynajmniej kilka próśb. I w tym przypadku jednak znalazł się sposób na obejście decyzji. Kiedy Tiger Stadium (zwany, nomen omen, Doliną Śmierci) był rozbudowywany, wykonawca informował o "strumieniu ludzi z urnami", które opróżniali na placu budowy.

Zupełnie inaczej chce uczynić Espanyol Barcelona. W narożniku nowego stadionu "Biało-niebieskich" znajdzie się miejsce na urny z prochami. W sumie przewidziano 20 000 miejsc, a za wykupienie jednego na 15 lat trzeba zapłacić 1 000€. I, podobnie jak w powyższych przykładach, chętnych nie brakuje.

Reklama