Opóźnia się przebudowa stadionu w Lubinie

źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Na obiekcie przez ponad półtora miesiąca nic się nie działo, bo wygasło stare pozwolenie na budowę, a nowe zostało przyznane dopiero wczoraj. Działacze Zagłębia uspokajają, że terminy oddania stadionu zostaną dotrzymane.

Reklama

Kiedy lewicowa ekipa rządząca Polską Miedzią przymierzała się do rozpoczęcia przebudowy stadionu Zagłębia, wydawało się, że nowy obiekt powstanie szybko, nawet w ciągu kilku lat. Był gotowy projekt, a nawet wydane zezwolenia budowlane niezbędne do rozpoczęcia prac. Zabrakło tylko decyzji ze strony ówczesnych władz kombinatu o uruchomieniu środków. Pozwolenie jednak zostało i nie straciło swej mocy. To na jego podstawie latem ubiegłego roku rozpoczęto prace.

- Uważnie obserwowaliśmy inwestycję na stadionie - mówi Krzysztof Olszowiak, rzecznik prasowy starosty lubińskiego oraz radny miejski. - Rozpoczęto od rozbiórki części starego wału i tamto pozwolenie przewidywało te prace, więc wszystko odbywało się zgodnie z prawem. W momencie, w którym zakres prac przewidywał roboty nieuwzględnione w pozwoleniu, trzeba było wystąpić o nowe. Taka jest procedura.

Wokół przerwania prac zrobiło się w Lubinie głośno i nie brak było głosów, że starostwo powiatowe chce zaszkodzić inwestycji. - To bzdura - mówi Olszowiak. - Prawo nakłada pewne formalności i nikt racjonalnie myślący nie pozwoli sobie na jego obchodzenie, i to w tak w sumie błahej i formalnej sprawie.

Zagłębie, które prowadzi inwestycję, zwróciło się o nowe pozwolenie, które już zostało wydane. - Teraz czekamy dwa tygodnie, aż się ono uprawomocni - mówi Jan Wierzbicki, rzecznik prasowy Zagłębia. - To nie jest jednak tak, że na budowie nic się nie działo. Prowadzone były pewne niezbędne prace przygotowawcze do kontynuowania inwestycji, oczywiście takie, które mogły być prowadzone. Ta blisko półtoramiesięczna przerwa nie wpłynie na to, że jakieś terminy będą niedotrzymane, nie ma takiej groźby - zapewnia Wierzbicki.

Czy tak będzie, okaże się dopiero, kiedy będzie się zbliżał termin oddania stadionu do użytku.

Co z tą halą?

Tymczasem coś drgnęło w sprawie budowy hali sportowo-widowiskowej w Lubinie. Przypomnijmy, że od lat trwa batalia o powstanie także tego obiektu. Lubin to specyficzne miasto i właściwie większość tego typu projektów nabiera wymiaru politycznego. Hala stała się w ostatnim czasie obiektem prawdziwej wojny między radą, w której minimalną przewagę mają przeciwnicy prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego, a samym prezydentem. Obie strony oskarżają się albo o złą wolę, albo o pozorowanie działań. Tymczasem hali, jak nie było, tak nie ma.

Iskierka nadziei pojawiła się, kiedy powstał poprzedni projekt przebudowy stadionu. Zakładał ono bowiem, że równolegle budowana będzie hala, która stanie się integralną częścią nowego obiektu. Wszystko miał sfinansować KGHM. Nowe władz Polskiej Miedzi i Zagłębia zmieniły jednak koncepcję, twierdząc, że klubowi piłkarskiemu taka hala nie jest potrzebna. Wówczas do akcji wkroczył prezydent i zaproponował, by halę zbudować w centrum miasta na terenach należących do Ośrodka Sportu i Rekreacji. Próbował nawet przepchnąć przez radę środki umożliwiające przynajmniej rozpoczęcie prac, ale radni te wnioski odrzucali, przekonując, że planowana lokalizacja jest zła i miasta nie stać na samodzielne wybudowanie hali (ma ich zdaniem kosztować 50, a może nawet 60 mln zł). Mimo to prace studyjne nad obiektem rozpoczęto i powoli zbliżają się one do końca.

- Rzeczywiście, taki projekt będzie wkrótce gotowy - przyznaje Damian Stawikowski, asystent prezydenta Raczyńskiego, a zarazem wiceprezes MKS-u Zagłębie Lubin, które prowadzi sekcję piłki ręcznej i jest najbardziej zainteresowane powstaniem w Lubinie nowoczesnego obiektu.

Tymczasem inicjatywę przejęli przeciwnicy prezydenta. - Rozmawiając z Robertem Pietryszynem, prezesem Zagłębia SSA, doszliśmy m.in. do porozumienia w sprawie usytuowania nowej hali - mówi Piotr Czekajło, wicestarosta lubiński. - Początkowo myśleliśmy, by powstała ona na miejscu starego stadionu, potem chcieliśmy wrócić do lokalizacji hali zakładanej w poprzednim projekcie przebudowy obiektu, ale prezes Pietryszyn przekonał nas, że to by złamało niektóre wytyczne UEFA dotyczące stadionów. Udało się jednak znaleźć inne miejsce na halę. Powstanie ona w obrębie dzisiejszych wałów, w miejscu, w którym znajdowała się mała tablica informacyjna i gdzie mieściła się kiedyś siedziba MKS-u Zagłębie. To wymaga jednak pozyskania od Zagłębia piłkarskiego terenów pod budowę. Prezes Pietryszyn zgodził się na to, w zamian dostanie zarządzany teraz przez starostę stary stadion Zagłębia. Budowa hali nie przeszkodzi w budowie nowego stadionu i na odwrót - zapewnia wicestarosta.

Starostwo prowadzi też rozmowy w sprawie współfinansowania inwestycji. - Obiecane mamy 5 mln zł z Totalizatora, 7 mln zł od marszałka, powiat też da 5 mln zł, pewną kwotę deklaruje również gmina wiejska Lubin - wylicza Olszowiak. - Rada miasta także uchwaliła kwotę nieco ponad 29 mln zł. Nie mam wątpliwości, że projekt finansowo wesprze też KGHM.

- Prace studyjne powinny się zacząć w tym roku, tak żeby z zakończeniem inwestycji zdążyć do końca 2009 roku - dodaje wicestarosta Czekajło.

Bardzo ostrożnie do tych deklaracji podchodzą jednak w ratuszu. - W ciągu pół roku były już cztery lokalizacje i my po prostu nie wierzymy, że ta inwestycja się rozpocznie - mówi Stawikowski. - To jest gra na zwłokę. Radnym chodzi o to, żeby im przypisano zasługi za wybudowanie hali, o nic innego. Prezydent zadeklarował więc, że nie pojawi się na otwarciu, tylko niech wreszcie pozwolą tę halę zbudować. Jako wiceprezes Zagłębia jestem oczywiście za tym, by hala powstała. To dla klubu priorytet. Nie wierzę jednak, że plany starostwa wyjdą poza deklaracje.

Z kolei Olszowiak nie wyobraża sobie, by prezydent nie wykonał uchwały rady. - Złamałby prawo - mówi radny. - A jak pan radny sobie wyobraża przekazanie przez miasto pieniędzy na projekt, którego w praktyce nie ma? - dopytuje Stawikowski.

Nieoficjalnie w urzędzie miasta słychać jednak i takie opinie, że przed rozpoczęciem inwestycji prezydent Raczyński byłby skłonny podpisać warunkową umowę o jej współfinansowaniu. W takim przypadku najpierw pieniądze musieliby wyłożyć inni uczestnicy projektu starostwa, a dopiero ostatni etap budowy byłby finansowany ze środków miasta.

Reklama