Wielka tragedia: Hillsborough

autor: Michał Karaś

W nietypowy dla Anglii ciepły i słoneczny sobotni poranek tysiące kibiców wyruszyły z Liverpoolu i Nottingham, by oglądać mecz półfinału Pucharu Federacji. Mecz miał się odbyć na położonym w połowie drogi od obu miast stadionie Hillsborough. Zwycięzców czekała podróż na Wembley i walka o trofeum, przegranych powrót do domów i oczekiwanie na kolejną edycję imprezy. Niestety tego dnia sportowe widowisko zakończyło się po sześciu minutach. W jego miejscu pojawiły się płacz, smutek, lata żałoby i procesów sądowych po najtragiczniejszej karcie w historii brytyjskiego futbolu.

Do 14:30

Już wcześnie rano z różnych części Liverpoolu wyruszali kibice „The Reds”. Od malutkich Mini po turystyczne autokary i pociągi, w trasę wyjechało kilka tysięcy pojazdów, a w nich około 30 000 kibiców. Bardzo szczegółowe policyjne kontrole i roboty drogowe spowodowały liczne opóźnienia, przez co wiele osób na miejsce dotarło tuż przed meczem. Na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem, o 14:30, Leppings Lane – trybuna przeznaczona dla gości z Liverpoolu, była zapełniona tylko do połowy. Spóźnieni sympatycy chcieli jak najszybciej dostać się na stadion, pod bramkami wejściowymi tłoczyło się około 2 000 ludzi.

14:45

Z każdą minutą tłum gęstniał, a z powodu szczegółowych kontroli wzbierało też niezadowolenie zgromadzonych. Szanse na obejrzenie pierwszych minut spadały bardzo szybko. Na kwadrans przed meczem na wejścia napierało już 5000 ludzi, wszyscy spieszyli się na swoje miejsca na trybunach. Przejście wszystkich przez kołowroty było praktycznie niemożliwe – ci, którym się to udawało, ledwie oddychali od ścisku. Próbując okiełznać sytuację głównodowodzący siłami porządkowymi David Duckenflied nakazał otwarcie Bramy C zlokalizowanej w pobliżu kołowrotów.

14:52

Ci którzy byli w jej pobliżu szybko się przecisnęli, z tyłu wciąż napierało kilka tysięcy ludzi. Podczas gdy pojedynczy kibice przechodzili przez kołowroty, przez bramę obok przelała się fala 2000 ludzi. Ruszyli szturmem na trybunę, niemal wszyscy skierowali się w stronę najbliższego tunelu, prowadzącego na centralne sektory, które i tak pękały już w szwach. Fala ludzi uderzyła z tyłu spychając stojących już widzów na niższe rzędy.

14:54

Piłkarze wyszli na murawę, co spowodowało owacje na trybunach. Słysząc to kibice wchodzący jeszcze na Leppings Lane przez tunel zaczęli napierać coraz mocniej, nie chcąc stracić ani chwili widowiska. Na dole zaczynało już brakować powietrza, tłum był zgniatany o balustradę. Nie zdawali sobie z tego sprawy ani wiwatujący kibice na innych trybunach, ani ci napierający wciąż na przepełnione sektory. Przy radosnych okrzykach i w ogólnym nastroju piłkarskiego święta umierali duszący się ludzie. Kiedy pierwsze osoby zaczęły wdzierać się na boisko, próbując wymknąć się śmierci, nieświadomi przyczyn policjanci zaczęli siłą wpędzać kibiców z powrotem. Gehenna trwała przeszło 10 minut.

15:06

Dopiero po chwili jeden z nich zauważył, że ludzie próbują uciekać na wszystkie strony- na sąsiednie sektory, na murawę, a nawet na górne piętro trybuny, gdzie byli wciągani przez innych. Tłum coraz silniej przelewał się przez balustrady na boisko, teraz już z pomocą policjantów. Natychmiast nakazali oni przerwać mecz, który trwał od 6 minut. W tej chwili stadion zamarł i obserwował wydarzenia na Leppings Lane. Ramię w ramię ze służbami porządkowymi ewakuację prowadzili kibice. Bandy reklamowe posłużyły za nosze, boisko szybko zapełniało się ciałami ofiar i rannymi.
- „Coś się dzieje na Hillsborough, wtargnięcie na boisko czy coś. Nikt dokładnie nie wie.” Tak brzmiała jedna z pierwszych informacji, jakie mieliśmy. Z telefonu z trybun dowiedziałem się, że są ofiary w „jakimś wypadku”, jeszcze nie opisanym - pisze korespondent BBC w Północnej Anglii, John Thorne. – Kiedy zaparkowałem samochód o milę od stadionu, na ulicach Sheffield panowała nienaturalna cisza. Od strony stadionu szli ludzie, głównie pary, wspierający się nawzajem, niektórzy we łzach, inni po prostu w szoku, bladzi. Jeden mężczyzna z szalikiem i czapką Liverpoolu siedział na chodniku z twarzą schowaną w dłoniach i szlochał - wspomina Thorne.

16:50

Stadion stał już pusty. Na boisku poniewierały się porozrzucane programy meczowe i ubrania. Na zewnątrz wciąż stało wielu ludzi nasłuchując wieści, szukając wyjaśnienia, chcąc poznać dokładnie przyczyny tragedii. Wszystkie ciała przeniesiono do pobliskiej sali gimnastycznej, by rodziny mogły zidentyfikować swoich bliskich. Obok siebie leżały kilkuletnie dzieci i dorośli, bracia i siostry, matki i ojcowie, łącznie 96 osób.

Po tragedii

Na wieść o tragedii Liverpool, Sheffield i cała Anglia pogrążyły się w żałobie z rodzinami ofiar. W następnych dniach Anfield Road zamieniło się w ołtarz, miejsce hołdu oddawanego tragicznie zmarłym. Murawę oraz teren wokół obiektu przykryło morze kwiatów. Na mszy żałobnej pojawiły się tysiące ludzi, na cześć każdej z wyczytywanych ofiar zapłonęła świeczka. O 15:06 całe miasto stanęło, by minutą ciszy uczcić pamięć kibiców. Obok jednej z trybun Anfield Road płonie wieczny ogień upamiętniający ofiary, na Hillsborough znajduje się tablica upamiętniająca wszystkich zabitych. Rodziny ofiar powołały Hillsborough Family Support Group, na którego czele stoi Trevor Hicks, ojciec dwóch dziewczynek, które zginęły 15.04.1989.

Tragedia na Hillsborough zmieniła światowy futbol. To właśnie po tym meczu w Anglii narodził się nowy standard bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich, 15 kwietnia był bezpośrednią przyczyną usunięcia miejsc stojących i wprowadzenia numerowanych krzesełek na brytyjskich stadionach.

Ćwierć wieku na sprawiedliwość?

Rodziny przez lata próbowały znaleźć odpowiedzialnych za utratę bliskich, po tym jak oficjalne śledztwo nie przyniosło rozwiązania i według nich nikt nie wziął pełnej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. Według pierwszego śledztwa winnych nie było, doszło do wypadku.

Ten werdykt został odwołany dopiero w 2012 roku, gdy ujawniono nowe, szokujące informacje. Grupa liderów opinii prześledziła całą sprawę jeszcze raz. Okazało się, że zawiniły służby porządkowe. Winą organizatorów i policji było przepełnienie centralnego sektora i nierozpoznanie problemu - na Leppings Lane już dwukrotnie wcześniej dochodziło do bardzo groźnych wypadków tego typu, a stadion był nieodpowiednio przygotowany do meczu.

Co gorsza, okazało się, że przez ponad 20 lat policja prowadziła celową i świadomą kampanię dezinformacyjną, by ukryć własną winę za śmierć 96 ludzi. Według raportu z 2012 roku nawet 41 ofiar można było uratować, gdyby akcja ratunkowa była skoordynowana i prowadzona profesjonalnie. Zamiast rzetelnego sprawozdania policjanci usiłowali obwinić same ofiary. Preparowali informacje na temat rzekomego chuligańskiego zachowania widzów, fałszowali zeznania i raporty, w tym raport koronera po tragedii.

Ujawnienie tych szokujących informacji sprawiło, że 12 września 2012 premier James Cameron oficjalnie przeprosił rodziny ofiar i ocalałych za lata kłamstw i nagonki na ofiary ze strony policji. Przeprosił również brukowiec "The Sun", który tuż po tragedii pisał, że kibice oddawali mocz na ofiary, okradali je, a nawet uprawiali seks ze zwłokami. Okazało się, że takie informacje podsuwali mediom świadomie policjanci, próbując przeforsować swoją wersję.

Nowe śledztwo w sprawie tragedii ruszyło w marcu 2014 roku.