Czy przewaga własnego boiska ma znaczenie przy ograniczonej widowni?

źródło: Stadiony.net

Czy przewaga własnego boiska ma znaczenie przy ograniczonej widowni? Naukowcy ostrzegają, że przy pustych trybunach znika przewaga gry u siebie. Na Euro 2020 pusto co prawda nie będzie, ale czy kibice mogą być jednym z czynników, które pozwolą wygrać wyrównany mecz?

Reklama

Nie bez powodu mówi się, że podczas meczu „wszystko jest w nogach i głowach zawodników”. Nawet najlepsze przygotowanie fizyczne może okazać się niewystarczające, gdy zabraknie wiary, determinacji i przekonania o możliwości nawiązania walki. Dotyczy to zwłaszcza meczów pomiędzy drużynami o zbliżonych potencjałach, gdy nikt nie jest do końca przeświadczony o swojej przewadze.

Takich potyczek nie zabraknie Euro 2020: mecz Turcja - Walia kursy ma, dla przykładu, bardzo równe. Co prawda bukmacherzy dają większe szanse Turkom, ale wydaje się, że niewiele trzeba, by przechylić szalę w drugą stronę. Wystarczy jedna niewielka zmienna, by odmienić losy meczu. Zwłaszcza w dzisiejszych, dynamicznych czasach.

Baku Olympic Stadium© President of Azerbaijan

Przypadek meczu Turcja – Walia pojawia się nieprzypadkowo. Formalnie żadna z tych reprezentacji nie jest gospodarzem Euro 2020. Turcy nie chcieli być częścią wielkiego kontynentalnego turnieju (liczyli w zamian na prawo do samodzielnej organizacji Euro 2024, jednak przegrali z Niemcami). Z kolei Walia ze swoim Principality Stadium nie zmieściła się na końcowej liście UEFA pomimo sporych starań. Czyli teoretycznie ani Turcy, ani Walijczycy nie zagrają u siebie.

Tyle że ich pojedynek zaplanowano na Stadionie Olimpijskim w Baku, a ta lokalizacja zdecydowanie faworyzuje Turków. Obiekt ma być otwarty co najmniej w połowie, co oznacza ponad 30 000 miejsc na trybunach. Według wszelkich przewidywań, właśnie Turków będzie tam najwięcej.

Dla kibiców z Walii podróż do Baku oznacza pokonanie grubo ponad 4000 kilometrów. Co gorsza, nie mogą liczyć na loty bezpośrednie, a śródlądowania najczęściej wypadają w Turcji. Dlaczego to problem? Ponieważ każdy Brytyjczyk lądujący choćby na godzinę w Turcji po powrocie musi liczyć się z 10-dniową kwarantanną. Najwytrwalszym fanom „Smoków” z pewnością nie braknie determinacji i wybiorą loty m.in. przez Mińsk, Kijów lub jeszcze więcej śródlądowań w krajach o niskim ryzyku. Nie ulega jednak wątpliwości, że okoliczności nie zachęcają ich do wspierania drużyny.

Tymczasem Turcy mają co najmniej kilka różnych opcji dotarcia do Baku. Loty bez przesiadek z aż pięciu miast, szybka przesiadka w Tbilisi, autobusy czy własne auta – to wszystko wskazuje, że na trybunach zdecydowanie więcej będzie czerwonych flag z gwiazdą i półksiężycem. Turcja jest więc znacznie bliżej roli faktycznego gospodarza, nawet biorąc pod uwagę ograniczenia w widowni.

To z kolei może przełożyć się na wynik meczu. Nie bez powodu naukowcy od wielu lat informują o istnieniu zjawiska „przewagi własnego boiska”. Można się spierać, ile dają kibice, a ile znajomość samej murawy, szatni i ogółu otoczenia. Jednak ostatni rok dał bardzo dobitny dowód na to, co się dzieje przy braku fanów. Gdy „nie ma dla kogo grać”, zauważalnie spada liczba oddawanych strzałów, tempo i skuteczność gry. W efekcie gospodarze wygrywają nie prawie połowę (46%) meczów – jak przy wsparciu swojej widowni – ale tylko co trzeci mecz (36%).

Reklama