Pirotechnika: Pierwszy legalny pokaz HSV

źródło: DW.com / Abendblatt.de

Pirotechnika: Pierwszy legalny pokaz HSV Będzie skromnie, by nie powiedzieć symbolicznie. Ale to jednocześnie pierwszy przypadek legalnej oprawy z udziałem pirotechniki w Niemczech. Dla płacącego najwyższe kary HSV jest to próba szukania kompromisu między bezpieczeństwem a kulturą kibicowania.

Reklama

W sobotę o 13:00 dokona się historia. Co prawda nie w Bundeslidze, a na jej zapleczu, ale sprawa wciąż jest istotna. Ultrasi HSV otrzymali bowiem zgodę od niemieckiego związku piłki nożnej (DFB), władz ligi piłkarskiej (DFL) oraz miasta Hamburg na oprawę z użyciem pirotechniki. Oprawa to może nieco duże słowo, ale początki zwykle są skromne. Fani mogą odpalić 10 świec dymnych (mecz jest o 13:00, więc race i tak nie miałyby sensu).

HSV ultras

Żeby nie było zbyt spontanicznie, ściśle określono miejsce odpalania, które – podobnie jak często ma to miejsce w Norwegii – musi być między boiskiem a trybuną. Na stadionie będzie też ekspert-pirotechnik, a strażacy zostaną w odwodzie z gaśnicami i wiadrem z piaskiem. Dodatkowo wydarzenie może się nie odbyć, jeśli warunki pogodowe nie będą sprzyjać.

Nie ma wątpliwości, że urok oprawy jest mniejszy, gdy okoliczności są tak ściśle kontrolowane. Warto jednak pamiętać, że to zdecydowany krok naprzód w walce o legalizację pirotechniki. Niektórzy obawiają się, że test będzie wykorzystany jako alibi i pozorowanie dobrej woli. Z drugiej jednak strony trudno było oczekiwać, że władze zgodzą się na niekontrolowane odpalanie.

Test jest o tyle istotny, że HSV ze wszystkich niemieckich klubów płaci najwyższe kary za odpalanie pirotechniki. W zeszłym sezonie było to w sumie 294 tys. €, podczas gdy w tym wystarczył jeden mecz, by stracić na racach 140 tys. € (derby z Sankt Pauli). Prezes Bernd Hoffmann już rok temu przyznał, że pirotechnika jest częścią kultury kibicowania i zwracał uwagę, że tylko podczas meczów piłki nożnej jest traktowana tak surowo.

Reklama