Poznań: Przyjezdni pieszo na INEA Stadion

źródło: TVN24.pl / Poznan.Eska.pl

Poznań: Przyjezdni pieszo na INEA Stadion Prezydent Poznania wycofuje autobusy dla kibiców przyjeżdżających na mecze swoich drużyn. Tym samym daje dowód, jak bardzo nie rozumie nie tyle piłki, co potrzeb własnego miasta.

Reklama

Prezydent Jacek Jaśkowiak zapowiedział, że kibice przyjeżdżający do Poznania w ramach zorganizowanych wyjazdów nie będą mogli liczyć na przewóz autobusami miejskimi pod INEA Stadion. To efekt… wpisu na facebooku Jaśkowiaka i dyskusji z nim związanej.

"Prosimy wszystkich podrujcych o zejcie z peronu do podziemnego przejcia, poniewa jedzie pocig peen kibicw z...

Opublikowany przez Jacek Jaśkowiak na 18 wrzesień 2016

Kibice w komentarzach tłumaczyli, że nie stanowią zagrożenia, więc prewencja jest niepotrzebna. Poza tym, angażują się w szereg inicjatyw na rzecz lokalnych społeczności, a także w działalność patriotyczną. Skoro sami przyznawali, że zachowują się kulturalnie, to postanowiłem zrezygnować z dofinansowania na ich konwojowanie. Teraz mają szansę, żeby tego dowieść – wyjaśnia Jaśkowiak, który już we wrześniu poinformował o tej decyzji Wydział Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta.

Dotąd w Poznaniu grupy kibiców przyjezdnych (nawet powyżej 2 tysięcy osób) dojeżdżały pociągami do wsi Palędzie, ok. 12 km na zachód od stadionu. Stamtąd fani autobusami miejskimi byli dowożeni pod sam stadion, dzięki czemu nie było konieczności zamykania ulic, a transport był prostszy do zabezpieczenia przez policję. Jednocześnie wydatki na ten cel w skali roku to ok. 35 tys. zł (dane za 2015, z czego połowę płacił Lech).

INEA Stadion

Więcej roboty dla policji

Zmiana polityki przez prezydenta będzie oznaczać tyle, że od teraz pociągi z setkami kibiców zajadą nie do wsi pod Poznaniem, ale na dworzec główny, skąd piechotą fani będą szli na trybuny. Policja szacuje, że potrwa to nawet półtora godziny w każdą stronę. W trakcie przemarszu trzeba będzie z kolei zamknąć m.in. ul. Grunwaldzką (trasa może ulec zmianie).

Pierwszym testem będzie mecz przeciwko Wiśle Płock 29 października. Z Płocka pociągiem przyjedzie ok. 500 osób. Policja liczy na zmianę decyzji prezydenta, ponieważ jego decyzja znacznie zwiększy czas zabezpieczenia meczu i przez to znacznie mniej policjantów będzie mogło zajmować się codzienną pracą.

Policjanci będą mieli przez tę zmianę sporo nadgodzin. Przez to będą musieli dostać wolne, a to oznacza, że będzie ich mniej na ulicach Poznania. To wszystko naczynia połączone. Taka decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje – zwraca uwagę Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji w rozmowie z TVN24.pl.

TVN24.pl / Poznan.Eska.pl

Komentarz Stadiony.net: Każdego może ponieść podczas dyskusji w Internecie, ale po prezydencie dużego miasta można chyba oczekiwać, by nie kierował się w swych decyzjach chęcią udowodnienia internautom, że mają rację lub jej nie mają (swoją drogą: jak kibice Lecha mają się wykazać dobrym zachowaniem, gdy to nie ich dotyczy decyzja?). Poznań zamienia lepszą strategię na znacznie gorszą i to gorszą przede wszystkim dla mieszkańców Poznania. W wielkopolskiej policji nazywają ten krok „nieprzemyślanym”, bo nie wypada im mówić wprost o głupocie. Mi wolno: to jest głupota.

Jeśli ktoś powie przyjezdnym, że muszą iść na stadion pieszo zamiast jechać autobusem, to wzruszą ramionami i pójdą, w końcu jechali z innego końca Polski. Ale w tym samym czasie trzeba powiedzieć poznaniakom, że jedna z głównych ulic i spory kawałek centrum miasta będą sparaliżowane nawet przez kilka godzin np. w godzinach dużego ruchu albo w trakcie ciszy nocnej. Wszystko po to, by prezydent wygrał z osobami, które – wcale nie bez racji – zwracały mu uwagę na facebooku, że uogólnia i wyolbrzymia. Tak, polskie środowisko kibiców ma wiele problemów i część z nich widać właśnie na wyjazdach. Ale ta decyzja nie rozwiązuje żadnego.

I jeszcze coś: prezydent Jaśkowiak twierdzi, że zaoszczędzone na paliwie autobusowym pieniądze wyda na seniorów i młodzież. Pomijając już, że realny koszt zabezpieczenia prędzej wzrośnie zamiast spaść, to „zaoszczędzone” w ten sposób 17 tys. (a niechby i 20 tysięcy!) nie opłaciłoby nawet dwóch miesięcy pracy prezydenta podejmującego tak niezrozumiałe decyzje na podstawie kłótni na fejsie…

Michał Karaś

Reklama