Komentarz: Konflikt z punktu widzenia kibica

źródło: własne

Komentarz: Konflikt z punktu widzenia kibica Każdemu kibicowi Lecha Poznań, leży na sercu dobro klubu, zarówno pod względem sportowym, jak i wizerunkowym. Z niepokojem można było obserwować to, co w rundzie jesiennej sezonu 2012/2013 działo się na stadionie przy ul. Bułgarskiej, a konkretniej mówiąc na trybunie najzagorzalszych fanów Kolejorza, czyli w Kotle.

Reklama

Problemem jest spór pomiędzy kibolami a stewardami. Większość fanów z Kotła (i nie tylko z tej trybuny) nie zdaje sobie sprawy, po co są w ogóle stewardzi. Są oni po to, aby pomóc kibicowi w dotarciu do konkretnego miejsca na obiekcie, aby doradzić, odpowiedzieć na jego pytania oraz rozwiązywać sytuacje sporne. Niektórym jednak przeszkadza praca przez nich wykonywana.

Interwencje stewardów w sytuacjach, gdy ktoś nieodpowiednio zachowuje się na stadionie, czyli łamie regulamin obiektu i może stwarzać niebezpieczeństwo dla innych uczestników widowiska, nie są podyktowane ich kaprysem, ale rzetelnym wykonywaniem swojej pracy. Warto dodać, że przechodzą oni specjalne kursy (prowadzone przez klub) i aby działać jako steward, muszą mieć do tego odpowiednie uprawnienia.

Niezrozumiałe jest to, że część kibiców z oburzeniem reaguje na, w znacznej większości uzasadnione, interwencje stewardów wobec notorycznego łamania regulaminu przez niektórych kiboli. Uważane jest to za „czepialstwo” ze strony służb porządkowych, ale jeżeli ktoś nie umie się zachować w miejscu publicznym, dostosować do zasad tam panujących, to w jakim celu chodzi na stadion? Sytuacje, w których ktoś staje na krzesełkach i zaczyna po nich skakać, czy problem umieszczania flag w miejscach, w których wisieć one nie powinny, jest przyjmowany w Kotle ze złością i zdziwieniem.

Dodatkowo „fanatycy”, bo takim mianem określają siebie kibole z Kotła, nawołują do wykrzykiwania niecenzuralnych epitetów w kierunku stewardów, wykonujących swoje obowiązki. Zachęcają do tego prowadzący doping, co świadczy nie o poczuciu solidarności z kibicem, któremu zwrócona została uwaga przez stewarda, ale o skrajnej głupocie i nieodpowiedzialności tych osób. Podczas meczów, na forach internetowych skupiających działalność kiboli, czy w jednej z piosenek z kibolskiej płyty, padały liczne groźby pod adresem stewardów. Do większego pogłębienia konfliktu przyczyniła się sytuacja, w której pobity został jeden ze stewardów. Mimo, że ucierpiał jeden z pracowników, którego pracodawcą jest klub, nic się nie zmieniło i z Kotła nadal dało się słyszeć wulgarne okrzyki.

Co gorsza słyszały je także dzieci, zapraszane w zorganizowanych grupach na mecze domowe „Kolejorza” oraz te, które przychodzą ze swoimi rodzicami. Tak jak klubowi, tak i Stowarzyszeniu Wiara Lecha, zależy na tym, aby zainteresowanie Lechem było jak największe, by „zarazić” dzieci kibicowaniem i przyciągnąć jak największą publikę na trybuny. Stąd nie do końca zrozumiałe są działania i polityka Stowarzyszenia. Zresztą nie tylko pod tym względem. Z jednej strony prowadzą bardzo fajne akcje pt. „Niebiesko-biały Mikołaj”, akcje poświęcone upamiętnieniu Powstania Wielkopolskiego, czy organizacja fajnych opraw (choć nie zawsze fajnych). Za to należą im się pochwały. Z drugiej jednak nawołują do nienawiści i nakłaniają do tego innych kibiców, którzy świadomie lub nie, przyłączają się do wykrzykiwania obelg. Nie tylko zresztą wobec stewardów, ale i pod adresem innych klubów i ich kibiców, choć to już stało się tradycją na polskich stadionach i na to akurat sposobu nie ma.

Spór na linii kibole-stewardzi nieustannie podsycany jest przez „fanatyków” z Kotła, którzy uważają Stadion Miejski za swoją własność i sądzą, że mogą robić, co im się podoba. Mowa tu o niecenzuralnych okrzykach oraz o oprawach z udziałem nielegalnej na stadionach pirotechniki. Z drugiej strony stewardzi nie są bez winy, bo w niektórych sytuacjach mogli zachować się inaczej. To jednak zależy od człowieka, jego umiejętności i chęci wyjaśnienia spornej sytuacji czy po prostu dogadania się.

Niestety, wydarzenia z ostatniego w tym roku meczu na stadionie przy ulicy Bułgarskiej nie zwiastują poprawy sytuacji w rundzie wiosennej. Incydent miał miejsce na trzecim poziome trybuny II, który wyłączony jest z użytkowania i żaden kibic nie powinien mieć tam wstępu. Tego wieczora został tam pobity jeden z… ochroniarzy. Spytacie, skąd wzięła się nagle ochrona? Otóż nad bezpieczeństwem w Kotle pieczę sprawuje zewnętrzna firma ochroniarska. Wydaje się to rozwiązaniem rozsądnym, aby ludzie przeszkoleni i mający, z założenia, większe doświadczenie w zabezpieczaniu imprez masowych, pilnowali porządku na sektorach stadionu, gdzie istnieje większe niebezpieczeństwo. Głównie ze względu na zachowanie niektórych kibiców na trybunie II (mam tu na myśli negatywne aspekty „kibicowania” w Kotle). Rzeczywistość okazała się brutalna i nieliczna grupka ochroniarzy musiała ratować się ucieczką przed zdecydowanie większą grupą agresywnych „fanatyków”. Jednemu z nich niestety wyrządzona została krzywda. Jak podał pewien poznański portal internetowy, jednego ze sprawców pobicia zdołała zatrzymać policja. Ku przestrodze innych skorych do agresji wobec służb porządkowych chuliganów, sprawcy grożą trzy lata więzienia. To, co zaszło podczas meczu ze Śląskiem, wyjaśni policja i miejmy nadzieję, że inni, którzy brali udział w pobiciu, także zostaną zatrzymani i sprawiedliwie osądzeni.

Przypominam o tym incydencie, bowiem w trakcie jego trwania z kotła padły wyzwiska w stronę... stewardów. Żeby było zabawniej, do okrzyków dołączyli się kibice z Wrocławia, zasiadający w sektorze gości. Pomimo tego, że kibice obu drużyn grających w tym meczu są do siebie wrogo nastawione i podczas jego trwania obrażali siebie nawzajem, gdy interweniowała firma ochroniarska, wspólnie z kibolami z Kotła ubliżali stewardom. Widocznie kibice Śląska zastosowali się do maksymy, że „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”.

Zastanawia brak stanowiska klubu wobec tych zdarzeń. Chodzi o racowisko z tego meczu, za które klub został ukarany finansowo oraz nieprzystającego „najlepszym kibicom” w Polsce zachowania w stosunku do stewardów. Za szkolenie i pracę służb porządkowych na stadionie odpowiada klub i tu trzeba sobie zadać pytanie. Skoro tak dobrze układa się współpraca Lecha ze Stowarzyszeniem Wiara Lecha, będącym oficjalnym przedstawicielem i głosem części najzagorzalszych kibiców, o czym przekonują obie strony, to czy klub dopuszczałby do tego, żeby jego kibice źle czuli się na stadionie? Otóż nie. Świadczy to o tym, że ktoś ze środowiska kiboli na siłę próbuje napędzać ten konflikt i prowadzi działalność na szkodę wizerunku klubu, osób zajmujących się zabezpieczeniem meczów, ale przede wszystkim samych kibiców poznańskiego Lecha.

Chciałbym, aby wydarzenia z rundy jesiennej nie powtórzyły się wiosną. Zależeć to będzie od samych kibiców i ich indywidualnego postrzegania tego, co dzieje się wokoło nich, na stadionie i poza nim. Wnioskując po ostatnich złych wydarzeniach, zamknięcie trybuny nr II na jeden mecz ligowy po nowym roku przez wojewodę wielkopolskiego należy uznać za słuszne. Na decyzję składają się wspomniany incydent z pobiciem ochroniarza oraz ogromna liczba odpalonych rac i innych materiałów pirotechnicznych w trakcie trwania meczu Lecha ze Śląskiem. Te sytuacje pokazują skrajną głupotę i brak odpowiedzialności, jaka panuje wśród „fanatyków” i członków WL. Nie mogło być innego postanowienia i należy ubolewać, że tak samo jak w przypadku zamknięcia „Żylety” w Warszawie, odpowiedzialność jest zbiorowa. Cierpią zwykli kibice, którzy zamiast dopingować swoją drużynę, są świadkami chuligańskich wybryków ludzi, którzy momentami zachowują się wręcz dziko. Miejmy nadzieję, że to w nadchodzącym czasie się zmieni. Życzę tego z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia Wam, kibicom, i sobie, fanowi piłki nożnej.

Kibic Lecha

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama