Ich Euro: Sachiko (3)

źródło: własne

Ich Euro: Sachiko (3) Jej serce bije dla FC Tokyo, ale co parę lat rezerwuje bilety, by przeżywać największe turnieje piłkarskie na świecie. Jej zdaniem to zupełnie co innego niż piłka klubowa, ale też bardzo ciekawe przeżycie.

Reklama

Stadiony.net: Przyjazd z Japonii do Polski tylko na turniej piłkarski? Brzmi jak szaleństwo. Skąd ta decyzja?

Sachiko Yashida: Tak, Euro 2012 było moim głównym powodem do przyjazdu tutaj. To dlatego, że turnieje piłkarskie są jak festiwale przyciągające ludzi z całego świata i wydają mi się po prostu ciekawe. Ale poza meczami tym razem pojechałam również do Drezna w Niemczech i do Krakowa – żeby pozwiedzać. Wizyta w Auschwitz/Birkenau pozostanie niezapomnianym wspomnieniem.  Myślę, że kiedyś wrócę tu jeszcze dla samego zwiedzania.

Kibice pod Areną Gdańsk po meczu. Nie było groźnie.Przed przyjazdem były obawy?

O tak. Wieczorne mecze były rozgrywane dość późno i miałam obawy, czy nie zostanę zaatakowana w drodze powrotnej. Ale okazało się, że atmosfera jest spokojna wśród kibiców wracających grupkami czy upchanych w tramwajach.

Był jakiś szczególny powód tych obaw? Niektórzy w Anglii winią BBC za zniechęcenie ludzi do przyjazdu. Z drugiej strony ludzie często mało wiedzą o Polsce i nie wiedzą, czego się spodziewać. Jak to było z Tobą?

Tak. Nawet bez reportażu w BBC miałam świeżo w pamięci informacje o Julii Tymoszenko, jej aresztowaniu i prawdopodobnych torturach. To wpłynęło na mnie na tyle, by powstrzymać się przed wyjazdem na Ukrainę.

Ale nie był to Twój pierwszy turniej. Najpierw Mundial z 2002, który mieliście u siebie. Potem Euro 2004, Mundial 2006. Te imprezy różniły się między sobą bardzo?

Jeśli idzie o 2002 rok, to było dla mnie jak sen i z początku nie mogłam uwierzyć, że organizujemy tak duży turniej. Cieszyłam się, widząc zadowolenie przyjezdnych podczas pobytu w Japonii. A oglądanie jak Japończycy bywają oszołomieni kolorowymi kibicami śpiewającymi w pociągach było bardzo zabawne.

Euro 2004 było dla mnie pierwszym europejskim turniejem. Organizacja bardzo dobra, zwłaszcza strefy kibica. Oglądałam dwa mecze na stadionie, ale wspólne przeżywanie meczu Portugalia – Anglia na placu w Lizbonie też było emocjonujące!

Podczas Mundialu w 2006 roku „odpłynęłam”, oglądając w tureckim kebabie w Berlinie mecz Japonia – Brazylia. Niektórzy brazylijscy kibice robili zamieszanie, koniec końców ich drużyna nas zlała i byłam zawiedziona. Ale to chyba całkiem dobre doświadczenie, bo po raz pierwszy naprawdę byłam tak świadoma swojej narodowej tożsamości.

W 2004 i 2006 organizatorzy w moim przekonaniu dobrze odczytali turnieje. Fajnie było oglądać witryny sklepowe z dekoracjami albo sposoby na udostępnianie kibicom miejsc do wspólnego oglądania, bo to pokazuje, że miejscowi też tym żyją. Japonia nie zdała sobie sprawy z wagi bycia gospodarzem, bo kibice musieli na przykład płacić za publiczne oglądanie, a miejsca publiczne czy parki nie były dla nich otwarte. My musimy się jeszcze uczyć.

Stadion Narodowy przed meczem.Właśnie, Japończycy bywają postrzegani jako zamknięci, wycofani. Polacy w Europie też mają podobny wizerunek. Czy Mundial zmienił Japończyków? Bo w Polsce niektórzy mówią o przemianie społecznej podczas Euro. coś takiego miało miejsce u Was po 2002?

Niestety nie. Mundial z 2002 nie zmienił Japonii ogólnie. Byliśmy i jesteśmy raczej zamkniętym krajem, a w regionach rolniczych ludzie wciąż są ksenofobiczni. Większość naszego społeczeństwa nie ma ochoty poznawać świata, wierzą obrazowi medialnemu.

Ale dziwi mnie, że mówisz o Polakach, że są mało otwarci na świat. Geograficznie Polska jest pośrodku Europy i oczekiwałabym raczej, że świadomość bycia częścią tej wspólnoty jest bardzo duża nawet bez wspólnoty monetarnej. W porównaniu z Japończykami Polacy byli znacznie bardziej otwarci, bo miałam wrażenie, że garnęli się do rozmów z obcokrajowcami.

Na co dzień wspierasz FC Tokyo, jeden z tych klubów J.League, które mają najlepszych kibiców. Jak byś porównała atmosferę podczas meczów FCT i tu na Euro?

To co innego. Japońscy kibice przychodzą na mecze dużo wcześniej i przygotowują się. Na przykład w pośpiechu zajmują miejsca, by wieszać flagi dla klubu czy piłkarza. Nawet maskotki zachowują się inaczej. Śpiewy są dobrze zorganizowane w sektorach fanatycznych. Na Euro czy Mundialach zawsze mnie zadziwiało, że ludzie późno wchodzą na trybuny.  Widziałam jakieś flagi, ale nie dla zawodników, tylko z miastami czy fanklubami. Śpiewy są tylko spontaniczne i zgrywają się w jeden głos samoczynnie. Wolę to.

Kibice FC Tokyo należą do najliczniejszych w Japonii.Kibice FC Tokyo należą do najliczniejszych w Japonii. Fot: Sachiko Yashida

Czyli bardziej podoba Ci się atmosfera turniejów niż w J.League? U nas często pada odwrotna opinia – że niektórym meczom Euro brakowało atmosfery.

To jest tak, że Euro 2012 bardzo mi się podobało, ale J.League i Euro nie da się porównać. Podczas gdy FCT żyje w każdym aspekcie mojego życia (każda zła wiadomość o klubie wywołuje u mnie przyśpieszone bicie serca), a na Euro czy Mundialu mogę być co najwyżej widzem.

Sachiko YashidaNasza rozmówczyni: Sachiko Yashida. Mieszka w Tokio, kibicuje FC Tokyo u siebie i na wyjeździe. Regularnie odwiedza kraje europejskie i odkrywa miejsca, których nie można znaleźć w zwykłych przewodnikach turystycznych.

Reklama