Wrocław: Wznowią prace? Miasto uspokaja, wykonawcy nie

źródło: Gazeta.pl

Władze Wrocławia wydają się kompletnie nie panować nad sytuacją na budowie Stadionu Miejskiego. Wrocław miał zapewnić wynagrodzenie, a nie było ani złotówki. Miało być porozumienie, a trwa impas w sprawie prac. Wracają nieliczni, a termin goni – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Reklama

Choć do ukończenia Stadionu Miejskiego we Wrocławiu tylko 2,5 miesiąca, od paru tygodni prace są niemal zatrzymane. W grudniu usunięto z budowy firmę CES odpowiedzialną za instalację elektryczną i jej prac nikt nie kończy. Z placu budowy zeszli też mniejsi podwykonawcy, bo nie otrzymywali pieniędzy.

Wrocław początkowo odcinał się od sporu pomiędzy firmami Imtech i CES, ale w końcu w grudniu musiał zająć stanowisko. Wiceprezydent Janicki zorganizował spotkania, podczas których mniejsi wykonawcy, zatrudnieni przez CES i nieotrzymujący wynagrodzeń, dostali gwarancję otrzymania pieniędzy. Należności miały być regulowane w pierwszej połowie stycznia. Ta dobiega końca, a firmy o pieniądzach nie słyszały od grudnia już ani słowa.

- Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy i nikt z nami się od tamtej pory nie kontaktował. Sytuacja mojej firmy jest dramatyczna, bo muszę zapłacić urzędowi skarbowemu ponad 200 tys. zł podatku na podstawie faktur, za które nie dostałem pieniędzy. Inaczej w przyszłym tygodniu konta mojej firmy zostaną zajęte – mówi dla „Gazety” Piotr Rybak z firmy ANP Rybak, która zatrudniała na stadionie 60 pracowników.

Sławomir Wojtas, prezes spółki Wrocław 2012 twierdzi, że do sytuacji, w której podwykonawcy nie dostali pieniędzy, nie doszłoby, gdyby spółce zgłoszono fakt ich pracy na stadionie. - O istnieniu niektórych z nich nie mieliśmy pojęcia. Nie zgłosił ich CES, chociaż miał taki obowiązek. Wtedy musiałby co miesiąc przedstawiać oświadczenia, że pokrywa na bieżąco zobowiązania wobec tych firm.

- Jak to nie wiedzieli? - dziwi się Piotr Rybak. - Sam przecież chodziłem z przedstawicielami Wrocławia 2012 i Maksa Bögla po placu budowy i przedstawiałem im stan zaawansowania prac, które wykonaliśmy. Od samego początku musieliśmy zgłaszać pracowników, których zatrudniamy, bo takie były wymagania szefa BHP z Maksa Bögla. Przecież ktoś musiał naszym pracownikom wydać przepustki, bez których nie da się wejść na stadion. Miasto w tej sprawie po prostu kłamie!

Wrocław 2012 informuje, że zawarto już porozumienie o powrocie z trzema firmami Zbart, Control Process oraz Delta Power. Tymczasem „Gazeta Wyborcza” skontaktowała się z wymienionymi podwykonawcami i ma zgoła inne informacje. Tylko Zbart potwierdza powrót. Delta Power otrzymała niekorzystne warunki zapłaty (zaniżone o 1/3 względem umowy) i nie wraca. Z Control Process z kolei nikt się nawet nie kontaktował…

Nie wiadomo też, co zrobić z pracami przerwanymi przez usuniętą siłą firmę CES. Dokończenie instalacji elektrycznej przez inny podmiot jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę przyjęty harmonogram. Sławomir Wojtas: - Nowe firmy potrzebowałyby zbyt dużo czasu, by "nauczyć się" stadionu od nowa. Do tego dochodzi skomplikowana kwestia własności praw autorskich do dokumentacji technicznej, którą już częściowo złożyli podwykonawcy, oraz gwarancja na wykonane prace. Kto jej miałby udzielić: firmy, które dawniej pracowały na stadionie, czy nowe, które dopiero wejdą?

Reklama