Komentarz: Moja droga Wisło...

źródło: własne

Bilety na środowy mecz Wisły z Odense idą fatalnie, dlatego klub zdecydował się zachęcić kibiców. Podał więc informację, że ze wszystkich zespołów w grupie Wisła ma najtańsze bilety. Zapomnieli dopisać, że „z wyłączeniem Fulham, Twente i Odense”, od których mają droższe.

Reklama

Z biura prasowego Wisły Kraków wyszła niecodzienna informacja prasowa. Klub podał, że ma najtańsze bilety na mecze w swojej grupie Ligi Europy. Jednocześnie w tym samym tekście poinformował, że kibice londyńskiego Fulham zapłacą po przeliczeniu na złotówki... o 12 zł mniej niż fani Wisły! Czyli Wisła ma najtańsze, jeśli nie liczyć Fulham, finalisty Ligi europy sprzed roku. Próbując odwrócić kota ogonem biuro prasowe podało, że co prawda na Ligę Europy (o której chyba był ten tekst?) Fulham ma tańsze, ale już na mecze Premier League droższe bilety. Cóż, skoro Wisła chce się porównywać do najlepszej i absolutnie najdroższej ligi świata (na której ceny Anglicy psioczą od dekady), to pozostaje pozazdrościć niepopartej wynikami samooceny. Warto też wspomnieć, że o ile Fulham samo budowało swój stadion, o tyle Wisła gra na obiekcie zbudowanym wyłącznie z pieniędzy podatników.

By uwierzyć w taniość biletów na Wisłę musimy więc pominąć fakt, że w Londynie jest taniej. Musimy też zapomnieć o monstrualnej różnicy w zarobkach między Polakami a Anglikami, Holendrami i Duńczykami. Dla przykładu, imigrant zatrudniony w kiosku w Danii zarabia w ciągu godziny ponad 50zł, czyli zapracowanie na bilet wart ok. 100zł (takie stawki dało Odense) zajmuje dwie godziny osobie wykonującej jeden z najgorzej płatnych zawodów na rynku. W Polsce analogiczna stawka jest dziś w okolicach 7 zł (w teorii, wielu na taką nawet nie może liczyć), a więc bilet na mecz Wisły z Odense wypracowuje się w 9 godzin. Oczywiście nie wspominając, że w takiej sytuacji człowiek musi dokonywać trudnych wyborów, na co może sobie pozwolić, a na co nie. I nie daj Boże, żeby chciał zabrać na mecz rodzinę, bo i tydzień pracy może nie wystarczyć.

Jak więc musi się czuć osoba licząca ostrożnie swoje wydatki, której Wisła Kraków mówi radośnie, że „na Wisłę najtaniej, choć wiemy, że to nieprawda”? Skoro jest tak tanio, to czemu desperackie próby ratowania sprzedaży w postaci filmu promocyjnego, zaciągania piłkarzy do podpisywania autografów pod kasami i informacje prasowe nie przynoszą efektów?

Choć, biorąc pod uwagę arogancką wypowiedź prezesa Basałaja, to nie pusty stadion, lecz pełny jest dla Wisły utrapieniem. - Słyszałem, że wejściówki na mecz z Apoelem i Liteksem były za tanie, bo cały stadion został zapełniony – mówił prezes Wisły „Gazecie Wyborczej”. No tak, pełny stadion i świetna atmosfera to dopiero dramat. A ludzie się martwią, że nie mają za co iść na mecz...

Niedawno pół Polski żyło słowami Patryka Małeckiego, który wg jednych powiedział bez ogródek prawdę, a wg innych zachował się po chamsku i bez szacunku dla kibiców. Ostatni komunikat prasowy Wisły Kraków w mojej ocenie obraża kibiców w nie mniejszym stopniu, niż ostre słowa Małeckiego. Co z tego, że napisany ładnie i składnie, skoro kpi w żywe oczy z ludzi od lat chodzących na mecze? A przecież pisali niedawno, że „każdy kibic, przychodzący na stadion przy ul. Reymonta 22 jest [...] bardzo ważny. Zachowanie wszystkich pracowników klubu [...], które niosą znamiona braku szacunku dla kibiców, są w klubie traktowane jako najwyższe przewinienia dyscyplinarne”. Poważnie?!

PS: O Legii, która dała niemal takie same ceny biletów (i pewnie będzie miała podobne łysiny na trybunach w meczu z Hapoelem), nie będę pisał. Nie dlatego, że dla Warszawy takie sumy miałyby być lepsze. Legia po prostu nie zdecydowała się na obrażanie inteligencji swoich kibiców twierdzeniem, że jej polityka cenowa jest wspaniała.

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama