Czyj jest Stadion Ludowy?

źródło: Gazeta.pl

Wydawałoby się, że nietrudno odpowiedzieć na to pytanie – władz Sosnowca. W końcu to one inwestowały w jego modernizację. Okazuje się jednak, że fragment boiska i trybun ma właściciela prywatnego, który zamierza walczyć o ten cenny kawałek ziemi – pisze Gazeta.pl.

Reklama

Trudno sobie wyobrazić, by ktoś odgrodził jedno pole karne od reszty obiektu i nie chce tego również właściciel kawałka stadionu, Ryszard Gruszka. Jednak zapowiada, że będzie walczył o należne mu pieniądze z pomocą prawnika. Gruszka jest właścicielem ok. 5 tys. m2, w tym fragmentu trybun i jednego pola karnego.

Jak to się stało? Gdy władze budowały Stadion Ludowy w latach 50., odebrały ziemie kilkunastu gospodarzom. Ryszard Gruszka odzyskał niedawno swoją część i oczekuje, że samorząd albo odkupi od niego ten teren, albo zacznie mu za użytkowanie godziwie płacić. - Chciałem to jakoś sobie odbić. Zaproponowałem średnią opłatę za dzierżawę, jaka obowiązuje w mieście, czyli 1,50 zł. Nic z tego, urzędnicy się nie zgodzili - mówi mężczyzna dla „Gazety Wyborczej”. Zszedł w swoich żądaniach do 90 groszy, ale i tego prezydent Sosnowca nie przyjął. Bez wiedzy Gruszki miasto odkupiło inny fragment stadionu od właściciela za 200 złotych za metr, podczas gdy od Gruszki nie przyjęło oferty 160 złotych.

- A wynająłem prawnika, bo robili ze mnie głupka. Pan prezydent zaproponował, że w ramach zadośćuczynienia postawi mi na stadionie ławkę z moim nazwiskiem jako sponsora i da możliwość darmowego oglądania meczów do końca życia. Przecież to robienie człowieka w trąbę - mówi Gruszka.

Grzegorz Dąbrowski, rzecznik prasowy magistratu w Sosnowcu, patrzy na sprawę inaczej. - Właściciele terenu, na którym dzisiaj biegają piłkarze, wymyślili sobie, że zrobią interes życia. Nie możemy pozwolić, aby ktoś próbował dorobić się kosztem miejskiej kasy, czyli pieniędzy wszystkich mieszkańców - przekonuje w rozmowie z „GW” Dąbrowski.

Reklama