Skąd Liverpool weźmie pieniądze na nowy stadion?

źródło: LiverpoolEcho.co.uk / własne

By utrzymać się w czołówce Liverpool będzie potrzebował nowego obiektu w Stanley Park. Ale jak go sfinansować? Klub tonie w długach i banki nie prędko dadzą kolejne pożyczki. A na tajemniczego miliardera, który pojawi się znikąd też nie ma co liczyć – pisze „Liverpool Echo”.

Reklama

Wzrost pojemności stadionu Liverpoolu to konieczność dla klubu chcącego pozostać w czołówce Premier League. Anfield Road mieści 45 tys. widzów, a nowy projekt Stanley Park zakłada pojemność 76 tys. – to zysk rzędu 3 milionów funtów co mecz. Według specjalistów z firmy Deloitte warto taką inwestycję przeprowadzić.

Warto, ale skąd wziąć pieniądze – to podstawowe pytanie w Liverpoolu. Gdy klub przejmowali w 2007 miliarderzy z USA, pieniądze wyłożyli z pożyczek, które nowy nabytek miał sukcesywnie spłacać. Inwestycja ich jednak przerosła i dziś są dłużni 237 milionów funtów Royal Bank of Scotland. Bank nie tylko nie ma zamiaru pożyczać im więcej – domaga się jak najszybszej spłaty 100 milionów. Tymczasem na budowę Stanley Park potrzeba ok. 300 milionów funtów.

Jeden z właścicieli, Tom Hicks, ma dodatkowo poważne problemy za Oceanem. Będzie najpewniej zmuszony sprzedać drużynę koszykarską i hokejową, które ma. Jego długi w USA przekraczają bowiem 520 milionów dolarów. Ze sprzedaży może zebrać nawet 850 milionów, ale wątpliwe, by resztę oddał na budowę stadionu, do tej pory nie robił podobnych kroków.

Według medialnych doniesień Amerykanie usilnie szukają inwestora, ale te poszukiwania od wielu miesięcy są nieskuteczne. Niewykluczone więc, że projekt Stanley Park pozostanie na papierze...

Reklama