Czy w Brighton w końcu powstanie stadion?

źródło: własne / BBC.co.uk

Władze regionalne poinfomowały miasto i klub, że werdykt w sprawe proponowanego stadionu zapadnie do 9. lipca. Jeśli opinia będzie pozytywna, klub po ponad dekadzie w końcu otrzyma własny obiekt. Jeśli nie- będzie musiał szukać alternatywnych rozwiązań.

Reklama

Marzenia a rzeczywistość

Historia projektu Falmer Stadium to prawdziwy dreszczowiec dla miejscowych kibiców. Klub sprzedał swój stary obiekt w 1997 roku, a zaraz potem rozpoczął planowanie przeprowadzki. Prawie 23 000 zadaszonych miejsc i wyjątkowa wizja stworzona przez projektantów KSS Group rozbudziły wyobraźnię działaczy i kibiców. Jednak wkrótce droga do nowego obiektu zaczęła się wydłużać i stała się wręcz drogą przez mękę.

Mieszkańcy okolicy, w której miał powstać stadion sprzeciwili się inwestycji. Wydane w połowie 2002 roku pozwolenie na budowę zostało zakwestionowane. W 2003 roku przeprowadzono dochodzenie, które miało wyjaśnić, czy nowy stadion nie utrudni życia mieszkańcom i czy nie spowoduje zagrożenia dla miejscowej flory i fauny. Dodatkowo zaczęto brać pod uwagę inne możliwe lokalizacje.

Proces przedłużał się, a klub (Brighton&Hove Albion) pozostawał bez własnego stadionu. Do 1999 roku mecze w roli gospodarza rozgrywał w niedalekim Gillingham. Później miła być rzeprowadzka na nowy obiekt, ale w związku z protestami zespół przeniósł się na zdecydowanie zbyt mały lekkoatletyczny Withdean Stadium. Zaledwie 7 000 miejsc siedzących przy trzy lub czterokrotnie większym zainteresowniu oznacza dla klubu olbrzymie straty co roku. Dla zobrazowania popularności zespołu wystarczy powiedzieć, że na wyjazdowy mecz do Cardiff, w walce o awans do Championship (angielska druga liga) wybrało się 30 000 fanów.

Sprawa narodwa

Największy sprzeciw wobec planu budowy wyrażała gmina Lewes, na granicy której znajduje się proponowana lokalizacja. Zdaniem tamtejszych władz tak duża inwestycja i związany z nią wzrost ruchu to olbrzymie zagrożenie dla rejonu Falmer, który przedstawia "wyjątkowe walory naturalne". W ciągu dwóch lat na zwalczenie inwestycji gmina wydała ponad 60 000 funtów, nie dopuszczając do ostatecznego zamknięcia dochodzenia. Wstrzymywane i wznawane kilkakrotnie trwa do dziś, wędrując przez niemal wszystkie szczeble władzy administracyjnej.

Ale nie tylko gmina Lewes zaangażowała się w batalię. Kibice klubu wykazali się godną pochwały aktywnością- przeprowadzona przez nich zbiórka przyniosła prawie 500 000 funtów na wsparcie prawnej walki o nowe "gniazdo" dla popularnych "Mew". Z ulotkami na temat blokowania inwestycji objeździli niemal całą piłkarską Anglię. Podczas meczów innych klubów wyjaśniali ich sympatykom problem i zdobywali społeczne poparcie dla inicjatywy. Na koniec zorganizowali kilkutysięczny marsz w obronie planowanej inwestycji- sprawa dotarła nawet do premiera Blaira, który we wrześniu 2004 roku stwierdził, że dochodzenie trwa już zdecydowanie zbyt długo. Sam jednak nic nie mógł zrobić, ponieważ rozwiązywanie tego typu kwestii nie leży w jego kompetencjach

Czy to koniec?

"Ostateczne rozstrzygnięcia" były już zapowiadane kilkakrotnie- w 2004 i 2005 roku. Zastępca premiera, który w 2005 pozwolił na budowę, także spotkał się z protestem gminy Lewes. Sprawa ponownie trafiła do sądu i Sekretarz Stanu, Ruth Kelly, dała zainteresowanym stronom czas do 15.02.2007 na złożenie ostatecznych wniosków w kwestii budowy stadionu. Wszystkie dostarczone dokumenty zostały zebrane i rozesłane do analizy klubowi i władzom gminy Lewes. Obie strony mają 8 tygodni na zapoznanie się z dokumentacją i reakcję. Ostatnim etapem będzie werdykt Sekretarz Stanu, który zgodnie z zapowiedzią ma zapaść do 9. lipca tego roku.

Reklama