Polska Warszawą silna
Opublikowano - Michał October 15th, 2007 in ogólnieJak pięknie i dramatycznie można wygrywać z Kazachstanem przekonaliśmy się w sobotę. Ale tylko laik (ba, ignorant) mógł mieć wątpliwości co do końcowego wyniku. Owszem- można było się spierać, jak wysoko wygramy. Ale czy wygramy w ogóle- tu pytań być nie mogło.
Z tą pewnością nie ma nic wspólnego obecność lub nieobecność Grzegorza Rasiaka, historyczny i potencjalnie proroczy gol Ebiego w lidze hiszpańskiej… Tu działają siły wyższe, nawet od Rasiaka. Otóż, używając bardzo złożonej argumentacji (i trawestując słowa prezesa PZPN), Warszawa przynosi nam szczęście! Od początku III RP Polska grała tu 24 razy i aż 17 spotkań wygrała, remisując tylko 4 i notując zaledwie 3 porażki. Który polski stadion może się pochwalić takim bilansem? Tu następuje wszystkomówiąca cisza i głęboka zaduma nad fenomenem Warszawy. Czy to przypadek, że w chwili słabszej gry Naszych gaśnie oświetlenie? Czy to przypadek, że po powrocie na boisko Kazachowie, a zapewne nie tylko oni, przecierają oczy ze zdumienia? Nic z tych rzeczy.
Tak właśnie działa magia Warszawy- fenomen nie do wyjaśnienia. Stadion, na którym w cudowny sposób Polska już od lat gromi m.in. Luksemburg, Armenię, Estonię, Azerbejdżan i jeszcze raz Armenię, i jeszcze raz Azerbejdżan (a jak!). Z czego to wynika? “Środowisko piłkarskie jest zabobonne“, więc na pewno nie uwierzy, że z różnicy klas między zespołami, ale z mocy amuletu na Łazienkowskiej…
Dlatego powinniśmy grać tam częściej, a im częściej, tym lepiej, skuteczniej i efektowniej. Aż ogramy wszystkich, a piłkarze i trener na pytanie “gdzie chcecie grać” bez wahania odpowiedzą, że na Łazienkowskiej, bo innego stadionu znać nie będą.
Przy takiej mocy stadionu nie ma się co dziwić, że i ceny na mecz z Kazachstanem były wyjątkowe. Któż z nas nie dopłaciłby tych kilku(dziesięciu) złotych, żeby tylko Biało-Czerwoni byli górą? A przecież grali w Warszawie- sprawa była jasna, więc kibice ochoczo dorzucili się do naszego wspólnego, choć warszawskiego, szczęścia. Nie bez powodu obawiał się sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina nagany od pana Listkiewicza za zbyt niskie ceny. Przecież stadion mały, a popyt duży- bo na szczęście popyt jest zawsze, na szczęście. Cieszymy się wszyscy- Ebi Smolarek potrójnie, pan Kręcina podwójnie (nagany uniknął), a kibice na stadionie pojedynczo, bo choć wszyscy razem to z jednego już tylko powodu. A cała ta zbiorowa radość tylko w Warszawie mogła mieć miejsce.
Co innego w Poznaniu… miasto pechowe ze wszech miar. Bo i cóż, że z tym samym Kazachstanem w 2003 tam wygraliśmy 3:0, skoro towarzysko- więc się nie liczy. Z Turcją tylko 1:0 (w Warszawie aż 3:0!), a poza tym to 4 remisy i 4 porażki. Ze zrozumiałych względów więc drużyna narodowa grać tam nie może. Pojemność od warszawskiej dwa razy większa, a jak tu zapełnić takiego kolosa, kiedy nie tylko piłkarski instynkt sekretarza czy prezesa PZPN, ale i statystyka mówi, że mecz z góry przegrany albo marny remis… Czy ktoś z nas płaciłby wiedząc, że szans nie ma? No właśnie. To dopiero posypałyby się gromy na głowę pana Kręciny i wielkopolskiego ZPN, że mimo wysiłków nadludzkich nie sprostali zadaniu zapełnienia Bułgarskiej, a mecz na straty. Zresztą Bułgarska- to takie niepolskie (a z Bułgarami też w Stolicy wygraliśmy!).
Znów zagrożona była głowa sekretarza PZPN przy okazji meczu z Azerami. Miał się odbyć w Krakowie i choć liczby były pomyślne (dwa mecze- dwa zwycięstwa, pecha nie stwierdzono), to jednak zadymą zagrozili pseudokibice. Podobno… Policja nic nie wiedziała, ale pan Kręcina świadkiem. Można jednak przypuszczać, że nie pseudo, a zwykli kibice. I trzeba ich zrozumieć, bo zamiary mieli szlachetne- tylko mecz w Warszawie gwarantuje sukces. Udało się- w Warszawie punktów 3, a goli nawet 5.
W ciągu ostatnich 17 lat reprezentacja 24 razy grała w Warszawie, 10 w Poznaniu, 2 w Krakowie i 1 raz w Kielcach. Jeśłi ktoś pyta, jakie są kryteria doboru stadionów, to chyba nie zna tych liczb. Modernizacje, nowe trybuny czy całe nowe stadiony- na co to komu? Czy na nowym stadionie zgasłoby światło, ratując polską piłkę?! Odpowiedź jest prosta i zna ją dobrze cały PZPN. Dokłada wszelkich starań, by miejsce było odpowiednie, a nazywa się ono Warszawa. Zagryzie zęby kibic i stanie z rodziną na słynącym z osobliwej widoczności łuku przy Łazienkowskiej. Dopłaci, ale wygramy. By żyło się lepiej. Wszystkim?
Felieton nie ma na celu urażenia uczuć mieszkańców Warszawy czy kibiców Legii, ale ma w przerysowany sposób uwidocznić niedorzeczność prezentowanych w mediach uzasadnień dla decyzji, skutkiem których Polska gra na przestarzałym obiekcie w Stolicy. Tracą na tym kibice, ponieważ biletów jest mniej, ich ceny niezrozumiale wysokie, a komfort niższy, niż na modernizowanych stadionach. Do tego Polska została w sobotę wystawiona na pośmiewisko (przykład).
Podpisuję się pod tym wszystkimi możliwymi członkami.
Rozsyłajcie link to tego textu gdzie się tylko da!!
Polska gra w Warszawie, bo tam jest (…) PZPN…
post moderowany [q]
Obawiam się że ten artykuł jest za mądry dla ludzi z pzpn-u ale jak ktoś chce to może też wysłać to na adres pzpn@pzpn.pl. autor tego felietonu chyba się nie obrazi ;).
Z opinią autora tekstu niestety muszę sie zgodzić. Mam tylko nadzieje, że w przyszłości zabobonne toważystwo z pzpn-u będą sie kierowali innymi względami i zamiast wybrać 30 tys stadionu legii wybiorą ten 50 tys. w Poznaniu, bo przecież jak stadion nowy to piłkarzy nie powinien prześladowac stary pech:D
Będziemy grać na Łazienkowskiej jeszcze te 4 lata, a potem powstanie Narodowy i dupa.. mecze w Stolycy przez następne 15 lat.
Naprawdę nie pojmuje w czym ma PZPN interes (a ma jakiś na pewno!) z tym olewaniem Poznania i Krakowa. Żeby tylko im meczu nie dać Polacy zagrali na beznadziejnym stadionie w Łodzi! To się w głowie nie mieści.
jestem warszawiakiem, kibicem Legii i poniekad widze tu wszystko to, co np. kibice Lecha pisza o Warszawie i moim klubie, tylko w bardziej kulturalny sposob. zapewne jestes kibicem ktorejs z druzyn z ktoregos z wymienionych miast… racja, sa wieksze stadiony, sa inne miasta, tez uwazam, ze reprezentacja powinna grac rotacyjnie w tych najwiekszych, np. mecze eliminacyjne w Warszawie, Krakowie i Poznaniu oraz oczywiscie w Chorzowie, jako ze tam najwiecej ludzi sie zmiesci, moze jeszcze czasem w Kielcach, bo poki co najladniejszy stadion. pozostale mecze powinny przypadac roznym miastom, zaczynajac od Lodzi, a chociazby w Bialymstoku konczac. nie chodzi o sympatie klubowe itp. to raczej kwestia pieniedzy, sponsorow i wielu innych czynnikow o ktorych my, kibice, nie mamy pojecia.
a propos - nie chodze na mecze reprezentacji, bo nie zgadzam sie na tak wysokie ceny biletow. za 100 zl mozna 2 razy odwiedzic Lodz w sezonie, atmosfera wyjazdow tez duzo lepsza.
pozdro dla wszystkich kibicow klubowych i reprezentacji,
pilka nozna dla kibicow
Artukuł poprostu świetny. Brawa dla autora. Ja kibicuje Lechowi i nie mówie, że wszystkie mecze ają sie rozgrywac w Poznaniu ale mogłyby częściej w innych miastach oprucz Wa-wy. mam nadzieje , że jak jż wybudująte stadiony na euro to rotacja będzie duzo większa!
Świetny felieton. Brawa dla autora!! Lepiej nie dało się pokazać tej idiotycznej sytuacji! Szkoda tylko, że ten felieton nic nie zmieni… szkoda.
PZPN, PZPN
JE%@#, JE%@#
P Z P N!!!