Katowice: Jest kredyt, ale chyba nie ma woli budowania

źródło: własne [MK]

Katowice: Jest kredyt, ale chyba nie ma woli budowania Radni zgodzili się na dodatkowy kredyt w wysokości 170 mln zł. Gorzej, że miasto atakuje wykonawców zamiast szukać możliwości realizacji inwestycji. W naszej ocenie to działanie wygląda na celowe.

Reklama

Dziś radni Katowic zgodzili się na zaciągnięcie kredytu w wysokości 170 mln zł z Banku Rozwoju Rady Europy. Umowa z bankiem ma być negocjowana i podpisana w 2020 roku. Z tej sumy najwięcej, bo 110 mln zł (44 mln zł w 2021 i 66 mln zł w 2022) ma trafić na budowę Stadionu Miejskiego w Katowicach.

Przy okazji wyszło jednak na jaw, że Katowice nie są przygotowane, by starać się o pozwolenie na budowę. Przypomnijmy, że miało ono się pojawić jeszcze w 2019 roku lub na początku 2020, ale projektanci nie mogą złożyć wniosku. Jednym z powodów jest, rzecz jasna, konflikt w sprawie wartości inwestycji i próba nieprzyjęcia dokumentacji przez miasto.

Stadion Miejski w Katowicach

Ale drugi powód, leżący po stronie magistratu, to brak prawa do całości gruntów, na których ma powstać inwestycja. Choć Katowice już czwarty rok (!) znają tereny przyszłego stadionu, to do dziś nie mają wszystkich działek. Nie ma więc mowy o rozpoczęciu prac budowlanych.

Komentarz Stadiony.net: Skrajna niekompetencja czy celowe odwlekanie?

Przy okazji dzisiejszej sesji na pytania radnych odpowiadał wiceprezydent Bogumił Sobula i jego odpowiedzi są bardzo wątpliwej jakości. Analizujemy te kluczowe poniżej:

„Na żadnym ze spotkań projektant nie zgłosił zagrożenia wzrostu kosztów inwestycji”

Tak Sobula tłumaczy, dlaczego dopiero na początku grudnia miasto połapało się, że koszt stadionu, hali i 6 boisk jest zbyt wysoki. Tyle że brak wiedzy w magistracie nie świadczy źle o projektantach. Oni nie byli zobowiązani do kosztorysowania poszczególnych elementów kompleksu, a dopiero całości. Nie ma więc żadnego powodu, dla którego architekci mieliby mówić o konkretnych kwotach w trakcie prac nad niewycenioną jeszcze dokumentacją. Za to obowiązkiem miasta jest zdawanie sobie sprawy, że zamawianie droższych rozwiązań w miejsce tańszych (a to w wielu kwestiach potwierdził projektant) podniesie koszt inwestycji. Nie jest żadnym tłumaczeniem dla samorządu, że nikt nie mówił o zagrożeniu wzrostu kosztu. Tym bardziej, że koszt musiał wzrosnąć, choćby z powodu stale rosnących cen na rynku budowlanym.

„Nie ma wątpliwości, że wzrosły ceny pracy czy materiałów. Wiemy o tym. Dlatego myśleliśmy o maksymalnym wydatku na poziomie 204 mln zł”

Kolejna wypowiedź wiceprezydenta, która skrajnie źle świadczy o pracy wykonanej w urzędzie miasta. Jeśli samorząd planował wydać 204 mln zł zamiast 186 mln zł, to nie jest świadomy, o ile wzrosły ceny na rynku budowlanym pomiędzy 2017 a 2019. Różnica między wskazanymi sumami oznacza, że wg miasta inflacja na rynku budowlanym wyniosła w okresie prawie trzech lat ok. 9-10%. Tymczasem realnie ceny wzrosły znacznie bardziej – np. beton o ponad 40%, asfalt i ropa o ok. 20% (przybliżone wartości na podstawie szacunków Budimex na II 2019), nie wspominając nawet o pensjach w branży budowlanej, gdzie rąk do pracy wciąż brakuje. Gdy SARP przygotowywał konkurs na koncepcję stadionu, ceny były „w dołku”, a następnie zaczęły szybować w górę. Przyjęty przez miasto scenariusz był nie tyle optymistyczny, co nierealny.

„Realizacja tego wszystkiego miała się zamknąć, zgodnie z umową, w kwocie 184,5 mln zł”

Wiceprezydent Katowic w jednym z wywiadów przytoczył nawet zapisy, które jego zdaniem nakazują architektom zmieścić się w określonej kwocie. Sprawdziliśmy: to nieprawda. Owszem, umowa między Katowicami a RS Architekci wskazuje, że należy kierować się ustaleniami m.in. z konkursu architektonicznego, ale to nie nakłada na architektów obowiązku dotrzymania kwoty szacowanej wstępnie parę lat wstecz. Co więcej, byłoby nierzetelne ze strony RS Architekci, gdyby w kosztorysie zaniżali sumę wbrew realiom rynkowym. Jeśli miasto pójdzie z architektami na wojnę sądową, to ją najpewniej przegra.

Konkluzja po wystąpieniu Bogumiła Sobuli wydaje się boleśnie jasna, nawet jeśli na tym etapie to moja spekulacja. Miasto celowo próbuje przetrącić inwestycję, nie mając ku temu podstaw prawnych. Podstawy finansowe są, bo koszt rzędu 398 mln zł może być poza zasięgiem Katowic, zwłaszcza w obliczu rosnących obciążeń i spadających wpływów na skutek polityki rządu. Zamiast jednak przyznać się do trudnego położenia i zakomunikować kibicom niewygodną wiadomość, samorząd próbuje zrzucić winę na partnera, zresztą w bardzo brzydkim stylu. Jeszcze jest czas, by szukać rozwiązania, usiąść z architektami do stołu i sprawdzić, co można obciąć i jak etapować inwestycję, by powstała. Tylko woli po stronie miasta nie widać.

Michał Karaś

Reklama