Sydney: Znów skandal z przebudową Allianz Stadium

źródło: Guardian.com

Sydney: Znów skandal z przebudową Allianz Stadium Miało być pięknie, przed wyborami padały liczne zapewnienia. Tymczasem okazało się, że Allianz Stadium został zburzony i... nie ma kto zbudować następcy. Wykonawca, który miał przeprowadzić projekt, wycofał się z placu budowy.

Reklama

Choć wydawać by się mogło, że skandale wokół sztandarowych inwestycji to specyfika naszej części Europy i niektórych krajów rozwijających się, to nie omijają również krajów najbardziej rozwiniętych. W Australii od piątku huczy afera wokół Allianz Stadium. Ten stary został już zburzony, a ten nowy ma być oddany na początku 2022.

Allianz Stadium

Tyle że nikt go nie buduje, ponieważ wykonawca odstąpił od zlecenia. A dokładniej: okazało się, że nie miał nawet podpisanej umowy. Wyszło na jaw, że były minister sportu kłamał, gdy w grudniu 2018 roku – przed nadchodzącymi wyborami – wypowiadał te słowa:

Jest jedna umowa, którą otrzymała firma Lendlease. Nie mogę podzielić tego kontraktu na dwie części, by odzwierciedlała proces planowania. Mamy dwie fazy budowy, ale jedną umowę – mówił Stuart Ayers.

Pierwsza faza została już wykonana, Allianz Stadium został zburzony. Na tę drugą Lendlease się nie zdecydował, ponieważ wykonawca uznał, że rząd oferuje za mało pieniędzy. A gdy tylko Lendlease ogłosił swoją decyzję, wyszło na jaw, że nikt nie podpisał z firmą umowy wiążącej obie strony.

Allianz Stadium

Rząd Nowej Południowej Walii stanął więc przed arcytrudnym zadaniem, ponieważ musi szukać nowego wykonawcy na wolnym rynku. Tymczasem nie ma do dyspozycji kompletnej kwoty na ten cel. Sama rozbiórka pochłonęła bowiem 36,3 mln $ z planowanego budżetu 729 mln. Zostaje więc 693 mln zł, za które Lendlease nie chciał zbudować stadionu, pomimo rozmów i rozważania zmian w projekcie.

Premier Gladys Berejiklian zapewnia jednak, że ani termin, ani budżet nie są zagrożone. W jej ocenie współpracę z Lendlease trzeba było przerwać, ponieważ warunki finansowe stawiane przez firmę były zbyt wysokie.

Rada uzyskana przez rząd mówiła, że uzyskamy lepszą cenę na rynku i zamierzamy właśnie to zrobić. Nie damy się doić. Nie chcemy, by ktoś żerował na podatnikach Nowej Południowej Walii. Nie damy też traktować rządu jak bankomatu – powiedziała Berejiklian.

Reklama