Bruksela: Anderlecht pierwszy raz sprzedał nazwę stadionu

źródło: własne [MK]

Bruksela: Anderlecht pierwszy raz sprzedał nazwę stadionu W stolicy Belgii spore wydarzenie. Anderlecht potwierdził, że od niedzieli jego stadion będzie się nazywał Lotto Park. Jednych to kłuje w oczy, inni cieszą się z zastrzyku finansowego. Ale jest i obawa...

Reklama

W piątek oficjalnie RSC Anderlecht potwierdził, że po 102 latach (!) jego stadion zmieni swoją oficjalną nazwę na komercyjną. Przyszedł więc czas na pożegnanie z dotychczasowym nazewnictwem. Od 1983 roku – gdy powstały istniejące trybuny w miejscu poprzedniej areny – obiekt nosił nazwę Constant Vanden Stock Stadion, czcząc byłego prezesa klubu.

Od najbliższej niedzieli nazwa będzie już skomercjalizowana, a sponsorem jest Lotto. Firma była typowana na partnera od miesięcy, już w marcu i kwietniu obficie spekulowano w mediach na temat nazwy Lotto Park. Nawet w tym tygodniu klub nie zdołał dopilnować przecieku, ponieważ montaż nowego logo na elewacji został uwieczniony przez czujnego kibica zanim pracownicy zdążyli go zasłonić. Natychmiast sprawa obiegła krajowe media.

Lotto Park© David Edgar

Zmiana drugiego członu ze Stadion na Park ma być ukłonem w stronę tych kibiców, którzy nazywają obecny obiekt parkiem, z racji położenia w obrębie zielonego Astridpark. W logotypie znalazł się numer 35, a więc ten, z którym Anderlecht został zarejestrowany w 1908 roku.

Na najbliższą niedzielę Anderlecht zaprosił swoich kibiców na „fan day”, podczas którego pierwszy raz publicznie odsłonięta zostanie nowa nazwa. Nie wiadomo, jaką kwotę płaci krajowa loteria, ale pewne jest, że Lotto Park będzie w użyciu co najmniej przez 4 kolejne lata. Mogło być przez pięć, bowiem Lotto od sezonu 2018/19 jest sponsorem Anderlechtu, ale totalizator nie chciał wprowadzać nazwy z dnia na dzień, szanując sceptycyzm kibiców.

Dziennikarze pytali w piątek, czy Anderlecht będzie za te 4 lata w ogóle grał swoje mecze tu, czy też wyprowadzi się gdzie indziej. – Myślę, że zostaniemy. Jest niemal niemożliwe, byśmy wylądowali gdzie indziej, biorąc pod uwagę, ile zgód trzeba mieć w Belgii – powiedział CEO klubu, Jo Van Biesbroeck.

Jednocześnie nowa nazwa już budzi pewne wątpliwości. Według uznanego ekonomisty sportu Trudo Dejonghe umowa z Nationale Loterij, a więc spółką skarbu państwa, może być uznana za formę ukrytego wsparcia publicznego.

Nie mówię tego tylko dlatego, że jestem kibicem Club Brugge. Kiedy Lotto weszło w kolarstwo, nie było już żadnego belgijskiego teamu i było to uzasadnione. Teraz mamy jeden klub, który będzie zarabiał z pieniędzy podatników – ostrzega Dejonghe. W ostatnich latach w Belgii po kilka klubów biło się o mistrzostwo i co roku mistrz jest inny. Z Lotto po swojej stronie Anderlecht mógłby zdominować ligę.

Reklama