Okiem kibica: Fani powtarzali jedno słowo – wow!

źródło: Darryl Telles

Okiem kibica: Fani powtarzali jedno słowo – wow! To uczucie, gdy wracasz do domu z pobytu na narodowym stadionie. Wielu z nas było przeciwko zawyżonym cenom biletów. Sam wydałem tysiąc funtów na karnet za tylko 19 meczów Premiership. Ale potem przekładanie otwarcia z września na grudzień, więc... wreszcie jesteśmy u siebie!

Reklama

Nie byłem jeszcze na lepszym stadionie. Czy powiedziałbym to samo, nie będąc kibicem Tottenhamu? Byłem na wielu stadionach w Europie, w tym na tych ze ścisłej czołówki, jak Dortmund, Lizbona czy Madryt. I dla mnie ten przyćmiewa wszystkie wymienione. Mam wrażenie, że udało się stworzyć nowy stadion, gdzie już można czuć się jak na starych śmieciach. Tylko lepiej.

Przejdźmy więc do zalet. Wchodząc można mieć wrażenie, że pod sufitem powinna być zawieszona tablica z odlotami. Naprawdę można odnieść wrażenie, że to foyer dla gości pierwszej klasy na lotnisku. Kulinarnie też. Oczywiście można złapać tradycyjny placek i pintę piwa, ale są też lokale z makaronami, pizzą, grill. Do tego niezliczone bary, w tym najdłuższy bar na jakimkolwiek stadionie piłkarskim, ciągnący się przez całą długość boiska. Jest gdzie przycupnąć, a przed i po meczu jest też muzyka na żywo. Tego właśnie trzeba, żeby kibic chciał przyjść wcześniej i wyjść później, spędzając na meczu dzień, a nie tylko 90 minut.

Tottenham Hotspur Stadium© Fred Knox-Hooke

Dlaczego? No cóż, przejdźmy do negatywów. Wciąż nie ma stacji metra, więc do tej najbliższej trzeba iść 20 minut. Dojeżdża tylko jedna linia, do tego rzadziej niż na Wembley. Dlatego trzeba przygotować się na brytyjską tradycję stania w kolejce. W kolejce na stację, w kolejce przy bramkach wejściowych, w kolejce po jedzenie.

Oby to były przejściowe problemy. A, trzeba jeszcze pamiętać, że nie warto wybierać się autem. Nawet nie myślcie o podjechaniu pod stadion, bo ani nie ma parkingów, ani nie da się wjechać do strefy bezpośrednio wokół budynku. Po prostu nie da się tu dojechać.

Tottenham Hotspur Stadium© Fred Knox-Hooke

Natomiast z jednym poradzili sobie wybitnie: z widokiem na boisko. Jest niesamowity, tylko Allianz Arena w Monachium jest porównywalna. Do tego jednopoziomowa trybuna dla 17,5 tysiąca widzów – to więcej niż cały stadion w Bournemouth!

Tottenham Hotspur Stadium© Darryl Telles

Podobnie do „Żółtej Ściany” w Dortmundzie, mam nadzieję, że za jakiś czas ta trybuna będzie jak Shelf, Park Lane i Paxton razem wzięte. Chociaż zakaz pirotechniki czy flag sprawia, że nasze kibicowanie nigdy nie przebije atmosfery w kontynentalnej Europie. Zobaczymy, jeszcze za wcześnie na oceny.

To wciąż bardzo angielski stadion. Czułem się jak na White Hart Lane nie tylko dlatego, że jeszcze nie ma sponsora. Po prostu tak blisko boiska byliśmy. Na szczęście nie ma tu powtórki z London Stadium West Hamu. Na razie fani wydają się zachwyceni, a ceny zamrożone na przyszły sezon. A na horyzoncie dni i noce chwały!

Darryl Telles

Darryl Telles | Autor książki „We're queer and we should be here”, o doświadczeniach bycia kibicem i członkiem mniejszości etnicznej oraz seksualnej. Na mecze Tottenhamu chodzi od 1970, często też jeździ na wyjazdy i odwiedza stadiony w całej Europie.

Reklama