Komentarz: To jeszcze nie jest nowe rozdanie

źródło: własne | MK

Komentarz: To jeszcze nie jest nowe rozdanie Za miesiąc kolejny mecz, jutro drużyna ma wznowić przygotowania. Tymczasem zawodnicy odchodzą, a policjanci wchodzą do siedziby klubu. Klubu, w którym członkowie SKWK rozwiązują umowę z SKWK, ale w taki sposób, że nie rozwiązują.

Reklama

Dziś ok. 80 funkcjonariuszy policji odwiedziło siedziby Wisły TS i Wisły SA, a także mieszkania byłych członków zarządu, na czele z prezes Marzeną Sarapatą. Nie chodziło o zatrzymanie kogokolwiek, lecz zabezpieczenie dokumentacji związanej z Wisłą Kraków. Wkrótce później PZPN wydał komunikat, wyrażając poparcie dla działań podjętych przez policję i prokuraturę, które od 31 grudnia prowadzą dochodzenie w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Wisły.

Pytanie brzmi, czy to nie za mało i nie za późno? Podstawy do podobnego działania były już latem, gdy wyszło na jaw, że zarząd ukrywał niepłacenie za stadion i o mały włos Wisła nie została zmuszona do gry w Tychach. Bo, choć umowa korzystania ze stadionu – jak i sama jego konstrukcja – są dla klubu niekorzystne, to Wisła nie wprowadzała w życie planu spłaty długów, który sama przygotowała. Kibicom prezes Sarapata jeszcze mydliła oczy, sam dałem się nabrać. Ale prokurator mógł zająć się sytuacją w klubie.

Po głośnym jesiennym reportażu TVN na temat powiązań gangsterskich pojawiła się plotka, że w klubie niszczone są dokumenty, które mogłyby stanowić dowody. Prokuratura wtedy też zainteresowana nie była. Dziś wiemy, że klub zatrudniał przestępców i dawał im dostęp do bazy kibiców, że umowy z Wisłą podpisywały podmioty związane z prominentnymi członkami światka kibicowskiego, że wspierano w powrocie do zdrowia gansgtera trafionego kulą podczas napaści, a być może przez klub przechodziły też pieniądze do wyprania.

Odkręcają, ale opornie

Z końcem roku rozwiązano umowę z legendarnym „Miśkiem”, który wynajmował w tzw. nowej hali Wisły siłownię. To był krok wizerunkowy, mający usunąć nieformalnego lidera bandytów z pierwszych stron gazet w cień. Z dnia na dzień znalazła się nowa najemczyni, choć nie ogłoszono przetargu. Ba, nie było nawet informacji z wyprzedzeniem o dostępności lokalu, a nowa właścicielka założyła działalność gospodarczą dzień przed przejęciem siłowni. Okoliczności tak podejrzane, że nasuwa się tylko jedno słowo: słup.

Zapytani o tę sytuację podczas piątkowej konferencji prasowej przedstawiciele zarządu TS Wisła nie umieli udzielić informacji na temat procedury zmiany najemcy, zasłaniając się tajemnicą handlową. Choć wiceprezes Szymon Michlowicz nie krępował się podać przybliżonej kwoty najmu, jakby ona częścią tajemnicy nie była. Za to miał pretensje do dziennikarzy, że po sprawdzeniu tożsamości najemczyni ta zdecydowała się wycofać propozycję przejęcia lokalu i wspomniana już kwota do klubu nie wpłynie.

Nowy prezes Rafał Wisłocki zapowiedział transparentność działań w klubie (wszystkie umowy do weryfikacji i ewentualnego rozwiązania), ale jeszcze nie idzie z tym najlepiej. Choć podczas konferencji w piątek jego kolega z TS Wisła Łukasz Kwaśniewski był w stanie podać przychód z grudniowego meczu z Lechem Poznań, to nie był w stanie odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy po tym meczu rzeczywiście część zysków otrzymał ktoś związany z prezes Sarapatą lub członkowie SKWK (jak twierdziła Interia, a teraz również TVN i katowicki „Sport”), choć zawodnicy i miasto nie otrzymywali należnych pieniędzy. Przeciwnie, wiceprezes Michlowicz oczekiwał zdradzenia źródła przez dziennikarza Michała Białońskiego, skąd ma takie informacje. Bo w klubie, choć zdążyli sprawdzić większość liczb związanych z tym meczem, nie dotarli do informacji, co stało się z pieniędzmi. I nie dotarli do nich do dziś, choć sprawa jest sprzed ponad tygodnia.

Trzeba przyznać, że w Wiśle jest tak wiele pożarów, że sprawa feralnego meczu nie jest najważniejsza. Wczoraj odszedł Dawid Kort, a Patryk Małecki dziś potwierdził, że i on nie jest już związany umową. Mimo to dziwi, że członkowie zarządu przygotowali na konferencję część informacji o problematycznym meczu, tylko nie te najważniejsze.

Stadion Henryka Reymana© Łukasz Libuszewski

Odciąć się od SKWK, ale się nie odciąć

W piątek, podczas konferencji, parokrotnie padało pytanie, jak klub zamierza oczyścić się i pokazać, że nie mają w nim już wpływów Sharksi. Żadna jasna odpowiedź nie padła. Czy zostanie rozwiązana umowa na tzw. „złotówkę od biletu” ze Stowarzyszeniem Kibiców Wisły Kraków (SKWK), które jest coraz częściej uznawane za fasadę grupy przestępczej?

Chciałbym tylko przypomnieć, że umowa została podpisana w 2013 roku, czyli nie teraz, to nie jest żadna niespodzianka, że ona jest. […] My do zapisów samej umowy jeszcze nie dotarliśmy – mówił wiceprezes Michlowicz. Tyle że warunki umowy powinien znać, ponieważ w chwili jej podpisania był członkiem zarządu beneficjenta, czyli SKWK właśnie.

Ostatecznie następnego dnia, w sobotę Wisła Kraków opublikowała pismo, w którym poinformowała, że klub i SKWK rozwiązują dotychczasową umowę. Tyle że nie napisano w nim, jaką umowę rozwiązują, a do tego była błędna data (5 stycznia 2018, a nie 2019). Wisła poinformowała, że błąd zostanie poprawiony, a nowe pismo opublikowane. Ale na razie nie zostało.

Związki z SKWK nie ograniczają się jednak wcale do umowy. Michlowicz był w zarządzie stowarzyszenia (a później w komisji rewizyjnej) dokładnie tak samo, jak Kwaśniewski – drugi z przedstawicieli TS Wisła obecnych w piątek. Tak samo zresztą, jak powołany w ostatnich dniach członek rady nadzorczej Wisły Łukasz Przegon. Trudno mówić o „nowym rozdaniu”, gdy bałagan naprawiają członkowie „starego układu”.

Nie oznacza to bynajmniej, że Michlowicz czy Kwaśniewski sami są chuliganami czy wspierają przestępców. Obaj mają opinię tych, którym zawsze się chciało ogarniać rzeczy zaniedbane przez innych. Od wielu lat działali dla Wisły bezinteresownie, gdy innym się nie chciało, i trudno zarzucić im złe intencje. Ale sprawę trzeba postawić jasno. Gdy Kwaśniewski – zapytany o wpływy Sharksów w Wiśle – mówi publicznie: „Ja osobiście ich nie widzę i mogę zagwarantować, że są żadne”, to kłamie. On tych ludzi zna, nawet jeśli tylko z widzenia. Bo Wisła to jego życie i doskonale wie, kto przesiaduje „U Wiślaków”, kto jest związany z sekcją Trenuj Sporty Walki, kogo do klubu wprowadzono. To widzą nawet ludzie bywający w klubie rzadko...

Kilka lat temu w wywiadzie zaprzeczał, że rekin jest symbolem Sharksów, bo uznał, że to obecnie symbol ultrasów Wisły. I dziwnym trafem ultrasi Wisły przyjęli za symbol rekina (choć wcale nie przyjęli, nigdy nie pojawił się w logo grupy ultras). Zupełnie przypadkiem jest to ten sam rekin, którego wizerunek wisi na stadionie na fladze z napisem Sharks. Ten sam rekin jest dziś wymalowany w salach sportowych Wisły. W tym samym budynku, w którym organizowano konferencję. Można tego nie widzieć, ale to się nazywa zaklinanie rzeczywistości.

Więc być może pierwsza część jego wypowiedzi jest prawdą: on osobiście tego nie widzi, bo nauczył się nie patrzeć. I można to zrozumieć, to nie jest jego walka. On chce prowadzić koszykarki do sukcesów, on haruje dla Wisły, a walka z zorganizowaną przestępczością to zadanie dla policji i prokuratury. Bo jak jemu następnemu spalą auto, to czym do roboty przyjedzie? Tyle że na razie policja z prokuraturą przyszły po dokumenty finansowe klubu pod zarzutem zaniechań/nadużyć. Nie po chuliganów, a Sharksi od lat mają się nieźle. I pojawia się problem: skoro nikt ich nie rusza, a jeszcze w grudniu rzekomo przyszli po pieniądze do klubu, to jak można mówić o nowym rozdaniu?

Na razie nie ma niczego

Pewnie myślicie, że problem chuliganów można odłożyć na później. I możecie tak myśleć. W końcu Wisła ma zawieszoną licencję na grę w Ekstraklasie, zarząd ma na razie społeczny i trwają porządki, by piłkarską spółkę jednak komuś sprzedać zanim ostatni zawodnicy uciekną z pokładu i będzie za późno na dalszą grę w najwyższej lidze.

Ba, nie ma nawet pewności, że Wisła należy do Wisły, tj. że Towarzystwo Sportowe rzeczywiście jest prawnym właścicielem akcji piłkarskiej spółki akcyjnej. Bo że nie jest fizycznym, to już wiadomo – komplet akcji wydano niedoszłym właścicielom, z których jeden wciąż szuka drogi z powrotem do Krakowa. W sobotę prezes PZPN Zbigniew Boniek zalecał ostrożność w ocenie stanu prawnego, nawet jeśli Wisła ma po swojej stronie opinie prawników przemawiające na jej korzyść.

Nie ma też stadionu, bo na dziś Wisła nie wywiązała się z warunków umowy, nawet uwzględniając warunkowe odroczenie płatności. Oczywiście można założyć, że miasto nie zostawi klubu w katastrofalnej sytuacji i uda się osiągnąć porozumienie, ale na razie nie ma z kim. Prezes Rafał Wisłocki dziś spotyka się w Warszawie z potencjalnym inwestorem, ale nie spotkał się dotąd z prezydentem Majchrowskim. Zresztą nie tylko on. – Towarzystwo Sportowe, które podaje się za właścicieli, nie odezwało się do mnie. Nie było z ich strony żadnej komunikacji – mówił w weekendowym wywiadzie Majchrowski.

Problem w tym, żeby po odwieszeniu licencji, zabezpieczeniu umów z zawodnikami i korzystania ze stadionu nie zapomnieć, że Wisłę od lat trawi ta sama choroba, której objawy właśnie są leczone, ale przyczyny już nie.

Michał Karaś

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, wypowiedz się na facebooku lub prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama