Kalifornia: Porażka za porażką, Levi's Stadium znów z kłopotami

źródło: własne | MK

Kalifornia: Porażka za porażką, Levi's Stadium znów z kłopotami To miał być jeden z absolutnie najlepszych stadionów świata, bo i jest wśród najdroższych. A jest nie tylko wątpliwej urody, co rusz wywołuje też skandale. Operator i właściciel znów są w konflikcie. I tak od pięciu lat.

Reklama

Gdy go otwierano w 2014, był reklamowany jako „stadion-aplikacja”, naszpikowany technologią i dostosowany do potrzeb widzów jak żaden przed nim. Nic dziwnego, Levi's Stadium powstał prawie dosłownie w Dolinie Krzemowej, więc ta narracja świetnie sprzedała się w mediach. Szybki internet, dane w chmurze, jedzenie donoszone na telefon lub zamawiane i opłacane nim, a do tego ogród z własnymi warzywami na dachu głównej trybuny.

Wszystko to brzmi świetnie i łączy się dobrze ze złotym certyfikatem LEED, przyznawanym za dbałość o środowisko. Była to jednak w dużej mierze argumentacja broniąca obiekt przed krytyką za wątpliwą urodę. Choć kosztował prawie 1,3 mld $ (ok. 4 mld zł), ma całkowicie gołą, stalową konstrukcję i nie posiada dachu. Tak w USA budowało się stadiony może jeszcze w 1994, ale nie w 2014.

Skoro nie pada, to po co dach?

Brak zadaszenia okazał się koszmarnym problemem sam w sobie. Bo niby w Santa Clara deszcz pada bardzo rzadko, ale... no właśnie, prawie zawsze świeci słońce. Bardzo mocne kalifornijskie słońce, które doprowadza podczas niektórych popołudniowych imprez do omdleń na trybunach. To nie jest coś, czego nie dało się przewidzieć, o czym doskonale świadczą zacieniające dachy z Chile, projektowane i wykonywane naprawdę tanio. Po prostu uznano, że ludzie wytrzymają.

Levi's Stadium© Chris Martin (cc: by)

Tyle że nie wytrzymują, dlatego podejmowane są starania, by mecze organizować o lepszych porach. Gdy jednak przychodzi grać w upale, trzeba zatrudnić znacznie więcej sanitariuszy, ponieważ ludzie dosłownie nie dają rady. Już po kilku miesiącach funkcjonowania w 2014 stadion miał swoją pierwszą ofiarę śmiertelną – mężczyzna zmarł prawdopodobnie z wycieńczenia spowodowanego upałem.

Żeby było weselej, dach zapewniłby rozwiązanie innego problemu, o którym również nie pomyślano. Umieszczone na koronie stadionu wielkie telebimy i lampy oświetleniowe oślepiają pilotów lądujących na nieodległym lotnisku.

Z murawą jak w Poznaniu

W Santa Clara zdecydowano się na naturalne (ostatecznie hybrydowe) boisko, choć w NFL dopuszczana jest nawierzchnia syntetyczna. Na Levi's Stadium odbywają się jednak także mecze piłkarskie, a boisko sztuczne w upale mogłoby być uciążliwe dla zawodników.

Trawy na potwornie drogim stadionie do dziś nie udaje się utrzymać i musi być wymieniana. Gdyby porównać sytuację z Poznaniem, jest tu i lepiej, i gorzej. Lepiej, ponieważ nie trzeba było wymieniać trawy tak wiele razy, jak w Wielkopolsce. Co nie oznacza, że nie jest wymieniana wcale. Pierwszą nawierzchnię zerwano po tygodniu, a ostatnia wymiana miała miejsce w grudniu 2018.

Gorzej niż w Poznaniu jest z dwóch powodów. Po pierwsze, ten stadion zaprojektowano jako przewiewny i pozbawiony dachu, więc warunki do wzrostu trawy nie powinny być złe. Po drugie, kłopoty nie ograniczają się tutaj do powolnego wzrostu czy niskiej jakości murawy. Jest ona też wyjątkowo śliska, zapadała się do tego pod zawodnikami w kluczowych momentach. Innym znów razem uznawano ją za zbyt sprężystą i do dziś nie znaleziono optymalnej konfiguracji.

Ciszej, jest cisza nocna

Od początku funkcjonowania stadionu ciągną się tarcia pomiędzy właścicielem a operatorem. Obiekt formalnie należy do miasta Santa Clara, ale prawie cały zysk i zarządzanie są po stronie drużyny NFL 49ers. Choć obie strony podpisały wiążącą umowę w 2014, regularnie pozywają się do sądu. Ostatni pozew? W tym tygodniu, miasto skarży operatora z powodu nieodpowiedniej obsługi widzów na parkingach.

Levi's Stadium© David Shamma

Największą kością niezgody jest jednak kwestia ciszy nocnej. 49ers musieli zgodzić się na ograniczenie organizacji imprez, by w ogóle podpisać umowę. W tygodniu koncerty i inne wydarzenia muszą kończyć się o 22:00, a w weekendy – o 23:00. Dlaczego? Ponieważ zaprojektowano stadion otwarty, z którego hałas zakłóca spokój jednej trzeciej mieszkańców Santa Clary (31% wg ankiety prowadzonej wśród wyborców).

49ers już parę razy zdecydowali się zignorować zakaz i gościli koncerty dłużej, narażając się na kary. Część imprez nie doszła do skutku podobno z powodu ciszy nocnej właśnie – promotorzy wybierają inne miasta i lepsze pory.

Mało koncertów? To i mniej pieniędzy

Zgodnie z umową pomiędzy stronami, miasto Santa Clara zgarnia zyski stadionowe z imprez pozafutbolowych, niezwiązanych z 49ers. Mówimy więc o koncertach, meczach piłkarskich, koszykówce, futbolu akademickim czy wydarzeniach organizowanych w strefie hospitality – konferencjach, bankietach, weselach.

Dotąd przychody z tej działalności wynosiły po ok. 5 mln $ rocznie (19 mln zł), według wyliczeń operatora. Tymczasem na koniec sezonu 2018/19 prognoza to zaledwie 750 tys. $ (2,8 mln zł). Dlaczego? – Pani burmistrz bawi się w politykę i nie chce poprawić, czy chociaż odnieść się do swojej ciszy nocnej – powiedział gorzko wiceprezes 49ers Rahul Chandhok.

Tyle że, zgodnie z tradycją, burmistrz Santa Clary nie przejęła się argumentacją operatora i odbiła piłeczkę. – Jeśli operator kontraktuje deficytowe imprezy, to zwalanie winy na ciszę nocną jest nieodpowiedzialne i oznacza unikanie odpowiedzialności za złe zarządzanie. Zamierzamy dopilnować, by 49ers trzymali się zasad wynegocjowanych w 2014 roku. Można jednocześnie organizować koncerty i pozwolić mieszkańcom pracującym i uczącym się w okolicy, by się wyspali – odpowiedziała burmistrz Lisa Gillmor.

Owszem, partnerzy biznesowi rozmawiają ze sobą publicznie za pomocą mediów. Dlaczego? Choćby dlatego, że 49ers wypuścili swoje prognozy finansowe najpierw do mediów, a dopiero potem dowiedział się o nich samorząd. I tak to się kręci, już piąty rok.

Reklama