Bytom: Miasto i wykonawca idą na noże

źródło: Bytomski.pl / Radio.Katowice.pl

Bytom: Miasto i wykonawca idą na noże Firma S-Sport żąda 7,4 mln zł od miasta, choć sama porzuciła budowę. Samorząd Bytomia z kolei składa doniesienie do prokuratury w sprawie niewłaściwego gospodarowania mieniem przez S-Sport.

Reklama

To jeszcze nie koniec perypetii wstrzymanej budowy stadionu w Bytomiu. Pod koniec grudnia do magistratu wpłynęło żądanie zapłaty 7,4 mln zł od firmy S-Sport, byłego (a właściwie niedoszłego) wykonawcy stadionu dla Polonii. Dziś w tej sprawie odbyły się dwie konferencje prasowe. Jedną zorganizował S-Sport, a drugą urząd miasta. Na obu padały bardzo poważne zarzuty.

Ze strony S-Sport roszczenie dotyczy zapłaty za wykonaną rozbiórkę starych trybun oraz opiekę nad placem budowy (np. zatrudnienie ochrony) od końca lipca do wypowiedzenia umowy 3 grudnia. Przede wszystkim jednak 7,4 mln zł ma obejmować utracony przez S-Sport zysk z realizacji inwestycji. Zdaniem firmy – utracony z winy miasta.

Rozbiórka czy dewastacja?

W opinii urzędników interpretacja wykonawcy jest wręcz oburzająca. Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz uważa, że stadionu nie rozebrano, lecz zdewastowano. – Przypomnę, że zadaszenie i trybuna nie zostały zdemontowane i wykorzystane gdzie indziej, tylko wycięte i oddane na złom. Krzesełka nie zostały zdemontowane, a powyrywane, więc w mojej ocenie doszło do zdewastowania stadionu, które nie pozwala go teraz w żaden sposób użytkować – uznaje Wołosz.

Stadion Edwarda Szymkowiaka© TVS.pl

Niestety dla miasta, różnica między rozbiórką a dewastacją jest tylko kwestią nazewnictwa. Zniszczenie starej konstrukcji było częścią planu, a według informacji serwisu Bytomski.pl to nie wykonawca, lecz miejska spółka Bytomski Sport przeprowadziła zezłomowanie „żagla”, czyli starego dachu. Ten argument wydaje się więc bardzo wątły (a przynajmniej stanowi zarzut głównie do poprzednich władz miasta, nie zaś wykonawcy), nawet jeśli patrzenie na resztki stadionu przyprawia o ból głowy.

Żądanie czego, za co?

Znacznie silniejszym argumentem po stronie bytomskich urzędników jest fakt, że S-Sport nie wywiązywał się z zapowiedzi dotyczących harmonogramu inwestycji. Nie zdążył nawet przedstawić kompletnego projektu nowego stadionu. Co więcej, nie ma podstaw do wypłaty ponieważ...

Wykonawca do tej pory nie wystawił ani jednej faktury, nie są też mi znane dokumenty, z których wynikałaby kwota wykonanych dotychczas prac. W związku z tym uważamy, że to żądanie zapłaty jest nieuzasadnione, a w mojej ocenie jest to po prostu próba wyłudzenia – uzasadnia Sławomir Kamiński, obecny prezes Bytomskiego Sportu, który odpowiada za inwestycję.

Jeśli S-Sport rzeczywiście nie wystawiał faktur, to nie ma podstaw do oczekiwania zapłaty za zrealizowane prace. Zwłaszcza jeśli na swoim koncie ma tak nieznaczące wysiłki, jak zatrudnienie osoby do „cieciowania” na terenie budowy. Bo budowa nawet się nie zaczęła. W obronie wykonanych prac S-Sport obszernie argumentował, że opóźnienia wynikały w dużej mierze z braku współpracy z inwestorem.

S-Sport chciałby wrócić, miasto zawiadamia prokuraturę

Jednocześnie śląski wykonawca stadionowy zasugerował, że rozważyłby powrót na plac inwestycji i jest otwarty na rozmowy w sprawie dokończenia (a właściwie rozpoczęcia) nowego stadionu. Taką możliwość miasto szybko ucięło: – Prawnie nie ma możliwości ich powrotu. To S-Sport wypowiedział umowę na modernizację stadionu – komentuje Kamiński, który zarządza Bytomskim Sportem. Manewry firmy S-Sport dla urzędników są na tyle kontrowersyjne, że Bytom zawiadomił w tej sprawie prokuraturę.

Przy okazji sporu Adam Kaczyński z S-Sport sprowokował wyciągnięcie na światło dzienne dodatkowych okoliczności, które nie stawiają poprzedniej administracji Bytomia w dobrym świetle. Okazuje się, że Bytom nie miał rzeczywiście zabezpieczonych pieniędzy na budowę stadionu, ponieważ pozyskany kredyt z z Europejskiego Banku Inwestycyjnego nie mógł być wykorzystany na taki cel. W bardzo złym świetle jawi się „chwilowy” prezes Bytomskiego Sportu Zbigniew Cienciała, który zaakceptował niekorzystny dla inwestora aneks do umowy z wykonawcą.

Nowy stadion w innym miejscu?

Przed Bytomiem i S-Sport najpewniej dalsza, zajadła walka przed sądem i w przestrzeni publicznej. Ale co ze stadionem, który leży zaorany i niemożliwy do użytkowania? Polonia na razie gra na Szombierkach i najpewniej nieprędko się stamtąd wyprowadzi, ale o nowym obiekcie trzeba myśleć nawet w obliczu sporu.

Zleciłem służbom analizę miejsca, gdzie byłby budowany stadion. Wszelkie analizy wskazują, że budowa w niecce generuje dużo problemów. Dzisiaj stadion jest zdemolowany, a to, co zostało, nie nadaje się do użytku. Mam tutaj na myśli wyłączone oświetlenie, poprzecinane kable i ogrzewanie murawy, które jest wyeksploatowane do granic możliwości i nie było konserwowane oraz naprawiane. To wszystko pokazuje, że trzeba się mocno zastanowić nad lokalizacją. Musimy jednak mieć dla kogo to zrobić i tutaj jest rola prezesa – podsumował prezydent Wołosz.

Reklama