Reprezentacja: Czy oglądanie Biało-Czerwonych jest za drogie?

źródło: SportDziennik.pl

Reprezentacja: Czy oglądanie Biało-Czerwonych jest za drogie? W felietonie na łamach katowickiego „Sportu” Tomasz Mucha sugeruje, że kibicowski bojkot pomógłby PZPN-owi zejść na ziemię. Ceny biletów na Ligę Narodów uważa za zbyt wysokie, a łysiny na niedawnym meczu we Wrocławiu zdają się to potwierdzać.

Reklama

Z jednej strony chyba wszyscy cieszyliśmy się, że Polska trafiła do grona najsilniejszych drużyn w Lidze Narodów, co oznacza atrakcyjnych przeciwników w tych wciąż mało znanych rozgrywkach. Jednocześnie ceną za dobrego rywala jest wyższy koszt pójścia na mecz.

11 października na Stadionie Śląskim Polacy zagrają przeciwko Portugalczykom. To dokładnie (co do dnia!) 12 lat po pamiętnej wygranej 2:1 dla naszej drużyny z 2006 roku, więc wspomnienia pewnie podpowiedzą wielu fanom, żeby iść. Teraz pojawia się pytanie: czy ceny biletów na poziomie 80-180 zł są adekwatne do sytuacji?

Mówimy przecież o Polsce po kompromitującym Mundialu w Rosji, a więc o Polsce, która właśnie osiągnęła negatywny rekord frekwencji na Stadionie Wrocław. Mecz przeciwko Irlandii, który ledwie dało się oglądać, śledziło z trybun zaledwie 25 455 osób – mniej niż jakikolwiek inny w wykonaniu Biało-Czerwonych.

Stadion Śląski© Tomasz Żak, Śląskie

Dodatkowo w przypadku nadchodzącego pojedynku na Śląskim mamy do czynienia z kumulacją dwóch atrakcyjnych pojedynków w ciągu kilku dni. Najpierw Portugalia (11.10), później Włochy (14.10). Gdyby na widowni był komplet, w ciągu czterech dni pojawiłoby się w „Kotle Czarownic” ponad 100 tysięcy widzów! Ale trudno na to liczyć w obecnej atmosferze.

Zdaniem dziennikarza Tomasza Muchy, część winy ponosi właśnie PZPN. W felietonie na łamach katowickiego „Sportu” Mucha kwestionuje politykę cenową. Mówimy o wielkim, lekkoatletycznym stadionie (a więc o kompromisowej widoczności), o prawie towarzyskim meczu, na którego odpowiednik w Bolonii (Włochy – Polska) można było wejść nawet za 11 euro.

„Jestem ciekaw, jak zareagują rodzimi fani futbolu, czy mimo wszystko dwukrotnie wypełnią Śląski... Mnie marzyłby się bojkot, choć trąci to idealizmem. Nie życzę źle Śląskiemu, bo to nie gospodarz stadionu ustala ceny na mecze piłkarskiej kadry. […] Marzy mi się jednak policzek dla Bońka i dumnej z siebie kompanii, dla której najważniejsza jest kasa – a więc sponsorzy, vipy i telewizja. A kibic? Jak nie przyjdzie, zarobią co najwyżej parę milioników mniej” – pisze gorzko Mucha.

Reklama