Kraków: Brakuje milionów, a zegar tyka

źródło: własne | MK

Kraków: Brakuje milionów, a zegar tyka Wisła wpłaciła milion złotych, licząc na dobrą wolę miasta. Ale Kraków się nie ugina: żąda jeszcze 3,9 mln zł, które „Biała Gwiazda” zalega. Czy można sobie wyobrazić grę Wisły w innym mieście?

Reklama

To byłaby skrajnie kuriozalna sytuacja: Wisła Kraków gra poza Krakowem, a na jej stadionie gospodarzem jest Garbarnia Kraków. A jednak z dnia na dzień ten scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny.

„Bardziej” nie znaczy na szczęście „bardzo”, bowiem miasto i klub powinny ostatecznie dojść do porozumienia. Są na siebie skazane – jeśli Wisła się wyprowadzi, miasto będzie musiało jeszcze więcej dopłacać do stadionu. Mimo to atmosfera jest bardzo napięta.

Jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu, z końcem czerwca wygasła się pierwsza w historii umowa najmu nowego stadionu przy Reymonta przez Wisłę i miasto zdecydowało, że nie przedłuży jej z powodu rosnącego zadłużenia. Wisła wielokrotnie zobowiązywała się do spłaty długów, ale nigdy tych zapowiedzi nie zrealizowała.

Po ostrym stanowisku miasta klub znalazł milion złotych i wpłacił go w zeszłym tygodniu. To jednak nic w stanowisku magistratu nie zmienia. Jak poinformowała rzeczniczka prezydenta Jacka Majchrowskiego klub musi jeszcze uregulować zadłużenie wobec poprzedniego operatora obiektu (ZIKiT) w wysokości 3,9 mln zł. Nie ma jednak mowy, by „Biała Gwiazda” wygospodarowała takie środki przed startem sezonu 21 lipca.

Jeśli patowa sytuacja się utrzyma, klub może zostać zmuszony do wyprowadzki. Jak temu zapobiec dziś rozmawiali radni z Komisji Budżetowej Rady Miasta Krakowa, z udziałem przedstawicieli miejskich spółek. Niestety, stanowisko miasta nie zmienia się, a i w sytuacji finansowej Wisły nie należy oczekiwać istotnych zmian. Tymczasem klub otrzymał informację, że brak umowy na korzystanie ze stadionu do jutra poskutkuje odebraniem licencji.

Stadion Henryka Reymana© Łukasz Libuszewski

Jak zwraca uwagę przewodniczący komisji Andrzej Hawranek, dziwi go już sam fakt, że urząd miasta idzie na rękę Cracovii (obniżając jej czynsz i unieważniając dług w zamian za zakup band LED, które i tak były Cracovii potrzebne), ale staje okoniem pogrążonej w kłopotach Wiśle.

Nie bardzo mogę zrozumieć sytuację, w której Cracovia płaci za wynajem stadionu 450 tys. zł rocznie, a Wisła miała stawkę wynoszącą ok. 3 mln zł. Bedę prosił o wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje – mówi radny Hawranek, cytowany przez „Dziennik Polski”.

Komentarz Stadiony.net: Kraków sam sobie zgotował ten los

Wisła nie płaci kosmicznych pieniędzy za stadion, zresztą sama zgodziła się na takie stawki i zobowiązała się do spłaty długu – to argument miasta. I miałby on oczywiście sens, gdyby „Biała Gwiazda” funkcjonowała normalnie, jak w chwili negocjowania umowy. Problem w tym, że klub balansuje na krawędzi od kilku lat, zapełnia trybuny w 40% i odrobina dobrej woli ze strony urzędników byłaby dobrym startem do rozmów.

Tym bardziej, że to miasto ponosi odpowiedzialność za katastrofę, jaką jest sam stadion. Fatalny w skutkach brak nadzoru nad inwestycją, pominięcie klubu i jego interesów w przygotowywaniu ostatecznego projektu, wielokrotne zmiany w planach, niska funkcjonalność i wysoki koszt utrzymania powstałych powierzchni, liczne błędy projektowe – to tylko niektóre elementy warunków, w jakich dziś ma grać wielokrotny mistrz Polski. I za które miasto oczekuje wielokrotnie więcej niż od drugiego wielkiego klubu w mieście, któremu samorząd zbudował skrojony na miarę obiekt, a nie „kukułcze jajo”.

Gdyby to była Wisła w złotych latach Cupiała, pewnie obie strony by się dotarły i klub inwestowałby swoje środki w poprawienie elementów stadionu. Ale to już przeszłość i trzeba grać tymi kartami, które się ma. A, choć to Wisła zalega miastu i ma trudności ze spłatą (odpowiedzialności za co z klubu zdjąć nie można!), obie strony ewidentnie nie mają najlepszego rozdania.

Skoro więc miasto jest w stanie uznać argumenty Cracovii i obniżyć jej czynsz pomimo braku problemów porównywalnych z tymi w Wiśle, to twarde stanowisko wobec „Białej Gwiazdy” zakrawa o żart. Tym bardziej, że dziś Kraków domaga się 3,9 mln zł na rzecz instytucji, której fatalne błędy doprowadziły do powstania stadionu w jego patologicznym kształcie.

Reklama