Wrocław: Tarcia w sprawie podziału przychodów meczowych Śląska

źródło: PrzegladSportowy.pl

Wrocław: Tarcia w sprawie podziału przychodów meczowych Śląska Spółka Stadion Wrocław i piłkarski Śląsk spierają się o to, kto powinien ile zarabiać na meczach. Konstrukcja umowy budzi wątpliwości nie od dziś, ale teraz między stronami jest już mediator – relacjonuje „Przegląd Sportowy”.

Reklama

Śląsk Wrocław jest w trudnej sytuacji – o tym nikogo przekonywać nie trzeba. Jednym z trawiących klub problemów były relacje z operatorem Stadionu Wrocław, nawet pomimo faktu, że obie spółki są miejskie. 2017 rok miał być nowym otwarciem w relacjach i początkiem realnego współdziałania.

Nie pomogło jednak, że szefem Śląska został Michał Bobowiec ze spółki zarządzającej obiektem. Jak donosi „Przegląd Sportowy”, znów jest nerwowo. Chodzi o podział przychodów z tzw. dnia meczowego, czyli z organizacji widowisk. Trudno się też dziwić, ponieważ w 2016 roku Śląsk odnotował najgorszy wynik pod tym względem od chwili otwarcia Stadionu Wrocław.

Stadion Wrocław© Maciej Lulko Fotografia Architektury

Gdy obiekt otwierano w 2011 roku, Śląsk miał przychody z dnia meczowego na poziomie 4,6 mln zł. Rok później, gdy pierwszy pełny cykl rozegrano na 40-tysięczniku, udało się osiągnąć rekordowe 6,9 mln zł. Niestety, w 2016 po takich pieniądzach zostały tylko wspomnienia. Według danych Deloitte Śląsk zainkasował z organizacji meczów 2,72 mln zł.

Aktualnie Śląsk nie czerpie zysków z najbardziej dochodowej strefy VIP/biznes, a na cateringu zaczyna zarabiać dopiero przy frekwencji powyżej 16 tysięcy widzów. Czyli za jeden mecz w sezonie, bo tyle razy udało się zgromadzić taką widownię. Z drugiej strony, powyżej 20 tysięcy widzów to Śląsk musi dzielić się z operatorem częścią zysku z biletów. Czyli też raz w sezonie...

Spadek przychodów w dużej części jest związany z utrzymującą się niską frekwencją na meczach Śląska Wrocław, ale sytuacja okazałą się na tyle napięta, że pomiędzy stadionem a klubem piłkarskim stanął mediator, Robert Dominas.

Nie nazwałbym tego konfliktem, do którego przysłano rozjemcę. Raczej wyłoniono kogoś, kto pomoże nam w zrobieniu wspólnego przedsięwzięcia. Jedna strona ma tory kolejowe, druga pociąg, który by można po nich puszczać. Razem naprawdę możemy robić biznes, tylko trzeba jasno określić prawa i obowiązki po obu stronach – mówi prezes Stadionu Wrocław Jacek Kostrzewski.

Reklama