Czechy: Kibice wskrzesili legendarny stadion!

źródło: własne | MK

Czechy: Kibice wskrzesili legendarny stadion! Po 14 latach w katastrofalnym zapomnieniu, w sobotę największy stadion dawnej Czechosłowacji przepełnił się ponad możliwości. Policja groziła nawet przerwaniem imprezy, ale udało się!

Reklama

Ostatni oficjalny mecz na tym stadionie rozegrano we wrześniu 2001 roku. Później podupadły stadion Za Luzankami zamknięto z intencją modernizacji. Klubu nie było na nią stać, więc obiekt przejęło miasto Brno. Odnowienie istniejących trybun, przebudowa, zburzenie i budowa od podstaw – analizowanych wariantów było wiele. Niestety przez prawie 14 lat nie udało się zrobić nic, by ponownie ożywić stadion.

Za Luzankami

A jest co ożywiać, bowiem dzięki pojemności szacowanej na nawet 50 tysięcy widzów ten obiekt stał się największą areną sportową Czechosłowacji, później Czech (oczywiście nie licząc giganta na praskim Strahovie). Ligowa frekwencja nigdy do tej pojemności nie dorosła, ale średnia na poziomie ponad 20 tysięcy w latach 90. jest mimo wszystko imponująca. Żadnemu klubowi na innym czeskim stadionie nie udało się przyciągnąć tylu widzów, co Zbrojovce właśnie Za Luzankami w sezonie 1996/97 (średnio prawie 23 tys. osób).

Za LuzankamiZa Luzankami w 2011. Fot: Darwinek

Kibice i piłkarz wzięli sprawy w swoje ręce

Za LuzankamiNiemoc samorządu jest w przypadku tego stadionu porażająca, ale jednocześnie dała pole do popisu fanom Zbrojovki. W minionym roku powstała kampania społeczna, by przywrócić legendzie czeskiego futbolu dawny blask. Na facebooku bardzo szybko zaczęli zbierać się ludzie popierający ideę.

Rozmachu inicjatywa nabrała w lutym 2015, gdy piłkarz Petr Švancara ogłosił, że zamierza zakończyć swą karierę zawodniczą właśnie Za Luzankami w czerwcu 2015.

Już w lutym ruszyło karczowanie terenu. Na murawie można było usuwać rośliny kosiarkami, ale na wschodniej trybunie trzeba było robić to ręcznie. A że było co usuwać, można zobaczyć na zdjęciach – trybuny porosły nie tylko trawą i krzewami. Przez ponad dekadę zaniedbania urosły tam niewielkie drzewa.

Za LuzankamiMaj 2015. Fot: Fotbalový stadion Za Lužánkami v Brně

Ten projekt był o tyle wyjątkowy, że nie był niczyją inwestycją. Był wspólnym projektem setek ochotników, którzy wspólnie – w miarę dostępnego czasu i środków – przez cztery miesiące nieprzerwanie walczyli o dopuszczenie stadionu do jednego meczu.

Za LuzankamiMaj 2015. Fot: Fotbalový stadion Za Lužánkami v Brně

Zniszczone przez naturę stopnie trybun uzupełniali nowymi wylewkami, murawę podlewały wozy strażackie, a jedzenie dla wolontariuszy przygotowywano m.in. w kuchni polowej, na ognisku, czy grillu. Nie brakowało też piwa, ale liczyła się przede wszystkim praca, w której kilkaset osób spędziło ok. 11 tys. godzin.

Za LuzankamiFot: Fotbalový stadion Za Lužánkami v Brně

Sobota większa od oczekiwań

Kumulacją ogromnego wysiłku był sobotni mecz pożegnalny Švancary. Z odratowaną trybuną wschodnią i dostawionymi na zachodzie tymczasowymi sektorami areał mógł przyjąć ok. 25 tys. widzów. I choć pojedynek miał charakter sparingu z przymrużeniem oka (m.in. udział gwiazd hokeja jako rywali), bilety rozeszły się bardzo szybko. By je dostać, trzeba było odstać w kolejce po kilkadziesiąt minut.

Za LuzankamiFot: Fotbalový stadion Za Lužánkami v Brně

W sobotnie popołudnie okazało się, że zapotrzebowanie było wręcz monstrualne. Stadion był pełny długo przed meczem, a część posiadaczy biletów nie zdążyła nawet wejść, gdy ich miejsca już były zajęte przez innych.

W tej sytuacji tłum zaczął wylewać się na sektory zachodnie, które nie zostały odpowiednio odnowione przed meczem. Policja zagroziła nawet, że przerwie zawody, jeśli widzowie nie opuszczą potencjalnie niebezpiecznych miejsc na trybunie. Czy pomogło? Niekoniecznie, ponieważ ludzie szukali miejsc gdzie tylko się działo, np. na dachu pobliskiej hali.

W sumie w meczu mogło wziąć udział ok. 30-35 tysięcy widzów, co stanowi kolejny już rekordowy mecz na tym stadionie w czeskiej historii. Tym razem rekord polega na tym, że największy dostępny dla widzów stadion w Czechach mieści 21 tysięcy i stoi w Pradze. A mimo to w Brnie znów było więcej.

Wreszcie uda się ruszyć?

Nieprawdopodobne efekty „pospolitego ruszenia” na Luzanki sprawiły, że odżył temat nowego stadionu w Brnie. Przed samym meczem petycja apelująca o budowę nowego obiektu miała poparcie ok. 5 tys. osób. Podpisy zbierano też w sobotę, ale ile ich było – nie ma w  tej chwili informacji.

Kompletna modernizacja istniejących trybun pochłonęłaby ok. 2 mld koron (300 mln zł). Na to miasta nie stać, nie wspominając już o kosztach utrzymania infrastruktury po zakończeniu prac. W ostatnich dniach pojawił się jednak inny plan.

Do samorządu zgłosiło się konsorcjum trzech firm, z których jedna specjalizuje się w budowie stadionów. Burmistrz Petr Vokřál zdradził prasie, że widział nawet wizualizacje proponowanego obiektu, za który inwestorzy mieliby zapłacić samodzielnie pod warunkiem, że otrzymaliby status operatora i mogliby z niego czerpać zyski. Czy skończy się na zapowiedziach, jak w okresie 2003-2015, czy może uda się wreszcie zbudować stadion dla Brna? Zapał pokazany w ostatnich miesiącach przez kibiców pokazuje, że zapotrzebowanie jest.

Reklama