Echa Super Meczu: Cisza, dwóch Ronaldo i fatalna murawa

źródło: Sport.pl / PolskaTimes.pl / SE.pl

Echa Super Meczu: Cisza, dwóch Ronaldo i fatalna murawa Po sobotnim Super Meczu na Stadionie Narodowym pozostało wspomnienie. Dla jednych wspaniałe i do końca życia, dla innych niekoniecznie. Boisko było niskiej jakości, mecz toczył się w sennej atmosferze, a ciszę przełamał polski Ronaldo.

Reklama

W myśl wyświechtanej już frazy „nie milkną echa” Super Meczu, choć komentarzy wcale nie jest tak wiele. W praktyce bowiem sobotni mecz Realu Madryt z Fiorentiną był po prostu sparingiem bez większej historii, za to z niezłą oprawą. Do tej chwili nie została potwierdzona liczba widzów na Stadionie Narodowym (w okolicach 45 tysięcy), a i wynik pewnie niewielu usatysfakcjonował.

Na pewno nie był w pełni zadowolony Dariusz Wołowski, który w komentarzu na łamach „Gazety Wyborczej” pisze, że cieszyć oko mogły detale, drobne smaczki. Ale nie całość. „Super Mecz był pod względem detali interesujący. Ale emocji dostarczył mało. Publiczność na Stadionie Narodowym siedziała w ciszy, kontemplując raczej bezpośredni kontakt ze swoimi idolami, niż ich piłkarskie dokonania. Gra bez stawki dla takiej firmy jak Real wątpliwą okazją do wzlotów” – pisze Wołowski.

Stadion Narodowy

Pomysł na szlagierowy mecz towarzyszki w letniej przerwie jest jego zdaniem niezmiennie bardzo dobry. Lepsza formuła była jednak przed rokiem, gdy rolę „tej drugiej” grała drużyna Lechii Gdańsk i starcie polsko-światowe miało ciekawszy charakter.

„Wydaje się jednak, że sprowadzanie wielkich firm do Polski ma większe uzasadnienie, gdyby mierzyły się z zespołami z ekstraklasy. Wielbicieli Fiorentiny jest w Polsce mało, postronnym większą frajdę sprawiłoby podpatrywanie jak na tle najjaśniejszych gwiazd spiszą się gracze zespołów polskich” – czytamy w komentarzu.

„Polska” zwraca uwagę, że do kompletu widzów na trybunach brakło rozsądniejszych cen biletów. Pojawia się też poważne zastrzeżenie do boiska, którego jakość nawet w telewizji wydawała się poniżej normy. „Warunki do gry też nie zapowiadały wielkiego widowiska, bo murawa na Stadionie Narodowym przypominała bardziej pastwisko niż boisko. Była fatalna” – narzeka Hubert Zdankiewicz.

Nieoficjalnie mówiło się wśród dziennikarzy, że problemem był dach, który miał awarię i nie dało się go otworzyć. Te informacje zdementował operatror areny. Stadion Narodowy miał już zresztą boiska przygotowywane pod zamkniętym dachem i efekty były znacznie lepsze od sobotnich.

Przypomina też o rozrywkowym elemencie uwiecznionym powyżej, czyli wtargnięciu na boisko sobowtóra Cristiano Ronaldo. „W ostatnich minutach meczu na murawę wtargnął za to... sobowtór Ronaldo. Pomysłowy kibic kompletnie zmylił czujność ochroniarzy. Być może dlatego, że miał na sobie kompletny strój meczowy Realu (oczywiście z numerem 7 i napisem Ronaldo na plecach) i nawet fryzurą przypominał piłkarza Królewskich (sylwetką już trochę mniej). Fałszywy Cristiano wpadł na murawę, pobiegł w pole karne, poczekał na wykonanie rzutu rożnego przez graczy Fiorentiny. Zdążył jeszcze porozmawiać z piłkarzami, a potem... spokojnie zszedł” – relacjonuje na łamach „Polski”.

Z zarzutami o słabą atmosferę zgadza się „Super Express”, jak zawsze zwięźle i dosadnie kwitując: „Gdyby nie fani z Aguila Blanca, którzy próbowali porwać stadion do żywiołowego dopingu, można byłoby odnieść wrażenie, że zamiast wejściówki na mecz Real Madryt - Fiorentina, kupiliśmy bilet do teatru”.

Reklama