Niemcy: 12:12, czyli dlaczego stadiony ucichły

źródło: własne

Niemcy: 12:12, czyli dlaczego stadiony ucichły Zaczęło się w kilku miastach, ale cisza na trybunach ogarnęła już większość meczów w najwyższych ligach. Za każdym razem doping powraca po 12 minutach i 12 sekundach. Nie przypadkowo…

Reklama

Atmosfera wokół kibiców w Niemczech gęstnieje w ostatnich miesiącach bardzo szybko. W lipcu odbyła się specjalna konferencja na temat bezpieczeństwa i konieczności zmian, choć liczba aktów przemocy spada (rośnie za to liczba odpalanych rac). Jej efektem był opublikowany pod koniec września dokument „Sicheres Stadionerlebnis” (Bezpieczne doświadczenia na stadionie), który ma zawierać kluczowe kroki do poprawy sytuacji.

Większość z tych kroków oznacza jednak problemy dla kibiców, którzy byliby poddawani licznym dodatkowym restrykcjom. O połowę zostałyby obcięte liczby uczestników na meczach wyjazdowych (z 10 do 5%), a przy bramkach mogłyby być wprowadzone kontrole osobiste (wliczając np. zdejmowanie butów – choć z tego DFB już się wycofuje). Groźby zakazu stania na trybunach formalnie nie ma, ale twórcy dokumentu zwrócili uwagę, że nie jest to coś „danego na zawsze”.

Kibice zaprotestowali w całym kraju, dołączyła do nich zresztą część klubów. Główny zarzut do piłkarskich władz (DFB i DFL) jest taki, że zmian nie konsultowano w ogóle z samymi kibicami. Tymczasem dokument przynajmniej według oficjalnych komunikatów ma wpływać na poprawę doświadczenia na trybunach. Dlatego w połowie listopada powstała druga wersja broszury z zasadami „bezpiecznych doświadczeń”, uwzględniająca niektóre uwagi.

Nad przyjęciem lub odrzuceniem zaproponowanych rozwiązań kluby będą debatować 12 grudnia. Stąd właśnie liczby 12:12 i akcja „Ohne Stimme, Keine Stimmung” (Bez Głosu, Bez Atmosfery). Kibice chcą zwrócić uwagę, że mimo trwających prawie pół roku przygotowań nikt wciąż nie uznał za potrzebne skonsultowania z nimi kroków na rzecz poprawy bezpieczeństwa.

Dlatego na każdym stadionie, gdzie trwa protest, do 12 grudnia cisza będzie panować do 12. minuty i 12. sekundy. Dzięki temu bojkot nie uderza mocno w piłkarzy, którzy po niespełna kwadransie znów są wspierani. Jednocześnie sygnał dla władz piłkarskich jest czytelny, ponieważ w proteście uczestniczą nie tylko grupy, którym można by przypisać jakikolwiek radykalizm (np. odpalanie rac wbrew zakazom).

Kiedy akcja ruszała 16 listopada (dzień po wydaniu poprawionej broszury), obejmowała tylko kilka stadionów. Tydzień później już kilkanaście. W rozpoczynający się weekend ucichnie ponad 50 aren piłkarskich w kilku najwyższych ligach. Ofensywa trwa w serwisach społecznościowych, ale i przed stadionami, gdzie fani stawiają stragany z ulotkami i informują, przeciwko czemu protestują. Grupy kibiców na co dzień stroniące od siebie teraz stają ramię w ramię, by powiedzieć DFB, władzom ligi i policji, że nie chcą godzić się na generalizację i kolejne „przykręcanie śruby”.

Trudno w tej chwili ocenić, na ile protest kibiców może doprowadzić do poprawy ich sytuacji. Na razie zadbali oni przynajmniej o to, by nie psuł sytuacji ich klubów - chodzą na mecze nieprzerwanie i wspierają swoje drużyny, z którymi starają się utrzymać dobre relacje. Efektem takich dobrych relacji jest zapowiedź drugoligowego Sankt Pauli, że nie może 12 grudnia zagłosować za zaproponowanymi zmianami, ponieważ kibice nie byli pytani o zdanie, a podany termin sprawia, że na przeprowadzenie konsultacji nie ma po prostu czasu.

Jak wygląda protest w praktyce? Wystarczy zajrzeć na poniższe klipy z kilku znanych niemieckich stadionów z ostatnich dni:

Borussia M'gladbach

Borussia Dortmund

1. FC Kaiserslautern

MSV Duisburg i Union Berlin (przyjezdni)

Dynamo Drezno

Reklama