Komentarz: Chcesz być bezkarny? Upewnij się, że jesteś ważny

źródło: własne

Komentarz: Chcesz być bezkarny? Upewnij się, że jesteś ważny Lub bogaty. Lub masz ważnych i bogatych znajomych za plecami. Jesteś prezesem PZPN? Możesz bezkarnie łamać prawo i zapowiadać, że będziesz to robił dalej. Jesteś biznesmenem? Rób to samo, wszak policja mówi prawie otwarcie, że VIP-ów nie ściga.

Reklama

Ten temat kilka razy już wypływał, ale przerażające jest, jak bardzo nic się w tej kwestii nie zmienia. Z jednej strony ludzi stojących na schodach czy zajmujących nieswoje miejsce traktuje się jak przestępców, ciąga po sądach, a z drugiej ludzi robiących znacznie więcej rzeczy „zakazanych” toleruje się, bo zapłacili więcej lub ktoś ich zaprosił.

- Dziś reprezentacja ma kilkunastu sponsorów, którzy na mecze chcą zaprosić 10 lub 20 gości specjalnych, a przy okazji meczu napić się dobrego wina i pogadać o interesach – to słowa nowego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który tym samym zapewnia, że podczas meczów Reprezentacji bardzo bogaci ludzie usiądą i będą pić, łamiąc prawo. Bynajmniej nie piwo <3,5% z plastikowych kubków, tylko wino, należy podejrzewać, że z zakazanego szkła. Takie samo wino jak to, które można wypić na każdym meczu Legii, by wymienić tylko jeden klub.

Alkohol na LegiiKim są ci państwo? Nieważne, ale na zdjęciu trzy osoby łamią prawo poprzez picie alkoholu mocniejszego niż dozwolony, w innym naczyniu niż dozwolone, nie zajmując miejsc z biletów. Nie robią nic złego, ale gdyby nie byli VIP-ami, już liczyliby się w policyjnych statystykach "skuteczności". Fot: Woytek, Legionisci.com

O tym, że w lożach dla najzamożniejszych leją się przeróżne trunki wiedzą wszyscy od kiedy te loże powstały. Trudno się dziwić, bo polską piłkę na trzeźwo ogląda się tak ciężko, że nikt nie wydałby wielkich pieniędzy na lożę, mając wiszący nad sobą zakaz picia. Nawet policjanci przyznają, choć nie chcąc podawać nazwisk, że tam po prostu prawa się nie egzekwuje. Prezes Lato lubił zmrożoną wódkę, prezes Boniek woli wino, a na otwarciu Stadionu Narodowego serwowano szampana – napić się każdy lubi, jak widać.

Ale nie każdy może. Wciąż mam w pamięci przypadki ludzi, którzy po zmianie przepisów w 2009 chcieli wnieść na stadion po puszce piwa (no, czasem dwie), bo tak najzwyczajniej robiło się od lat – popijali, komentowali i oglądali mecz, nie wadząc nikomu. Brali też chipsy albo paluszki i byli zwykłymi „piknikami” z piwkiem pod chmurką. Oni są dziś jednymi z 1,8 tys. „kiboli” ukaranych zakazami stadionowymi. Ludzie, którzy ani razu nie stanowili zagrożenia (bo kary dla rozrabiających pod wpływem to co innego) są wyrzucani ze stadionów, choć chodzenie na mecze było dla niektórych całym życiem.

Ale ci, którzy na mecz przychodzą napić się wina i pogadać o interesach, choć i klub, i sam mecz jest dla nich bez znaczenia, pozostają bezkarni. Ktoś powie: „ale oni nie robią problemów”. Po pierwsze, ci wymienieni wcześniej też nie robili. Po drugie, pijani biznesmeni w lożach czy strefach VIP też czasami sprawiają niemałe problemy, ale o tym nie mówi się głośno, wszak to ważni goście. Po trzecie wreszcie, po co nam w takim razie prawo i zasada równości?

Ileż można słuchać zapowiedzi premiera (zresztą ten aktualny nie jest tu pierwszym), wojewodów czy policji, że na stadionach nie może być miejsc wyjętych spod prawa? Że nie będzie równych i równiejszych? Przecież oni wszyscy, traktując wyjątkowo gorliwie jednych i ignorując naruszenia drugich, kpią z prawa, które stanowią i egzekwują.

Przypomina mi się sprawa prezydenta Serbii Borisa Tadicia z 2009 roku. Ten po jednym z meczów reprezentacji na Marakanie napił się szampana. Wybuchła afera, bo złamał prawo. Przyznał się do winy, poddał się procesowi. Włos mu z głowy nie spadł, ale nawet jeśli tylko zastosował zagrywkę wizerunkową, zyskał sympatię, bo pokazał swą równość z innymi obywatelami wobec przepisów prawa. Przynajmniej sprawiało to wrażenie prawdziwego procesu. U nas takiej równości nikt nie zamierza pokazywać nawet dla własnej korzyści. U nas media nie podnoszą larum z powodu każdego naruszenia prawa, a jedynie z powodu tych, które są łatwe do wrzucenia w szufladkę „kibolstwo”. Nawet jeśli są równie błahe, jak napicie się szampana, które nikomu nie szkodzi.

Mamy głupie prawo i jeszcze głupsze jego interpretacje. To, do cholery, zmieńmy je żeby było lepsze, a nie stosujmy wybiórczo wtedy, kiedy nam pasuje i wobec tych, wobec których stosować je łatwiej, bo nie mają pleców.

Tekst wyraża subiektywną opinię autora i nie musi być zbieżny z poglądami redakcji/wydawcy. Jeśli chcesz na niego odpowiedzieć, prześlij odpowiedź na adres: michal@stadiony.net.

Reklama