USA: Wielki boom ligi piłkarskiej, 6 stadionów w 2 lata

źródło: NJ.com / własne

Major League Soccer wciąż należy do średniaków amerykańskiego sportu, ale władze ligi zamierzają wyprzedzić NBA i baseballową MLB. Rozwój w ostatnich latach to dla nich świetny prognostyk – czytamy na NJ.com.

Reklama

Właśnie dziś swój własny stadion otwiera Houston Dynamo. O BBVA Compass Stadium pisaliśmy w tym tygodniu – to jedna z najciekawszy realizacji piłkarskich tego roku, nie tylko w USA. Ale właśnie w USA takich stadionów powstaje w ostatnich latach najwięcej. To pokłosie decyzji ligi MLS z 1999 roku, by każdy klub jak najszybciej pozyskał własny obiekt na 18-20 tys. widzów.

BBVA Compass StadiumFot: B Tse

Cała liga wzięła się do pracy i wśród 19 zespołów już 13 ma lub realizuje nowe stadiony zgodne z kryteriami podanymi przez ligę. Aż 6 z nich powstało (jako nowe obiekty lub kompleksowe przebudowy) w ciągu ostatnich 2 lat. Przed dzisiejszym debiutem z Houston podobne otwarcia odbyły się w Portland, Filadelfii, Nowym Jorku czy Kansas. Jeszcze w tym roku nowy stadion otworzy Montreal Impact, a w przyszłym zespół z San Jose.

Pojemność trybun spada systematycznie, bo wcześniej kluby grały na ogromnych obiektach NFL, które przerastały zapotrzebowanie. Dla porównania: gdy klub z Kansas grał na prawie 80-tysięcznym Arrowhead Stadium, przyciągał średnio 10,3 tys. widzów. Gdy w zeszłym roku przeprowadził się na własny stadion, cały czas ma komplety publiczności. Na 18,5 tys. krzesełek na każdym meczu jest średnio 17 678 osób. Podobny wzrost odnotowali NY Red Bulls, osiągając wynik 18 441 widzów w 2010 roku, przy zaledwie 12,2 tys. rok wcześniej. To nie tylko ogromny skok w zyskach z organizacji spotkań, ale też w oszczędnościach z tego tytułu.

Livestrong Sporting ParkFot: Brent Flanders

Wynajem wielkich i najczęściej pustawych stadionów okazał się poważnym problemem dla rozwoju ligi, która dziś rośnie w ogromnym tempie. Zespoły dołączające do MLS w ostatnich latach niemal od startu w rozgrywkach nie mają prawie żadnych wolnych miejsc – tak było w Portland i Filadelfii.

Spory udział w tym skoku cywilizacyjnym miała też zmiana wizerunkowa. Kluby zamiast tradycyjnych amerykańskich nazw zaczęły korzystać z tożsamości budowanej przez lata za granicą. Stąd nazwy jak Dynamo, Sporting czy Real, albo po prostu skrót FC, który zresztą budzi w USA kontrowersje – w końcu tam piłka nożna nazywa się soccer, nie football. Do tego dochodzi bardzo otwarta polityka wobec kibiców, którzy otrzymują nawet miejsca stojące. Stowarzyszenia kibicowskie rosną z niespotykaną siłą, a oprawy, doping i liczne wyjazdy stały się nowym znakiem rozpoznawczym MLS, bowiem żadna inna liga w USA nie oferuje podobnej atmosfery.

Reklama