Nowy stadion: Arena Thun

źródło: własne

Pamiętacie zespół ze szwajcarskiego miasteczka, który wszedł do Ligi Mistrzów? W lipcu doczekał się nowego stadionu i na rozgrzewkę wykopał z pucharów włoskie Palermo. Zapraszamy na krótką podróż po Arena Thun.

Reklama

Thun to wyjątkowo malowniczo położone miasteczko – są tu i góry, i piękne, wielkie jezioro. Ale piłkarski świat poznał ten 40-tysięczny ośrodek dzięki zaskakującym sukcesom FC Thun, które w 2005 roku jako pierwszy i dotąd jedyny zespół bez żadnego trofeum krajowego awansował do Ligi Mistrzów. Co prawda po fazie grupowej odpadł do Pucharu UEFA, a tam minimalnie uległ niemieckiemu HSV, ale piłkarze zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Arena ThunW tym pamiętnym sezonie nie mogli jednak grać w rodzimym miasteczku, ponieważ tamtejszy obiekt nie oferował odpowiedniego zaplecza. Dziś tego problemu by nie było, bo dzięki sukcesowi w Europie już w 2006 roku zaczęto myśleć o budowie nowego stadionu. Głosowania nad wsparciem publicznym projekt nie wygrał, ale dzięki finansowemu wsparciu dewelopera HRS udało się postawić nowy 10-tysięcznik.

Budowa Areny Thun ruszyła wiosną 2010 i zakończyła się na początku lata. 9 lipca FC Thun zremisowało 2:2 z niemieckim FC Koeln, otwierając tym samym obiekt. Drugim meczem było eliminacyjne spotkanie Ligi Europy z Plaermo, które gospodarze zremisowali 1:1, uzyskując awans do dalszych rozgrywek. To dopiero drugi sezon FC Thun w Europie, ale zaczyna się okazale. Zanim jednak Szwajcarzy pomyślą o fazie grupowej, czeka ich potyczka ze Stoke City.

Arena Thun Fot: Groundhopping.se

Po swojej stronie mają nowy stadion. Cztery zwarte trybuny połączone narożnikami mają po 14 rzędów ustawionych stromo zaraz przy boisku. Tuż nad nimi prosty dach, a na nim nietypowo rozstawione maszty oświetleniowe. Zamiast czterech dużych konstrukcji w narożnikach, na wewnętrznych krawędziach dachu stoi 10 smukłych, pionowych masztów, przypominających raczej anteny. Stadion nie ma imponującej elewacji – dominuje prostota i jedynym wyróżniającym się elementem są odciągi dachu, nocą podświetlone na czerwono. Na podstawie ich układu powstało logo obiektu.

I to właściwie wszystko, co trzeba o tej nowej arenie wiedzieć, bo jak zwraca uwagę groundhopper ze Szwecji, który udostępnił nam zdjęcia, dla osoby jeżdżącej po wielu obiektach to żadna perła. Prosty, zgrabny stadion pozwalający spełnić niezbędne wymogi. Ale biorąc pod uwagę, że na widowni zmieściłaby się ¼ mieszkańców, czego chcieć więcej?

Reklama