Gorzów: Jeden stadion to za mało

źródło: Sport.pl

Gorzowski adwokat i dawny prezes żużlowej Stali podkreśla, że miasto nie może poprzestać na inwestycjach w Stadion Edwarda Jancarza. Jeśli tak się stanie, dojdzie do eskalacji napięć w mieście, a dysproporcje w traktowaniu klubów sportowych już teraz są przedmiotem konfliktów.

Reklama

Na łamach Sport.pl Jerzy Synowiec, dawny prezes Stali Gorzów i znany adwokat, zwraca uwagę na rosnące dysproporcje w traktowaniu przez samorząd klubów sportowych.

Imponujący stadion przy ulicy Śląskiej wyostrzył problemy pozostałych gorzowskich klubów. Przede wszystkim koszykarek AZS PWSZ i piłkarzy Stilonu, którzy grają na obiektach nie przystających nie tylko do ambicji, ale też potrzeb. Hala koszykarek i stadion Stilonu to dzisiaj obiekty przestarzałe i nie trzymające choćby średniego ligowego poziomu. Trzeba w nie niezwłocznie zainwestować, aby uniknąć eskalacji konfliktu pomiędzy kibicami Stali, a kibicami wszystkich pozostałych dyscyplin sportowych w mieście. Zdarzenia z otwarcia stadionu Stali i wydarzenia z następnego dnia powinny wszystkim dać do myślenia. Stal nie jest klubem, który ma wyłączne prawo do wyjadania najlepszych fruktów z kasy miasta. To się musi zmienić, aby przyszłość gorzowskiego sportu nie stała się pasmem konfliktów i wzajemnych pretensji. Dzisiaj podziały są większe niż kiedykolwiek w historii miasta - czytamy w komentarzu Synowca.

O tym, że jego opinia nie jest pozbawiona podstaw, niech świadczą wydarzenia ostatnich miesięcy. Najpierw w styczniu z inicjatywy kibiców piłkarskiego Stilonu ulicami miasta przeszedł tysięczny pochód przeciw cięciu miejskich wydatków na wszystkie dyscypliny sportowe poza żużlem. Wzięli w nim udział nie tylko kibice, ale też działacze innych zespołów działających w mieście. Tymczasem podczas zeszłotygodniowej inauguracji odnowionego Stadionu Edwarda Jancarza znów uwidocznili się fani Stilonu, którzy weszli na stadion, wznosząc okrzyki „Nigdy nie zginie, Stilonek nigdy nie zginie” czy „Był, będzie, jest – Stilon ZKS”.

Powszechnie uważa się, że z jednej strony jest Stal bogata w gigantyczne, bezpośrednie i przede w wszystkim pośrednie dotacje z miasta, a z drugiej strony cała reszta. Ale to ta reszta zdobywa dla miasta medale, podczas gdy gorzowski żużel od lat wozi się w ligowym ogonie, marnując ogromne pieniądze przez zwykłą pychę lub głupotę (wycofanie z ubiegłorocznych play-off Pedersena) lub też przez brak elementarnej wiedzy o żużlowym świecie (tegoroczny angaż do klubu Hansa Andersena) - argumentuje Synowiec.

Reklama