Nowe stadiony: Le Mans, Paryż, Calais i Boulogne

źródło: własne

Prezentujemy dziś cztery obiekty powstałe między wojną a... styczniem tego roku. Prezentują bardzo różne style i funkcje, ale wszystkie są warte uwagi. Jest stadion świętujący wyzwolenie z niemieckiej okupacji czy inny – ku czci piątoligowej drużyny, która doszła do finału Pucharu Francji. I wreszcie pierwszy obiekt z nazwą sponsorowaną we Francji.

Reklama

Le Mans

Po awansie Le Mans UC do Ligue 1 w 2005 roku oczywiste stało się, że potrzeba nowego stadionu w mieście. Poczciwy Stade Omnisports Léon-Bollée był nie tylko jednym z najmniejszych ale też najsłabszych obiektów w lidze. I to mimo renowacji, jaką przeszedł w 2003 roku. Dlatego już trzy lata po ostatniej modernizacji powstała koncepcja budowy nowego stadionu, tuż przy słynnym torze wyścigowym.

Pierwsze koparki wjechały na plac budowy 18. sierpnia 2008 i wciągu niespełna 2,5 roku powstał elegancki stadion dla 25 064 widzów. Jego cena to 102 mln €, które pochodziły głównie ze środków prywatnych. 11 mln wyłożyli koncesjonariusze (wykonawca i operator przez 35 lat będą czerpać zyski ze stadionu), a kolejne 39 to kredyty, które dzięki koncesji mają spłacić. 3 miliony wyłożyła firma ubezpieczeniowa MMA, sponsor nazwy. Pozostałe środki to wsparcie od władz lokalnych i regionalnych.

Fot: Sarthe

Co ciekawe, otwarta bardzo niedawno (29. stycznia) MMArena jest pierwszym we Francji stadionem, którego nazwa została sprzedana. MMA za 10-letnią umowę zapłaci w sumie 35 mln €. Do tego trzy z czterech trybun również mają komercyjne nazwy. Jednym ze sponsorów jest sieć hipermarketów Auchan.

Paryż

Fot: Creative Commons (GNU)

Jeszcze przed wojną, w 1937 roku ruszyła budowa lekkoatletycznego stadionu dla Paryża. Skromny obiekt zaprojektowany przez młodego architekta Bernarda Zehrfussa ukończono i otwarto w 1939 roku. Po wyzwoleniu Paryża w 1944 roku ruszyły kolejne prace przy dodatkowych trybunach i pomieszczeniach dla zawodników. Jednym z najdonioślejszych wydarzeń w jego historii był więc zorganizowany tu w Maju 1968, podczas protestów studenckich. Wtedy na obiekcie zgromadziło się potencjalnie nawet ok. 60 000 ludzi.

Ale dziś po tamtym stadionie zostało tylko wspomnienie. Choć od 1937 nosi imię Sébastiena Charléty, od 1994 roku jest zupełnie innym stadionem. W miejscu poprzednika nakładem 120 mln € zbudowano nowy, bardzo ciekawy stadion lekkoatletyczny. Murawę otaczają dwupoziomowe trybuny, a ponad nie wybija się główna – trójpoziomowa. Choć wydaje się dzięki temu podziałowi, że widownia jest bardzo duża, liczba krzesełek nie przekracza nawet 20 000. Na co dzień na obiekcie gra zespół piłkarski Paris FC, który ma ambicje awansować z trzeciej ligi do Ligue 1.

Calais

Fot: Trevor Pipe

O tym, że główny punkt przepraw między Anglią a resztą kontynentu potrzebuje nowego stadionu, wiadomo było od dawna. W końcu jak długo zespół z aspiracjami może grać na obiekcie mieszczącym tylko 2100 widzów, w tym 742 na krzesełkach? I choć Calais RUFC występuje tylko w piątej lidze, przeszedł do historii. W 2000 roku klub doszedł aż do finału (!) Pucharu Francji i dopiero tam przegrał 1-2 z wielkim Nantes.

W drodze do historycznego sukcesu klub musiał grać poza własnym miastem, mając do dyspozycji jedynie stadion w Lens. Gdy znów szli jak burza w 2006 roku, CRUFC mieli do wyboru znów obiekt w Lens lub lokalnego rywala, o którym mowa poniżej.

Już po historii z 2000 roku władze Calais postanowiły wybudować nowy stadion. W 2003 roku projekt stworzyła firma Paulin-Mariotti. Arena piłkarska miała mieścić 8000 widzów z opcją powiększenia do 12 000. Budowa miała ruszyć w 2006 roku. Niestety terminu nie udało się dotrzymać, ale za to jeszcze w 2006 roku zapadła decyzja o zmianie pojemności. Nie 8, a 12 tysięcy z możliwością rozbudowy do 18 000. Dzięki temu można tam rozgrywać również mecze Ligue 1.

Budowa ruszyła w końcu w marcu 2007, a otwarcie miało miejsce we wrześniu 2008. Koszt inwestycji to 22 mln €, z czego 13,9 mln wyłożyło miasto, 7,2 mln pochodziło z dotacji regionalnej, a kolejne 900 tys. z UE. Niestety dzień otwarcia był jak dotąd jedynym dniem, kiedy wyprzedano wszystkie bilety. Na razie stadion zdecydowanie przewyższa zapotrzebowanie. Za to nosi dumną nazwę Stade de l'Épopée, na cześć historycznej drogi do sukcesu z 2000 roku. Pewne jest, że jeśli klub powtórzy dawny wyczyn, będzie mógł wszystkich rywali przyjąć u siebie.

Boulogne-sur-Mer

Fot: Frank Jasperneite

W okolicy Calais leży czarujące miasteczko, które w czasie drugiej wojny światowej ucierpiało znacząco wskutek bombardowań. Tutejszy port i otaczające zabudowania zostały zniszczone przez brytyjskie bombowce, by ograniczyć pole manewru Niemców. I choć w sierpniu 1944 roku Hitler uznał to miasto za „fortecę”, już miesiąc później zostało wyzwolone, tym razem przez Kanadyjczyków.

W bombardowaniach portu zniszczono również stadion, dlatego w październiku 1949 ruszyła budowa nowego obiektu, w ścisłym centrum miasta. Jego patronem miał być zmarły na początku wojny podsekretarz stanu ds. sportu, Léo Lagrange, jednak szybko utarła się nazwa „stadion wyzwolenia”, Stade de la Libération. Choć budowa trwała do 1956 roku, pierwsze mecze zaczęły się tu odbywać cztery lata wcześniej.

Do 2007 roku mieścił niewiele ponad 8000 osób, ale wtedy rozpoczęła się modernizacja, która prawie podwoiła pojemność. Od 2009 r. to już 15 034 miejsca, choć w dużej mierze powstały one na tymczasowych konstrukcjach stalowych. Ponieważ trybuny nie stanowią spójnej całości, a stan tych najstarszych jest zły, rozważa się kolejne modernizacje lub budowę zupełnie nowego obiektu od podstaw. Budowa nowego obiektu jest tym bardziej realna, że lokalny „derbowy” rywal z Calais ma już swój obiekt.

Reklama