Walencja: Udają, że pracują

źródło: Guardian.co.uk

Valencia ma obecnie dwa stadiony – stary, którego nie może sprzedać, i nowy, którego nie może dokończyć. Klub tonie w długach, a po placu budowy od ponad roku szwendają się czterej robotnicy, którzy udają, że mają co robić – pisze Sid Lowe na blogu „Guardiana”. Mówiło się, że budowa nowej Mestalli ruszy znów w kwietniu, a dalej na budowie jest tylko tych czterech pozorantów.

Reklama

W sierpniu 2007 oczy piłkarskiego świata zwróciły się na Walencję. Ruszyła budowa Nou Mestalla, obiektu mającego konkurować w największymi obiektami Hiszpanii. Za projekt odpowiedzialna była znana pracownia, fasada miała przypominać mapę miasta. Ambitna wizja widowni dla 73 200 kibiców miała być zrealizowana za prawie 350mln €.

W marcu 2009 gotowe były już całe trybuny, w sumie 3 poziomy i 12 pięter zaplecza. Miejsce na podziemne parkingi, stadion czekał na dach, fasady i zaopatrzenie w odpowiednią infrastrukturę. Do tej pory się nie doczekał, bo od marca zeszłego roku na budowie zaczęły się schody. Znikły potężne żurawie, bez których budowa jest niemożliwa. Zwinęły się ekipy budowlane. Od tego czasu pojawiały się tylko niepotwierdzone zapowiedzi, że budowa ruszy na powrót, gdy tylko poprawi się sytuacja klubu. Ostatni taki termin to kwiecień 2010.

W maju 2010 na pewno wiadomo tylko tyle, że klub dalej ma długi, a kwietniowego terminu nijak dotrzymać się nie udało. Pustostan stoi i przed wielkimi karami za opuszczenie placu budowy Valencię ratuje tylko czwórka robotników, którzy codziennie stawiają się do „pracy”. Polega ona na paleniu papierosów, piciu kawy, spacerowaniu po terenie wielkiej niedokończonej inwestycji. Co dalej?

Klub sprzedał ostatecznie Davida Villę i awansował do Ligi Mistrzów – to główne zastrzyki gotówki, jakie go czekają w najbliższym czasie. Okazuje się jednak, że prezes po cichu szuka kupca na swój obecny stadion, który teoretycznie powinien zmienić właściciela już dawno temu, bo położenie ma atrakcyjne. Projekt nowej areny też się zmienił – w tej chwili plan przewiduje doprowadzenie „gołego szkieletu” do stanu używalności. Ma się pojawić infrastruktura niezbędna do prowadzenia meczów, najpewniej bez szklanych fasad, na pewno bez dachu. Uszczuplono projekt o wszystko, co powoduje niepotrzebne w trudnej chwili wydatki. Mimo to dalej nie mamy pełnej odpowiedzi na podstawowe pytanie: Kiedy jakiekolwiek prace na budowie znów ruszą?

Reklama