Anglicy znów będą mogli stać na meczach?

źródło: własne

Już w maju mieszkańcy Anglii pójdą do lokali wyborczych. Partie polityczne prześcigają się więc w walce o głosy kibiców piłkarskich. Partia Pracy obiecuje oddanie części władzy w klubach, a Liberalni Demokraci żądają powrotu miejsc stojących, o które kibice walczą od lat.

Reklama

Na początek krótkie przypomnienie – rządząca i walcząca o powtórzenie sukcesu wyborczego Partia Pracy premiera Gordona Browna przedstawiła niedawno plan, który wzbudził ogromny entuzjazm wśród kibiców, za to zmroził niektóre władze klubowe. Według nowego projektu w sytuacji zmiany właściciela w klubie pierwszeństwo w wykupie akcji mieliby kibice. Niewykluczone również, że każdy klub będzie musiał obowiązkowo ¼ udziałów oddać oficjalnym grupom fanów.

Teraz do kibiców piłkarskich swoją wyborczą ofertę kierują Liberalni Demokraci. Chcą oni przywrócenia w najwyższych ligach Anglii miejsc stojących dla kibiców - w 2007 roku podobną propozycję składała partia konserwatywna. Angielscy fani od lat bezskutecznie walczą o prawo do stania na meczach. Choć z polskiej perspektywy brzmi to abstrakcyjnie, przepisy ustalone przez angielską Football Licencing Authority (FLA) zabraniają stania podczas meczów. Oficjalne uzasadnienie to niebezpieczeństwo, jakie stojący kibice za sobą niosą. Chodzi o możliwość wzajemnego przewracania się, tratowania czy... ogólne ryzyko odniesienia kontuzji. FLA skrupulatnie notuje, ile urazów odnoszą kibice w ciągu sezonu. I tak, w rozgrywkach 2008/09 fani z dwóch najwyższych lig było 1410 kontuzji, co biorąc pod uwagę ok. 25 milionów sprzedanych biletów jest marginalną liczbą.

Zwolennicy zakazu mają niezmiennie dwa argumenty. Pierwszy to katastrofa na Hillsborough z kwietnia 1989 roku, a drugi to wysokie koszty przebudowy obiektów w przypadku przywrócenia miejsc stojących. W wielu sytuacjach stworzenie sektorów stojących nie mogłoby się ograniczyć do demontażu krzesełek, ale do zmiany profilu trybuny.

Przeciwnicy uważają jednak te argumenty za nieracjonalne. Opasłą listę zastrzeżeń sporządzili kibice zrzeszeni w Football Supporters Federation (FSF), największej organizacji kibicowskiej w Wielkiej Brytanii – ok. 400 tys. członków. W 52-stronicowym raporcie z 2007 roku torpedują oni teorie angielskich władz. Twierdzą m. in., że przepisy zezwalają na wstawanie w czasie ciekawych akcji, powodując częste zmiany pozycji. Czy to nie zwiększa ryzyka powstania urazów? – pytają retorycznie. Do tego stałą praktyką jest dopuszczanie do stania w sektorach gości, a w niższych ligach przepisy wcale nie są tak restrykcyjne, choć teoretycznie zagrożenie wcale nie jest mniejsze. Dowodem na to jest Globe Arena w Morecambe, pierwszy stadion od tragedii na Hillsborough, który jest w dużej części dostosowany do potrzeb osób stojących. Jego budowę relacjonujemy od paru miesięcy.

Te same stadiony podczas koncertów rockowych są objęte znacznie łagodniejszymi przepisami i choć dziesiątki tysięcy ludzi skaczą lub tańczą, imprezy nie są uznawane za niebezpieczne. Tymczasem stojąca spokojnie niewielka grupa kibiców na meczu jest uznawana za zagrożenie, nagrywana przez policję, a każdy z fanów ryzykuje usunięciem ze stadionu i zakazem chodzenia na mecze.

Kibiców nie przekonuje również powoływanie się na tragedię na Hillsborough. Wystarczy napisać, że wstęp do raportu FSF napisała dr Anne Eyre, która wtedy uszła z życiem. Pismo wskazuje m. in. na afrykańskie tragedie podobnego rodzaju, które wydarzyły się na stadionach z samymi krzesełkami. Przede wszystkim jednak władze zdają się zupełnie pomijać fakt, że to nie miejsca stojące były przyczyną śmierci 96 osób.

Kibice i Liberalni Demokraci mają wsparcie w Bundeslidze, uważanej w Anglii za najlepiej zarządzaną ligę świata. Tam przepisy zdecydowanie nakazują klubom posiadanie przynajmniej 10 proc. miejsc dla osób chcących stać. Co istotne, sektory stojące w Niemczech są uznawane za bardzo bezpieczne, a na niektórych stadionach mogą bardzo szybko zostać zmienione na krzesełka. Poza Niemcami miejsca stojące są dopuszczane m. in. w Danii, Szwecji, Holandii, Japonii czy USA. Przepisy w wielu innych krajach, w tym w Polsce, zakładają zakaz funkcjonowania takich przestrzeni, ale zezwalają na stanie w sektorach z krzesełkami.

Reklama