Gdynia: nowy termin modernizacji stadionu

źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

Przebudowa stadionu GOSiR, na którym mecze w ekstraklasie gra Arka Gdynia, miała się zakończyć w 2008 r. Tymczasem nawet się nie zaczęła. Władze miasta serwują kibicom kolejne terminy rozpoczęcia prac. Ostatni to 6 grudnia

Reklama

Przetarg na kosztorys i dokumentację przebudowy stadionu w Gdyni władze miasta ogłosiły w 2005 r. Prezydent Wojciech Szczurek zakładał optymistycznie, że prace ruszą w 2006 r. Pomylił się, bo właśnie wtedy zmieniono projekt, m.in. powiększono trybuny. Wbicie pierwszej łopaty zaplanowano więc na rok 2007. Miały w tym pomóc fundusze unijne. Nie pomogły. Ale było już po wyborach, które z miażdżącą przewagą wygrał prezydent Szczurek.

- Mogę wymienić główne inwestycje, które w nadchodzących czterech latach chciałbym zakończyć: budowę Trasy Kwiatkowskiego, Drogi Różowej, wybudowanie nowego basenu na Witominie, poprawienie stanu obiektów sportowych we wszystkich dzielnicach, zmodernizowanie stadionu piłkarzy Arki, dokonanie generalnych remontów dróg w dzielnicach - wyliczał na naszych łamach elekt. Dwa ostatnie zadania na razie są tylko w sferze planów. Na stadionie nic się nie dzieje, a drogi w dzielnicach pamiętają jeszcze poprzedni ustrój.

Pieniądze na stadion znalazły się jednak w budżecie. Miasto zleciło opracowanie kolejnego planu, tym razem ze zmianą infrastruktury drogowej wokół obiektu. We wrześniu 2007 r. kibice nie wytrzymali i zaczęli protestować: wysyłali listy, które pojawiały się w mediach, napisali także do władz klubu i miasta, które w tym czasie wystąpiły do ministra sportu o zgodę, aby gdyński stadion został treningowym obiektem na Euro 2012. Ale do tej pory nic się w tej sprawie nie dzieje.

- Ogłoszenie szybkiej budowy nowego gmachu urzędu za 100 mln zł z równoczesnym kolejnym odsunięciem w czasie decyzji o rozpoczęciu modernizacji stadionu po prostu mnie rozsierdziło. Podobnie jak większość gdyńskich kibiców - kręci głową gdynianin Marek Targowski, kibic Arki.

Teraz władze miasta przekonują, że nawet w przypadku nieuzyskania środków unijnych, przebudowa stadionu na pewno się zacznie. Kiedy?

- W pesymistycznym scenariuszu obiekt przebudujemy ze środków własnych i wtedy powstanie wariant oszczędnościowy - mówi wiceprezydent miasta Marek Stępa. - Ale niezależnie od wszystkiego prace rozbiórkowe zaczniemy 6 grudnia.

Mówi Marek Stępa

Udowodnimy determinację

Michał Sielski: Jaki tym razem termin rozpoczęcia przebudowy stadionu może pan obiecać?

Marek Stępa, wiceprezydent Gdyni, odpowiedzialny m.in. za infrastrukturę miasta: Konkretny - 6 grudnia zaczną się prace rozbiórkowe i przygotowawcze.

Ale kilka terminów już było...

- Trzeba pamiętać, że inwestycje rządzą się innymi regułami niż emocje kibiców czy wszystkich innych osób, którym zależy na jak najszybszej modernizacji stadionu. Dlatego podawanie konkretnych dat, zwłaszcza zakończenia budowy, jest ryzykowne.

W czym tkwi problem? Prace nie rozpoczynają się od trzech lat!

- Prawo europejskie nie jest zbieżne z polskim. A aspekty środowiskowe nie mogą być pomijane, bo przy podziale środków z Unii zwraca się na ten aspekt szczególną uwagę. Podjęliśmy jednak ryzyko i wszystkie opracowania robimy pod kątem prawa europejskiego, mając nadzieję, że polskie zostanie do niego rychło dostosowane. Przez ostatni czas mieliśmy pod nogami mnóstwo kłód.

Urzędnicy zawsze się tak tłumaczą, bo przeciętny człowiek nie zna się na prawie, zwłaszcza UE.

- Niektórym może się wydawać, że tak jest, ale my udowodnimy swoją determinację! Potwierdzą to prace rozbiórkowe, które zaczną się zaraz po ostatnim meczu w rundzie jesiennej. Przeprowadzimy też prace przygotowawcze, niezależnie od okoliczności. Kluczowe decyzje o unijnym dofinansowaniu zapadną później.

Załóżmy, że Unia tym razem pieniędzy nie da...

- Stadion i tak zostanie zmodernizowany. Zrobimy to z własnych środków. Wolelibyśmy oczywiście dostać dofinansowanie, bo bez niego inwestycja może się przedłużyć. Ale niezależnie od tego, nowy stadion będzie.

Rozmawiał Michał Sielski

Komentarz

Moda na sukces

Remont stadionu przypomina wenezuelską telenowelę. Adorator (władze miasta) co jakiś czas podsyca emocje i umizguje się do swojej ukochanej (elektoratu, tysięcy kibiców). Ona cierpliwie czeka, a on cały czas snuje przed nią wielkie plany, opowiada o prezentach i przyszłości. Już za rok się pobierzemy (podpiszemy umowę), za dwa lata przeprowadzimy do pięknego domu (nowego stadionu), będziemy żyli długo i szczęśliwie. Tylko że po czterech latach obietnic kibice mają już dość. Zaczynają pisać do władz, zakładają fora internetowe, a nawet produkują filmy! Na jednym z nich, zrobionym w stylu bombay.tv, widać dwóch aktorów z Bollywood. Jeden z nich mówi coś drugiemu, a na dole pojawia się tłumaczenie: Jak mówiłem, obiecaliśmy im ten stadion. Ale słowa nie dotrzymamy. Musimy nadal ich okłamywać! Jeśli nadal będą się pytać, powiedz, że planujemy wybudować go po zakończeniu sezonu... Tylko nie mów którego!.

To tylko gorzka ironia, oglądając film można się nawet uśmiechnąć. Na pewno jednak do śmiechu nie będzie władzom miasta, jeśli po raz kolejny słowa nie dotrzymają. Tysiące "narzeczonych" już nie dadzą się tak łatwo omamić i szczęśliwego okresu narzeczeństwa (czyli najwyższych stanowisk) nie przedłużą.

Michał Sielski

Reklama